Gdyby ktoś przed seansem ukrył przede mną tożsamość reżysera Czystej formalności, to za sprawą obecności w obsadzie Polańskiego oraz co ważniejsze przez wzgląd na charakter opowieści i specyfikę narracji nie byłoby wykluczone, a wręcz pewne iż uznałbym film Giuseppe Tornatore za jakiś mi nieznany dotąd obraz autorstwa naszego mistrza tajemniczych historii. Myślę że to dość osobliwa w moim przekonaniu sytuacja, że włoski reżyser zatrudniając znane nazwiska obcego pochodzenia i z francuskim aktorem oraz polskim reżyserem/aktorem w rolach głównych, tworzy filmowy spektakl w którym z powodzeniem mogliby zagrać włoscy aktorzy. Nie rozumiem po co, dlaczego? Może po prostu pechowo wpadła mi w ręce wersja włoska, a istnieje też francuska? W tym układzie wajcha w postaci dubbingowania postaci z pierwszego planu odbiera znaczną cześć z naturalności gry i w sporym stopniu w sensie intonacji pozbawia ją tego ważnego przecież waloru. Jest jednak jak jest, może mam niefart albo tak sobie Tornatore wymyślił i trzeba brać jego dzieło takim jakim jest. A jest pod względem atmosfery klaustrofobiczo-schizofrenicznym dramatem o cechach mrocznego thrillera zamkniętego w ramy inteligentnej igraszki z intelektem widza. Ten rozegrany na dwie postaci, teatralny niemal dramat psychologiczny może zarówno kupić widza szczegółami wpływającymi znakomicie na klimat obrazu, jak i tak samo tymi samymi cechami lecz dość archaicznie zastosowanymi, odpędzić od ekranu każdego kto w kinie technicznie leciwym nie odnajduje ani rozrywkowego ani artystycznego spełnienia. Historia to jak się okazało złudna i zdobna w mnóstwo szczegółów, ale w swej istocie (szczególnie z perspektywy tego co w kinie się od tamtego czasu pojawiło) sprana i chyba dość banalna. Gierka z widzem mocnym wówczas twistem zaskakująca, ale bez większych emocji już po czasie przez niżej podpisanego autora powyżej skleconych zdań przyjęta. Tak to widzę, tak też piszę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Giuseppe Tornatore. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Giuseppe Tornatore. Pokaż wszystkie posty
środa, 26 maja 2021
środa, 19 lipca 2017
Nuovo cinema Paradiso / Cinema Paradiso (1988) - Giuseppe Tornatore
Piękna historia, wzruszająca opowieść
o zaszczepianiu pasji i „burzliwej” przyjaźni, oparta na wątkach
autobiograficznych reżysera i nawiązująca formą do urzekającej klimatem klasyki kina. Może nazbyt
egzaltowana i przez to od tej wzruszającej słodyczy nieco mdli, szczególnie w
finałowych scenach, ale ten rodzaj przelukrowania akurat mimo jego naturalnych
wad do zniesienia, tym bardziej gdy film z założenia baśń z prostym ale wartościowym
przesłaniem przypomina, niż stanowi odzwierciedlenie rzeczywistości w skali
1:1. Piękne zdjęcia, przeurocze scenerie, wybornie na ekran przeniesiony klimat
małego włoskiego miasteczka i zbudowanej wokół tradycji i religii społeczności.
Włoski żywotny temperament pokazany w ciepły i zabawny sposób, odrobina oczywiście
niekoniecznie już karykaturalnego tła w postaci mafijnej obyczajowości,
skorumpowanej polityki i okrutnej wojny oraz dla równowagi groteskowego spojrzenia
na cenzurę. Urokliwe jednakże to kino, choć zatopione w ciężkich czasach,
trudnej przecież egzystencji, bo przede
wszystkim ono o dzieciństwie, czyli tym najbardziej magicznym okresie życia, kiedy
to wyobraźnia wyznacza granice, a brak świadomości na jakim popieprzonym przez
dorosłych świecie przyjdzie żyć jest cudownym błogosławieństwem.
niedziela, 15 grudnia 2013
The Best Offer / Koneser (2013) - Giuseppe Tornatore
W
żadnym wypadku znawcą twórczości Giuseppe Tornatore nie jestem,
dodatkowo inklinacje do kina włoskiego nie leżały do tej pory w zakresie
moich większych zainteresowań. I tu oczywisty grzech ignorancji
popełniłem - bijąc się w pierś w najbliższym czasie zaległości te
zamierzam systematycznie nadrabiać, licząc na kolejną wyborną przygodę
podobną tej jaką za sprawą Konesera było mi dane jednego z ostatnich
wieczorów przeżyć. Tornatore w urzekający sposób w formie nietuzinkowego
melodramatu zamaskował historię sprytnego oszustwa, w anturażu
olśniewających wnętrz, malowniczych zdjęć i niepokojącej atmosfery.
Klimat podkreślony ujmującą warstwą muzyczną oraz mistrzowską kreacją
Geoffrey'a Rusha wciąga w świat już zupełnie niemal zapomniany w
dzisiejszym kinowym obliczu, zdominowanym taką pstrokatą tandetą.
Człowiek bezgranicznie oddany pasji tutaj głównym bohaterem, w pełni
pozornie kontrolujący wszelkie aspekty własnego funkcjonowania.
Zdumiewająco skupiony na celu, przekonany bezgranicznie o własnym
kunszcie, gdzieś na dalekim marginesie pozostawiający naturalne ludzkie
emocje. Chłodny w skorupie beznamiętnej na co dzień skryty, uniesienia i
ekstatyczne doznania jedynie za sprawą kolekcjonerskiego obłędu
przeżywający. I ten pewny siebie, opanowany, pragmatyczny człowiek
próbie zostaje poddany. Ona z zaskoczenia w szczelnej powłoce słabe
punkty odnajduje - bezwzględnie je wykorzystując. Lata obserwacji
najbliższemu otoczeniu informacji dostarczają, a głęboka znajomość
ludzkiej psychiki dodatkowo wspierana pokorą jest argumentem na tyle
silnym by uśpiona czujność bez oporu została wykorzystana. Wypracowana
latami zawodowa pozycja i iluzoryczna trwałość nasycania własnych
namiętności tej jedynej niezaspokojonej potrzebie się poddaje. Tu klucz
do zburzenia pewnej stałej się kryje, po cichu w tajemnicy przekręcany, by z czasem wrota do zaufania otworzyć. Nawet najbardziej precyzyjny
mechanizm pewnej pokusie poddać się może - KOBIETĄ ją nazywają. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


