Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Crystal Caravan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Crystal Caravan. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 września 2020

The Crystal Caravan - Against the Rising Tide (2010)

 


Wspomnę teraz (i nie jest to akurat mój pierwszy tekst) o grupie, która dekadę temu z niemałym impetem wbiła się na intensywnie eksploatowaną moją playlistę, razem z falą retro rockowej ofensywy, trwającej dla mojej uciechy w okrojonej lecz wciąż ciekawej wersji aż do dzisiaj. The Crystal Caravan wraz z Against the Rising Tide stał się w maksymalnie subiektywnej opinii piszącego z miejsca jednym z liderów odmłodzonej retro sceny, lecz niestety po nagraniu kolejnej płyty zamilkł na dobre, a przez to iż na bieżąco przestał o sobie przypominać doprowadził niechybnie do fatalnego skutku jakim zepchnięcie nazwy na margines. Oczywiście jakość prima sort twórczości The Crystal Caravan wówczas przed dziesięcioma laty, jak i obecnie kiedy odświeżam właśnie okrojoną dyskografię nie zasłużyła na zaginięcie w niepamięci, stąd bez zbędnej gadanino-pisaniny podejmuję próbę zainteresowania nazwą wszystkich którzy klasyczne nazwy począwszy od legendarnych The Doors, a kończąc na prawie równie kultowych Jefferson Airplane z silnym biciem serducha wspominają. Wiadomo, że zawartość Against the Rising Tide nie jest wprost kalką dorobku powyżej nazw wywołanych, ale w każdej z kompozycji sygnowanych logiem TCC bez problemu odnaleźć można ducha genialnego progresywnym szlifem podrasowanego hard rocka sprzed ćwierćwiecza i jeszcze sporo innych drobnych walorów, które klimatem nawiązują do czasów hipisowskiej rewolucji. W sumie aż głupio by było gdyby po tej mojej krótkiej wkrętce-gawędce miłośnicy retro brzmienia nie sprawdzili czym się tak podniecam. A wierzcie mi że warto się The Crystal Caravan zainteresować i nie pozwolić by płyty formacji uległy zapomnieniu, bowiem radość i pasja jaka płynie z ich albumów zawstydza wielu obecnych liderów retro trendu. Szkoda wielka, że cholera wie dlaczego słuch o The Crystal Caravan zaginął. 

czwartek, 18 lipca 2013

The Crystal Caravan - With Them You Walk Alone (2013)




Współczesna muzyczna Szwecja doskonałym retro rockiem stoi! "Oczywista oczywistość" dla każdego kto obecnie eksploruje dynamiczną scenę w swych inspiracjach sięgającą głęboko do lat 60-tych i 70-tych ubiegłego wieku. Trzecia odsłona  w dorobku  ekipy z Umeå tylko potwierdza powyższą tezę dzięki czemu te spędzone ponad trzydzieści minut z albumem to przyjemność ogromna. Różnica jednak pomiędzy The Crystal Caravan, a dużą częścią obecnych retro gwiazd, iż w dźwiękach które komponują nie odnajduje oczywistych naleciałości Led Zeppelin, Deep Purple czy Black Sabbath. Eksploracja przeszłości w ich wydaniu sięga bowiem w rejony rzekłbym bardziej kolorowe, hippisowskim duchem bogate. Charakterystyczny już rys, zbudowana tożsamość formacji na nowym longu rozwijana o kolejne atrakcyjne wątki płynną, zwiewną jakość posiada. Tam gdzie poprzedniczka odnajdywała inspiracje w stylistyce The Doors, With Them You Walk Alone nie porzucając tych szlachetnych zapożyczeń buduje klimat jednoznacznie w kilku fragmentach nawiązujący do hippisowskiej tradycji Jefferson Airplane. Jednako trudno też dosadnie The Crystal Caravan z bezrefleksyjnymi, biernymi naśladowcami utożsamiać, gdyż w ich twórczości wyraźnie wyczuwalna umiejętność analitycznego wyławiania z dorobku ikon tego co najciekawsze o łatwość pisania kompozycji, lekkość w budowania napięcia, przykuwania uwagi wzbogacana. Faktem przecież, iż scena przepełniona epigonami o schematycznym myśleniu, takimi pozbawionymi tej naturalnej łatwości pisania kawałków - finalnie kwadratowo zlepiających różne wątki, potworki rzeźbiących. Dodatkowym atutem grupy naturalność i specyficzny anty image z pewnością w obecnych czasach nie wróżący im spektakularnej wizualnej kariery. Kasy z tego nie będzie jednak większa pewność, iż to co spod ich łap płynąć będzie w przyszłości komercyjnym szlifem i gwiazdorską pozerką nie przesiąknie pozostanie, a to dzisiaj w plastikowym celebrycim anturażu atut dla mnie potężny. Test trzeciej płyty celująco zdany, szkoda tylko, że taki oszczędny, do sześciu wyłącznie nowych kompozycji ograniczony. 

Drukuj