Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sławomir Fabicki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sławomir Fabicki. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 stycznia 2024

Lęk (2023) - Sławomir Fabicki

 

Wyobraź sobie (oby tylko!), że masz człowieku w zasadzie wszystko to co o prestiżu we współczesnym świecie przesądza, czyli pełną sukcesów karierę zawodową i kasę z niej grubą, a tu jeb!!! choróbsko i brak szans na happy end, więc szykować się w stosunkowo młodym wieku do szybkiego zgonu jedynie pozostaje. Życie jest okrutne, a może na swój sposób sprawiedliwe, bo każdemu cierpienie zostaje rozdane i jedni bez fajerwerków ciągną w biedzie ten swój ciężki wózek, a inni dla odmiany żyjąc w luksusie nagle muszą dźwignąć krzyż ponad miarę możliwości? Oczywiście mało mądre to uogólniające spłaszczenie, ale może coś w tym jednak jest? Do tego rodzaju zero jedynkowych wniosków sprowokował mnie film o niepodjętej, bo pozbawionej sensu walce. Relacja z przebiegi dramatu, w którym człowiek pogodzony z losem na zewnątrz trzyma się możliwie dobrze, a w środku pęka, lecz siły na konfrontację z nowotworowym wyrokiem brak, bo motywacji nie ma, a i duma na żałosne odchodzenie przedłużające męki nie pozwala. Do walki przez chwilę bohaterkę zachęca siostra, współcierpiąc psychicznie, dzieląc ten ból, poddając się jednak w którymś momencie i ten duet aktorski sam w sobie w zasadzie robi film Fabickiemu, bowiem jest to konkretnie zagrane siostrzane wsparcie oraz dla realistycznej równowagi, ścieranie się dwóch charakterów podszyte ekstremalnym wyzwaniem dla obu – rożnym, ale jednak wspólnym. Myślę że bardziej niż dobrze Panie Cielecka i Nieradkiewicz zagrały, gdyż absorbująco emocjonalnie, bez względu czy do końca te wszystkie ze scenariusza sytuacje są w pełni wiarygodne, bo tak domniemam, że jak się staje pod ścianą pod presja totalną, to w reakcji robi się rzeczy mało zdroworozsądkowe. Dodam że poniekąd Lęk to też w cudzysłowie jeszcze film drogi, bo cały niemal dramat rozgrywa się w podróży oraz przede wszystkim jak się okaże pod koniec, dosadnie nieoczywisty głos w sprawie świadomej wspomaganej śmierci na życzenie.

P.S. Fabicki ponad dekadę niczego poza serialami widzę nie kręcił i jak już się zdecydował, to nie zaskoczył, bo Lęk to takie raczej szablonowe kino bardzo poprawne - podobnie jak przez mgłę przeze mnie pamiętana Miłość (2012) jego autorstwa.

środa, 11 września 2013

Miłość (2012) - Sławomir Fabicki


  


Polskie kino w dramatycznej konwencji ma się od lat zupełnie dobrze. Liczyłem więc przed kolejnym seansem z tego rodzaju polską produkcją, na wieczór z emocjonalną zawieruchą. Niestety tym razem rozczarowałem się, gdyż w przekonaniu moim Fabicki nie uniknął przerostu formy nad treścią - przyciężkawej, ciężkostrawnej bolesnej maniery. Nie jest to jeszcze zakalec, jednako zbyt łzawa forma nudzi zamiast poruszać i porywać w emocjonalną burzę. Dodatkowo kilka dosyć sztucznych, kwadratowych ujęć w połączeniu z szepcząco-jęczącą postawą bohaterów dopełnia poczucia znużenia. Ileż to można cierpienia aktorskiego Pani Kijowskiej i Pana Dorocińskiego wytrzymać. Natężenie udręki w postaci wtłoczonej przygniata - chyba, że zamierzeniem reżysera było podczas seansu taką metodą widzowi cierpienie sprawić? Ok, ja rozumiem temat poważny zatem komedii robić z tego nie można, jednak zastąpienie dramatu, ckliwym bełkotem to strategia samobójcza w takiej konwencji. Zakładam że odrobina napięcia wstrząsnęłaby mną w tych momentach kiedy "flaki z olejem" pomagały odpływać w objęcia Morfeusza. Może ono wyrwałoby z jednostajnego letargu? Tutaj tymczasem płynna jękliwa konstrukcja wyłącznie epizodyczną rolą matki odrobinę ostrej retoryki do mdłego ogólnego oblicza dodała. Umierająca matka paradoksalnie miała więcej ikry w sobie niż cała pozostała paleta aktorskiej miałkiej obsady. Takie to kino finalnie i w detalach stereotypowe, przewidywalne, trywialne wręcz. Nieporadność, egoizm czy depresja kozetkowa schematyczna do bólu. Czasami mam wrażenie, że polską specjalnością w kinie jest podkręcanie stężenia cierpienia w cierpieniu do wręcz groteskowych rozmiarów. Proszę na koniec wybaczyć w kontekście jakby nie było ważkiej tematyki takie zaskakujące skojarzenie, ale Fabicki niczym polscy piłkarze zamiast dostarczyć emocji, jedynie dał powód do łez i rozczarowania. 

P.S. A może moje odczucia zbyt świeże i czasu trzeba by obraz we mnie dojrzał? Być może, na razie wszak jedynie rzemieślnicze wrażenie robi.

Drukuj