Na Clinta Bentley’a przy okazji jego debiutu zwróciłem uwagę i nie zaskoczyło mnie, że pierwsze wzmianki o jego drugim podejściu reżyserskim zbierają bardzo wysokie noty - przecząc pośrednio przy okazji tym samym ogólnej tezie, że realizacje netflixowe nie mogą zazwyczaj rywalizować pod względem jakości z tytułami tak już od lat zaprawionych w bojach wytwórni, jak tych może mniejszych, ale celujących w kino wartościowe emocjonalnie i ambitne intelektualnie, a przede wszystkim oryginalne w formie. Sny o pociągach nie wychodzą akurat poza szereg względem intrygującej wizji twórczej, czy w sposób pokręcony intrygującej analizy, lecz zyskują powolną balladową narracją, w sensie prostoty opowieści, zarazem najsilniej emanując najcieplejszymi emocjami, pochodzącymi z najzwyczajniejszego życia. Wizualnie prezentują się dość tradycyjnie, bez większych urozmaiceń, bo tylko format węższy, a poza tym tutaj rolę przednią odgrywają przyrodnicze aspekty scenografii i człowiek surowego życia i życie w surowych okolicznościach pracy oraz spełnionej, do czasu szczęśliwej relacji rodzinnej. Pokora to cecha bohatera i jego mocowanie się z życiem rdzeniem przesłania. Bez chaotycznej szarpaniny zmaganie się z cierpieniem wedle uległej i skromnej u podstaw filozofii, przyjmując od losu bezlitosne, formujące i hartujące wyroki. Aktorsko bardzo starannie podany, angażująco w kwestii zdobywania sympatii widza, gdyż to nade wszystko wartościowo przedni do interpretacji w swej szlachetnej wymowie film o dobrych, porządnych ludziach - o tęsknocie i samotności, bólu i nadziei. Kontemplacyjna perełka pośród raczej morza typowej dla rzeczonej platformy rozrywki. Netflixowa, ale mimo to udana próba stworzenia empatycznej opowieści, tak samo dobrze zagranej, jak skomponowanej. Przemawiającej do wyobraźni w bezpośredni sposób, dzięki bardzo ludzkiemu wymiarowi spojrzenia. Piękny ale smutny czas zagospodarowany przed ekranem, bowiem szczęście nie trwa tu wiecznie, tragedie są absolutnie bez wyczucia i przekornie, tudzież ślepo być może wybierają najczęściej tych, którzy kompletnie na nie, nie zasłużyli.
czwartek, 25 grudnia 2025
poniedziałek, 19 września 2022
Jockey / Dżokej (2021) - Clint Bentley
Operator na piątkę, tak patrząc na perspektywę spojrzenia kamery, przygotowanych ujęć względem wyeksponowania roli światła, poezji ruchu i uchwycenia ludzkich twarzy. To wszystko tworzy absolutnie hipnotyzujący klimat, w dodatku aktorstwo (tak zawodowe jaki i naturszczykowe) majstersztyk, a od lat znany szczególnie z ról drugoplanowych Clifton Collins Jr., w tym przypadku biorąc na siebie odpowiedzialność głównej kreacji, wchodzi na poziom wręcz genialny, porównywalny z takimi aktorskimi osiągnięciami surowego amerykańskiego kina jakie udziałem np. Matthew McConaughe w Witaj w Klubie czy Mickey'a Rourke w Zapaśniku. To dwa przykłady ale reprezentujące szeroki charakter gry, jaki właśnie w Dżokeju występuje i w którym Collins Jr. zdobywa moje ogromne uznanie, ukoronowując udziałem w kinie kameralnym, swoje dotychczasowe osiągnięcia. Przygnębiające to natomiast doświadczenie w sensie treści, nostalgiczno-depresyjnego sposobu jej opowiadania. Historii z rodzaju "było minęło", "kiedyś to bylem podziwiany, a teraz to już trzeba się pakować na tamten świat". Czas w miejscu nie stoi, wszystko przemija i trzeba się zgodzić, a najlepiej zaprzyjaźnić z tym faktem. Znaleźć sobie może inne, bardziej odpowiednie dla wieku i fizycznej sprawności miejsce. Dać się innymi słowy w miarę dla siebie bezboleśnie "zezłomować", bowiem walka z nieodwracalnym jest kompletnie pozbawiona sensu.
P.S. Na marginesie dodam, że takie filmy to jest też kategoria "mam farta, zauważą mnie, będą Oscary", nie zauważą też fajnie, bo raczej nikt nie powie że była lipa i jako niskobudżetowy ambitny projekt zapadnie w pamięć pasjonatów mniej mainstreamowego kina - ale niestety kasy z tego nie przytulę. Może więc warto nie przegapić, by ewentualnie móc powiedzieć że się zauważyło nim wszyscy w stadzie na jego punkcie oszaleli. Może tym razem to mało jeszcze prawdopodobne, lecz o nazwisku debiutującego Clinta Bentley trzeba pamiętać. To chyba ktoś kto zostanie w branży KIMŚ.

