Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Holoubek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jan Holoubek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 stycznia 2024

Doppelgänger. Sobowtór (2023) - Jan Holoubek

 

Kolejne mocne kino młody Holoubek nakręcił – taką może nie petardę wciskającą w fotel, ale jednak z tempem i zwrotami akcji, nieco bardziej niż solidną rzecz dramaturgicznie ogarniętą. Tym bardziej iż u podstawy z fabułą opartą na autentycznych wydarzeniach i wyraziście (nie potrzeba fakultetu historycznego by nie pogubić się w niuansach) ukazującą konteksty funkcjonowania relacji wschód-zachód w czasie zimnowojennego podziału. Nawet nie do końca wiedząc czy ona w okolicy stu procent zgodna z rzeczywistością, ja nie zauważałem podczas seansu w sobie potrzeby, aby krytycznie oceniać ewentualne materiału wyjściowego podkoloryzowania, by z kolei odpowiednio ekscytujący efekt został uzyskany. Albowiem on tak silnie koncentrację moją przez dwie godziny utrzymujący, iż wbrew kilku opiniom które wpadły mi w oko napisać się odważę, że dawno nie oglądałem tak dobrego polskiego thrillera/dramatu polityczno-szpiegowskiego, jaki rzecz jasna posiada charakter europejski (bo realia itd.), ale też bardzo mocno inspiruje się hollywoodzkimi standardami gatunkowymi. W nim dwie strony medalu, bo raz ten wątek zachodnioeuropejski bardziej sensacyjny (doprawiony uważam fachowo melodramatu szczyptą, nie tylko scenami bliskości fizycznej), dwa polski z kontekstami wydarzeń gdańskich, czyli początku lat osiemdziesiątych - po okresie stalinowskim bodajże najmocniej przygnębiającej szarzyzny. Oba światy powiązane są oczywiście jak sugeruje slogan z plakatu "jednej tożsamości - dwoma życiorysami" oraz w scenariuszu zachowaną elementarną logiką, ale i wizualnie podkreślając jaskrawo różnice zarazem doskonale ze sobą one korespondują, a zasługa tutaj nie tylko scenografów czy szerzej oczu jakie plastycznie to tak widziały, ale i kapitalnego castingu, bowiem przykładowo nie potrafię sobie wyobrazić kogoś innego kto tak pociągająco pokusę kobiecą dla Gierszała by zagrał, jak i wracając do ról pierwszoplanowych od Gierszała lepiej w swoją postać się wcielającego, ani  Schuchardta  podobnie - może i nawet bardziej. Tak Gierszał to wypisz wymaluj aryjski ideał, jak  Schuchardt  z obecnym fizys w punkt wpasowany do grania postaci mocno dojrzałych, co jednocześnie całkiem jeszcze młodych kalendarzowym wiekiem typów, to niech mu wszyscy reżyserzy którzy go potrzebują, głośno za to podziękują. Wydaje się też iż psychologicznie wszystko tu bardzo wiarygodne się prezentuje, a przemiany czy reakcje na bieżące wydarzenia zagrane autentycznie, bo odpowiednio przez pryzmat oczekiwanego autentyzmu przeanalizowane. Holoubek najzwyczajniej już chyba wyspecjalizował się w kinie fundamentalnego realizmu, a jego charakterystyczny styl artystyczny, to właśnie zarzucenie nazbyt wyszukanej intelektualnie formy na rzecz skupienia się na podkreślającej reperkusje kolejnych wydarzeń narracji oraz bohaterów w objęcia widza skutecznym wepchnięciu - jeśli jasno się wyrażam, gdy mam na myśli reżyserską eksploatację scenariusza inspirującego się prawdziwymi sytuacjami.

P.S. Podkreślam że mój finałowy wywód na podstawie głębszej znajomości wyłącznie długometrażowego dorobku Holoubka, gdyż Wielka woda mnie zanim się rozkręciła (jak to serial) to już wymęczyła, a za mega popularny w towarzyskich pogaduszkach Rojst i tym bardziej typowo tefauenowskich Odwróconych, to się nawet nie pomyślałem aby zabrać. 

piątek, 11 grudnia 2020

25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy - Jan Holoubek

 


W przypadku filmów, które kręcone są na podstawie głośnych wydarzeń o których istnieniu słyszał właściwie każdy, zawsze istnieje gigantyczna obawa, że na potrzeby spieniężenia tragedii, zostanie ona nie tylko fałszywie, ale często zwyczajnie kiczowato ukazana. Nie ma obecnie bardziej poruszającej opinię publiczną historii, od tej której ofiarą Tomasz Komenda, a decyzja o jej sfilmowaniu rzecz jasna w tych warunkach z daleka śmierdziała zwykłą komerchą. Jednak młody Holoubek nie poszedł drogą na skróty, a zdecydowany udział w finalnym sukcesie formuły ma znakomicie rozpisany scenariusz Andrzeja Gołdy oraz narzędzia jakich użyto, aby widzem wstrząsnąć. To żadne prostackie epatowanie polityczną sensacją w stylu kiczu Patryczka Vegi, lecz okazała i poruszająca autentyzmem historia cierpienia i determinacji. Film Jana Holoubka może nie jest dziełem, które przejdzie do historii polskiej kinematografii, a po prostu bezpośrednim, surowym i skromnym świadectwem przegniłych skurwysyństwem okoliczności w jakich na tej ziemi przychodzi nam funkcjonować i w jakich Komenda przeżył wiele lat - pochodząc z środowiska, któremu społeczeństwo etykietę z łatwością przykleja. Koszmar, dramat… jak to możliwe? Wszyscy w szoku! Niedowierzanie! Przecież, jak to? Takie życie w polskim bagienku, w którym wyciera się mordę wartościami, a hipokryzja i zwyczajne skurwienie nie tylko dla karier usprawiedliwia wszelkie podłości. Mnie nie dziwi, a jak kogoś dziwi, to udaje, albo głupi, bądź wciąż mimo wszystko pełny wiary w tych ludzi, którzy potrafią sobie spojrzeć w oczy. Kilka powiązanych wątków sprawy toczy się równolegle, kilka przeskoków do retrospekcji, więc łatwo wpaść w niejasna plątaninę, ale tutaj wszystko jest wyraziste, więc podkreślam, ukłony w stronę autora scenariusza. Ponadto jakieś tam symboliczne odniesienia, jakieś tanie chwyty - bluza z napisem Future i zabieg z umieszczeniem w finale prawdziwej osoby Tomka. No to akurat, to chyba nie wiem? Wiem jednak, że jak o powstawaniu tego filmu usłyszałem, to myślałem że nie będzie o czym z uznaniem pisać. Nietrafnie wówczas spekulowałem i teraz uczciwie bije brawa dla autora scenariusza i reżysera. 

Drukuj