Myślę że Joaquin Phoenix, jak nikt inny nadaje się do takich gadanych/wymruczanych intymnych produkcji. Pasuje tu jak ulał z tym swoim werbalnie "bełkotliwym" i pełnym zawieszeń stylem - znaczy charakterystycznie zdobną retoryką zatopioną w znaczonej z premedytacją pauzami rytmice. :) Ta jego maniera może irytować i mnie chyba właśnie zaczyna, ale jest też ona po coś i bez powodu nie jest przez reżyserów tak ochoczo wykorzystywana, umieszczając Phoenixa pośród najbardziej pożądanych i zapracowanych aktorów. Mike Mills, twórca zauważonych i jak się okazało trafnie docenionych przeze mnie kilka lat wcześniej 20th Century Women wiedział czego od aktora o podobnych właściwościach warsztatowych oczekuje i doskonale je w wykonaniu Phoenixa tutaj wykorzystał. Zakładam też z szacunkiem dla pracy reżysera, ale i z konieczną w tej sytuacji dla ociosania tematu z nadmiernej powagi dozą poczucia humoru, iż sama mało dynamiczna metoda narracji miała na celu wpierw wypłoszyć z kina przypadkowego widza i pozostawić wyłącznie tego, który świadomie i z obowiązkowym zaciekawieniem będzie towarzyszył tej podroży poprzez emocje wywoływane pytaniami i odpowiedziami. Mike Mills nakręcił film o uczuciach i ich wyrażaniu. O byciu ze sobą i dla siebie poświęcając czas i uwagę. O cierpliwości, wyrozumiałości i troskliwości. O pomocy i szukaniu rozwiązań w zaskakujących sytuacjach. O dorosłości ale przede wszystkim o dzieciństwie, a co za tym idzie o dojrzewaniu. O poznawaniu siebie nawzajem i potrzebie bycia zrozumianym. Film o sprawdzaniu partnera interakcji w procesie odkrywania i kształtowania nie tylko własnego ja, jak i o frustracji i złości, kontroli i wyciąganiu wniosków po tym jak w ferworze się ją utraci. Nakręcił poza wszystkim obraz czarno-biały, gdyby ktoś nie zauważył. :) Choć to nie ma większego znacznie ponadto, że ekspozycji miejsc nadaje ten fakt subtelnie charakter poetycki - a przynajmniej nie ma większego znaczenia dla jego merytorycznych atutów, którymi wielce poruszająco i empatycznie podjęta niezwykle newralgiczna problematyka. Powstało kino ważne i oparte o znakomite, mimo że manieryczne aktorstwo. Najbardziej jednak Mills na słowa uznania zasługuje, za szlachetne intencje jakie za wykonaną pracą reżysera i scenarzysty w jednej osobie się ukrywają i dobru jakie ten film wszystkim którzy poświecą mu czas oferuje. Chodzi zwyczajnie o to by znaleźć odpowiednie słowa opisujące przeżycia i nadać im konstruktywne znaczenie. A to wymaga wysiłku i otwarcia aż do kompletnego obnażenia swojej istoty. Zatem nie jest proste. Jest (co będę kręcił) w praktyce wręcz niewykonalne. Próbować jednak należy, dla chociażby małych przełomów komunikacyjnych.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mike Mills. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mike Mills. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 10 stycznia 2022
czwartek, 25 stycznia 2018
20th Century Women / Kobiety i XX wiek (2016) - Mike Mills
Pomysłowa obyczajówka, niezwykle ciekawie
opowiadana, z treścią wartościową i obrazami idealnie współgrającymi z lekka odjechanym
klimatem. Szalenie mądra i intrygująca, o życiu takim jakie jest, bez wysilonej nadinterpretacji i nadmiernej koncentracji nad formą kosztem treści. Matka i syn w centrum uwagi, ich mikrokosmos pełen emocji, intensywnych przeżyć wewnętrznych. Tych osobistych, tylko samotnie doświadczalnych, zależnych od wieku i bagażu życiowego, ale także i wspólnych, wzajemnych pomiędzy nimi w relacjach i zależnościach. Błędów naturalnie popełnianych, w konsekwencji porażek, tak jak i
zwycięstw oraz tego co się udało nieźle zrealizować. Film w uroczej konwencji
stylistycznej i narracyjnej, z łebskim i inteligentnym poczuciem humoru oraz roztropnym dystansem. Doskonale ukazujący przemiany kulturowe,
pokoleniowe różnice i inicjacyjne traumy. Czasy kreatywnie buntownicze, post hipisowskie echa, rodzącą się i dzielącą równolegle scenę punkową i wreszcie rewolucję feministyczną, jako tło oraz na pierwszym planie ten krytyczny pierwiastek ludzki, fascynujący i ważki niezwykle, bo intuicyjny, często zbyt ulotny, by go w porę wychwycić - wyznaczający kim będą,
jacy będą w przyszłości bohaterowie tego życia.
P.S. Annette Bening, tak bez przesady, tak zgrywnie napiszę, że jak ona gra to wszystko gra. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
