Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ladj Ly. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ladj Ly. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 listopada 2024

Bâtiment 5 / Kolonia 5 (2023) - Ladj Ly

 

Szczytowe stanowisko w administracji publicznej, to zapewne żadne wyłącznie spijanie śmietanki na finał żmudnego wspinania się po szczeblach kariery. To układy i zobowiązania, pretensje i oczekiwania. Działalność społeczna w podobnym obszarze, to jeszcze bardziej wyboista droga przez mękę - wyzwania i obciążenia, a pomiędzy ludźmi z tych dwóch obozów oficjalna przed kamerami deklaracja współpracy, a w rzeczywistości uniki lub zwarcia. Niby tu wszyscy chcą dobrze, ale problem w tym że każdy z własnego punktu widzenia widzi to "dobrze" skrajnie inaczej, tym bardziej, że akurat na tym konkretnym przykładzie areny jaką dzisiejsza Francja, czyli najbardziej jaskrawego modelu trudnej współegzystencji rożnych obcych kultur, braku właściwej przybyłych asymilacji, konfliktu sposobów życia wynikających z natury, mentalności ale i frustracji implikowanej biedą i warunkami życia. Dzisiejsza Francja to już nie ta tylko z przeszłości Francja elegancja - to postępujące problemy emigracji i z emigracją. To getta ubóstwa, marginesu i przestępczości, więc Ladj Ly ponownie jako ktoś z problemem osobiście związany, bierze się w poczuciu misji jako artysta doceniony i z posłuchem publicznym za temat jemu bliski. Muszę mu przyznać że robi to już drugi raz skutecznie, mimo iż tak jak z początku fabuła się snuje bez mocno zarysowanego celu, raczej szkicując (jak się okazuje z trafioną intencją) rys okoliczności, tak zmienia w końcu swoje oblicze, prowadząc do kulminacji jaka potrafiła we mnie jako widzu wywołać znaczące wzburzenie. Przecież jak tracisz dach nad głową to jesteś na równi załamany jak wściekły - rośnie w Tobie gniew wprost proporcjonalnie do bezradności i zmieniasz się, bo naturalnie strzelają bezpieczniki, tym gwałtowniej kiedy jesteś wrażliwym osobnikiem. Dlatego jestem pod wrażeniem zbudowania tej kluczowej postaci (Blaz) z drugiego planu, gdyż systematycznie jestem jako widz przygotowywany do następującej w nim eksplozji. Poznaję gościa tak przy okazji, jakby na obrzeżach wydarzeń i lubię go, bo jest sympatyczny ale i czuć (dostaję nie jedną sugestie), że coś w nim wrze, wciąż jeszcze pod względną kontrolą, a potem on wykręca taki numer (nie zdradzę), bo jest niby zahartowany, a jednocześnie nadwrażliwy i w nim wszystko pęka. Wychodziłem więc z kina poruszony i ani przez chwilę nie miałem wrażenia, iż to efekt tanich chwytów reżysera, tak sobie analizując w środku by zrozumieć, iż jest to udany film o posuniętej do ostatniej granicy frustracji, ale też o presji musisz, powinieneś - przecież na Ciebie patrzą, od Ciebie oczekują, bo jak nie Ty to kto!

P.S. Zauważę jeszcze, iż znów udowadnia Ladj Ly, że potrafi kręcić zamieszanie w ciasnych pomieszczeniach. Oddać przekonująco zamętu nerwową atmosferę, choć dramatyzacja nie jest w jego myślę koncepcji najważniejsza, bowiem to raczej obraz z premedytacją kreowany by poruszyć, a nie sztucznie zbudować samo odczucie chaosu i jego specyfiki.

środa, 16 lutego 2022

Les Misérables / Nędznicy (2019) - Ladj Ly

 


Francja, co nie jest żadnym przecież odkrywczym stwierdzeniem ma wiele twarzy, a to jedna z nich. Ta z której europejska potęga nie jest dumna i na którą imperialistyczną przeszłością (można tak stwierdzić?) sobie zapracowała. Postkolonialna czkawka wszelkim bajzlem jaki w rejonach które przez lata eksploatowali spowodowana. Emigracja to żaden przypadek, ona konsekwencją nie tylko sytuacji wewnętrznej w krajach afrykańskich czy bliskowschodnich, ale rzecz jasna w równym stopniu polityki zachodu wobec rejonów niespokojnych przez skrajną biedę lub równie skrajny religijny fundamentalizm. Ale stop pieprzeniu farmazonów o genezie, bowiem Nędznicy to film nie o przyczynach, ale o stanie współczesnym czyli (uwaga!) konsekwencjach. Są takie dzielnice gdzie toczy się wojna pomiędzy "plemionami" o wpływy, o kasę z handlu narkotykami i czerpania korzyści z nierządu. Film Ladj Ly, to coś w rodzaju paradokumentu mocno fabularyzowanego, w którym ekipa gliniarzy pracująca w takich wrzących okolicach prowadzi codzienne działania i styka się z rożnymi przejawami patologii. Są tu za sprawą wnikliwego zmysłu obserwacyjnego twórców ciekawie wyeksponowane różnice kulturowe i nawet filozofie życia, ale jest też przemoc i brutalne rozliczenia, jak i po prostu kluczowy słaby start dla gówniarzy. Brak perspektyw i przyszłości, a jedyna szansa na przetrwanie to dostosowanie do brutalnych zasad i wymuszające poszanowanie bezkompromisowe zachowania. To jednak tylko preludium do zdecydowanie bardziej gęstej akcji i reperkusji metod które napięcie i presja prowokuje. Daje więc laureat canneńskiej Złotej Palmy z 2019 roku nie tylko zastrzyk adrenaliny i lekcję dla rozwydrzonych smarkaczy, ale także prowokuje do przemyślenia sytuacji, szerszej analizy problemu i wyciągania wniosków gdzie gorączkowa akcja-reakcja, a wcześniej polityka budowania gett może zaprowadzić. Kapitalna jest też prawie na koniec wrzucona klamra z gliniarzem pochodzącym z tego z pozoru tylko wyłącznie bagna, także z przywódcami lokalnymi którzy oprócz twarzy dla zdobycia poszanowania mają też skrzętnie maskowane oblicza zwykłych słabych, często wrażliwych ludzi, niczym od nas nawzajem się nie różniących. I to jest bardzo w porządku, kiedy film odkrywa wiele ludzkich twarzy, nawet jeśli nie kończy się wycacanym happy endem. Mocny obraz o odpowiedzialności spuentowany nie bez kozery wszystko o współczesnych "nędznikach" mówiącym cytatem z klasycznej powieści Viktora Hugo. Wart nagród i tym bardziej szerokiej uwagi europejskiego widza.

Drukuj