Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Giuseppe Tornatore. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Giuseppe Tornatore. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 maja 2021

Una pura formalità / Czysta formalność (1994) - Giuseppe Tornatore

 

Gdyby ktoś przed seansem ukrył przede mną tożsamość reżysera Czystej formalności, to za sprawą obecności w obsadzie Polańskiego oraz co ważniejsze przez wzgląd na charakter opowieści i specyfikę narracji nie byłoby wykluczone, a wręcz pewne iż uznałbym film Giuseppe Tornatore za jakiś mi nieznany dotąd obraz autorstwa naszego mistrza tajemniczych historii. Myślę że to dość osobliwa w moim przekonaniu sytuacja, że włoski reżyser zatrudniając znane nazwiska obcego pochodzenia i z francuskim aktorem oraz polskim reżyserem/aktorem w rolach głównych, tworzy filmowy spektakl w którym z powodzeniem mogliby zagrać włoscy aktorzy. Nie rozumiem po co, dlaczego? Może po prostu pechowo wpadła mi w ręce wersja włoska, a istnieje też francuska? W tym układzie wajcha w postaci dubbingowania postaci z pierwszego planu odbiera znaczną cześć z naturalności gry i w sporym stopniu w sensie intonacji pozbawia ją tego ważnego przecież waloru. Jest jednak jak jest, może mam niefart albo tak sobie Tornatore wymyślił i trzeba brać jego dzieło takim jakim jest. A jest pod względem atmosfery klaustrofobiczo-schizofrenicznym dramatem o cechach mrocznego thrillera zamkniętego w ramy inteligentnej igraszki z intelektem widza. Ten rozegrany na dwie postaci, teatralny niemal dramat psychologiczny może zarówno kupić widza szczegółami wpływającymi znakomicie na klimat obrazu, jak i tak samo tymi samymi cechami lecz dość archaicznie zastosowanymi, odpędzić od ekranu każdego kto w kinie technicznie leciwym nie odnajduje ani rozrywkowego ani artystycznego spełnienia. Historia to jak się okazało złudna i zdobna w mnóstwo szczegółów, ale w swej istocie (szczególnie z perspektywy tego co w kinie się od tamtego czasu pojawiło) sprana i chyba dość banalna. Gierka z widzem mocnym wówczas twistem zaskakująca, ale bez większych emocji już po czasie przez niżej podpisanego autora powyżej skleconych zdań przyjęta. Tak to widzę, tak też piszę. 

środa, 19 lipca 2017

Nuovo cinema Paradiso / Cinema Paradiso (1988) - Giuseppe Tornatore




Piękna historia, wzruszająca opowieść o zaszczepianiu pasji i „burzliwej” przyjaźni, oparta na wątkach autobiograficznych reżysera i nawiązująca formą do urzekającej klimatem klasyki kina. Może nazbyt egzaltowana i przez to od tej wzruszającej słodyczy nieco mdli, szczególnie w finałowych scenach, ale ten rodzaj przelukrowania akurat mimo jego naturalnych wad do zniesienia, tym bardziej gdy film z założenia baśń z prostym ale wartościowym przesłaniem przypomina, niż stanowi odzwierciedlenie rzeczywistości w skali 1:1. Piękne zdjęcia, przeurocze scenerie, wybornie na ekran przeniesiony klimat małego włoskiego miasteczka i zbudowanej wokół tradycji i religii społeczności. Włoski żywotny temperament pokazany w ciepły i zabawny sposób, odrobina oczywiście niekoniecznie już karykaturalnego tła w postaci mafijnej obyczajowości, skorumpowanej polityki i okrutnej wojny oraz dla równowagi groteskowego spojrzenia na cenzurę. Urokliwe jednakże to kino, choć zatopione w ciężkich czasach, trudnej przecież egzystencji, bo przede wszystkim ono o dzieciństwie, czyli tym najbardziej magicznym okresie życia, kiedy to wyobraźnia wyznacza granice, a brak świadomości na jakim popieprzonym przez dorosłych świecie przyjdzie żyć jest cudownym błogosławieństwem.

niedziela, 15 grudnia 2013

The Best Offer / Koneser (2013) - Giuseppe Tornatore




W żadnym wypadku znawcą twórczości Giuseppe Tornatore nie jestem, dodatkowo inklinacje do kina włoskiego nie leżały do tej pory w zakresie moich większych zainteresowań. I tu oczywisty grzech ignorancji popełniłem - bijąc się w pierś w najbliższym czasie zaległości te zamierzam systematycznie nadrabiać, licząc na kolejną wyborną przygodę podobną tej jaką za sprawą Konesera było mi dane jednego z ostatnich wieczorów przeżyć. Tornatore w urzekający sposób w formie nietuzinkowego melodramatu zamaskował historię sprytnego oszustwa, w anturażu olśniewających wnętrz, malowniczych zdjęć i niepokojącej atmosfery. Klimat podkreślony ujmującą warstwą muzyczną oraz mistrzowską kreacją Geoffrey'a Rusha wciąga w świat już zupełnie niemal zapomniany w dzisiejszym kinowym obliczu, zdominowanym taką pstrokatą tandetą. Człowiek bezgranicznie oddany pasji tutaj głównym bohaterem, w pełni pozornie kontrolujący wszelkie aspekty własnego funkcjonowania. Zdumiewająco skupiony na celu, przekonany bezgranicznie o własnym kunszcie, gdzieś na dalekim marginesie pozostawiający naturalne ludzkie emocje. Chłodny w skorupie beznamiętnej na co dzień skryty, uniesienia i ekstatyczne doznania jedynie za sprawą kolekcjonerskiego obłędu przeżywający. I ten pewny siebie, opanowany, pragmatyczny człowiek próbie zostaje poddany. Ona z zaskoczenia w szczelnej powłoce słabe punkty odnajduje - bezwzględnie je wykorzystując. Lata obserwacji najbliższemu otoczeniu informacji dostarczają, a głęboka znajomość ludzkiej psychiki dodatkowo wspierana pokorą jest argumentem na tyle silnym by uśpiona czujność bez oporu została wykorzystana. Wypracowana latami zawodowa pozycja i iluzoryczna trwałość nasycania własnych namiętności tej jedynej niezaspokojonej potrzebie się poddaje. Tu klucz do zburzenia pewnej stałej się kryje, po cichu w tajemnicy przekręcany, by z czasem wrota do zaufania otworzyć. Nawet najbardziej precyzyjny mechanizm pewnej pokusie poddać się może - KOBIETĄ ją nazywają. :)

Drukuj