Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Władysław Pasikowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Władysław Pasikowski. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 października 2025

Zamach na papieża (2025) - Władysław Pasikowski

 

Nie rozumiem kompletnie z jakich popartych obiektywizmem chociaż fundamentalnym powodów, mogło się w miarę podobać, ale wiem że tak jest. Moim (nie)skromnym zdaniem bowiem to po całości nieudany, żenująco przeforsowany, irytujące schematycznie, posiłkujący się groteskowo charakterystycznymi cechami filmów Pasikowskiego gniot. Większość obsady puszczona bez kontroli, bez wyczucia czy krytyki, bądź (a może może?) z premedytacją tak poprowadzona, że zamiast wiarygodności otrzymałem powód do konsternacji - węszę auto sabotaż. Ponadto trudno się znosi totalnie tutaj nietrafioną muzyczną oprawę z kluczowymi (wiadomo jakie skojarzenia) dęciakami. Aż trudno pojąć, iż Pasikowski (podobno to ostatnie podejście reżyserskie) potrafił tak skrajnie raz dobrze (znajdę przykład w filmografii) i innym razem tak kulą w płot, w sensie formy warsztatowej. Nie zauważyłem podczas owego wieczoru straconego pozytywów, ale postaram się może dostrzec z dobrej woli maksymalnie wytężonej jeden - szeroko otwieram oczy, wypatruję. Widzę jeno dno, być może oprócz momentów, kiedy „zamach” nie rozchodzi się w szwach zamaszyście i nie żal czasu na seans. W sytuacjach z jedynym tutaj wybornym aktorsko Irkiem Czopem, dzięki któremu broni się najlepsza scena w łódce. Ten gość ratuje wyłącznie honor, gdyż zawsze jest doskonałym aktorem, z osobistym kompasem, inaczej wyczuciem przeginki. Rambo Linda dla odmiany bez czuja, okrutnie antypatyczny w swoim aktorskimi mundurku, w który właśnie Pasikowski go lata temu wcisnął i tak jak cześć z tych ich staroci dzisiaj jest dość trudne do zniesienia, tak właśnie powielanie tejże koncepcji dzisiaj jeszcze bardziej słabe. Lipne jest także (zdarzały się mimo to na plus zaskoczki w kwestii charakteryzacji) stylizowania peerelowskie, bo za mało w tym przeszłym świecie autentyzmu, a zbyt wiele anty realistycznej wypolerowanej sterylności. Lipa lipna, lipna lipa męcząca, nieskładna i bosze ratuj! Klucha która chyba aspiruje do jakiejś grubszej nostalgii w kierunku „pasikowszczyzny”. Kompletne zero ekscytacji z takiego obrotu sprawy i nawet nie chce mi się już więcej znęcać. Żegnam!

P.S. Gdyby się fatalnie to co u góry czytało, to sorki - nie przykładałem się! ;)

sobota, 6 kwietnia 2024

Kroll (1991) - Władysław Pasikowski

 

Jeszcze się łudzę, iż w miarę współczesna to historia polskiego kina, choć kalendarz mi podpowiada, że grube tzw. przed laty, w charakterystycznym transformacyjnym, lekko kiczowatym, bo surowym mocno stylu nakręcona, a tu też w międzyczasie bzzziuuu, czas dodał gazu, Pasikowski z trzecią odsłoną swych sztandarowych Psów powrócił i nie wysłał mnie do kina, ani jakoś nie poczułem potrzeby w streamingu sprawdzać, ale zdopinguje mnie teraz bym w końcu spisał archiwizacyjne teksty, których bohaterem będzie najgłośniejszy jego tytuł. Zrobię to z obowiązku przede wszystkim, gdyż co ja niby miałem wtedy z tego prze-popularnego filmu zrozumieć, kiedy przecież smarkaczem byłem, toż to przecież ja Psy odebrałem w sensie minimum, czyli całej powierzchowności, ale to i tak więcej niż wszystko czego mogę się dowiedzieć obecnie z filmów Vegi. Ale nie o tym teraz, bo zanim Psy, to wpierw Kroll, czyli chronologicznie zanim Psy wpierw o debiucie. Życie koszarowe, drugie życie na kompanii, fala czyli kociarni obcinanie ogonów, znaczy niby to co Falk w Samowolce, ale wcześniej i inaczej. Psychiczna i fizyczna przemoc wobec młodych żołnierzy - dezercja i jak plakat sugeruje, wówczas skutecznie napędzający frekwencje kinową sensacyjny film akcji. Kino wówczas lekko kwiczało, na brak funduszy i na brak tożsamości cierpiało, zatem to tylko i aż tylko polskie kino lat dziewięćdziesiątych, które ma swój jeszcze nieco koślawy urok, a przede wszystkim wyjątkową specyfikę. Z jednej strony niedopracowane produkcyjne, kulejące przede wszystkim pod względem możliwości jakie dobre finanse mogłyby zapewnić, z drugiej niekoniecznie najwyższych lotów aktorstwo, często przerysowane przez nadużywanie wulgaryzmów i przeładowane tanią emocjonalnością, jak i po trzecie poszukujące ważnych tematów i eksplorujące żywe społecznie problemy. Jednak gdyby wyciąć sentyment, to nie bardzo się broni właśnie przez wzgląd na ten słaby produkcyjny sznycik i wszystkie bolączki powiązane z budowaniem nowej po-transformacyjnej polski. Ja w sumie zawsze mam problem z kinem tego okresu, bowiem jednocześnie ceniąc determinację i zaangażowanie reżyserów pokroju Pasikowskiego, nie jestem w stanie z pełną wyrozumiałością, tym bardziej przez palce spojrzeć na te wszystkie kłujące w oczy niedoróbki. Jednak przyznaję, iż jest tu jakiś pomysł operatorski (deszcz musi lać, bez deszczu to lipa) oraz tężejące napięcie i oddając sprawiedliwość, przyznać muszę, że ta pasiko-wszczyzna to nie jest sama tania sensacja, gdyż to pomimo korzystania z chwytliwych patentów przyciągających do ekranów dorastające młodzież, też zawsze ważka i pulsująca intensywnie dzisiaj wciąż tematyka. Pasikowski na tym nie poprzestał i swoją tożsamość szybko odnalazł - z każdym kolejnym filmem długo ją udoskonalał i pielęgnował. Zatem co będę żałował - szacun trochę!

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Kurier (2019) - Władysław Pasikowski




Sporo krytyki przyjął na klatę Pasikowski po premierze Kuriera. Uwag myślę uzasadnionych, które oczywiście nie tyczyły się warsztatu reżyserskiego, a obranej formuły przedstawiającej postać Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Bo trudno nie zgodzić się, że osoba sławnego kuriera w tym ujęciu zbyt prostymi środkami nakreślona, bez podjęcia próby głębszej niż tylko standardowa refleksja podług obecnie obowiązującą idei Polaka szlachetnego bez wad jakichkolwiek. To jedno, drugie zaś co rzuca się w oczy, a odnosi do stylistyki i wymaga wyrozumiałości, to porywanie się na super produkcję bez koniecznych gigantycznych środków finansowych. Mnie i zakładam każdego, kto posiada elementarne poczucie dobrego smaku razi tania komputerowa obróbka, której bardzo daleko do przekonującej naturalności. To paradoks, że jak lata temu Pasikowski kręcił swoje wielkie hity, to treść i przenikliwość merytoryczna łatała skutecznie braki w technicznej obróbce, a charyzmatyczne aktorstwo dawało takiego kopa, że ho ho. A dzisiaj, kiedy Pan Władysław dysponuje znacznie bardziej zaawansowanymi możliwościami technologicznymi, to wykorzystuje je nazbyt ochoczo, ale bez odpowiedniego smaku. Ponadto dobierając obsadę nie zawsze o fantastycznym przygotowaniu i możliwościach nawet jakby się nie starał budować szpiegowskiego w założeniu, a sensacyjnego w praktyce napięcia to kilka postaci robi z tego przedsięwzięcia kabarecik - no nie nadają się do tej roboty, albo ich twarze już tak są opatrzone, że po prostu NIE! Kurier właściwie to ten sam schemat wizualny, jaki w przypadku Jacka Stronga był zastosowany, tylko zaaranżowany pod okoliczności II wojny światowej. A ja bym sobie życzył, aby Pasikowski więcej surowym mięchem zarzucił rezygnując z pseudo wymuskania. Nie bawił się niczym autor wątpliwych jakościowo pejzaży między innymi światłocieniem z popularnych aplikacji do obróbki fotografii. Nie chcę by w istocie dramatycznej historii było jak w komiksie, tylko aby do bólu autentycznie oddawała ona rzeczywistość i okoliczności, aby wstrząsnąć i przerażać. Aby zmuszała do wykrzywiania twarzy w geście lęku przed strasznym wojennymi czasami, wybijając z głów co bardziej krewkim młodzieńcom marzenia o spełnieniu w walce. Tutaj jednak kosmetyka zakryła to co najważniejsze pod grubą warstwą niestosownego makijażu, mającego na celu wykreować postać nie z krwi i kości, a bardziej super/hiper bohatera ze stron powieści pisarzy w rodzaju Alistaira MacLeana. Dużo pracy zapewne w uzyskanie przebojowego tempa włożono, a efekt tylko poprawny. Niezwykle życie (tak czytałem swego czasu biografie Kuriera pióra Jarosława Kurskiego), a wrażenia sprowadzone do powierzchownej tylko emocjonalności w atmosferze wtłaczania do głów wypielęgnowanej młodzieży, że czasy wojny to zaiste doskonała okazja do zdobycia "fejmu". Wolałbym aby Pasikowski nie kreował się na nauczyciela poprawnej politycznie historii popularnej, a robił to co sławę w branży mu przyniosło, czyli wkładał kij w mrowisko. Właśnie tak jak to doskonale merytorycznie i warsztatowo w przypadku Pokłosia ostatni raz uczynił. To jest jego naturalne środowisko, tam gdzie krew, pot i brud, gdzie niczego się nie koloryzuje i makijażem przykrywa. Doceniając wszakże w podstawowym stopniu wykonaną robotę (bo były też w ilościach śladowych mocne momenty), mam niestety jak powyżej wyłuszczyłem sporo do zarzucenia. Nie na taki mdły laurkowy hołd absolutnie oddane sprawie, bezsprzecznie skomplikowane życie Jana Nowaka-Jeziorańskiego zapracowało. Pamięć o nim zasłużyła na coś więcej niż tylko banalne z tekturki wycinane epizody. Mimo że jestem rozczarowany i minusy przesłaniają mi nieliczne plusy to STOP, nie całkiem radykalna zmiana tonu teraz w kilku zdaniach nastąpi. Jeśli ocena ma wynikać z poziomu znużenia  pochodzącego z autopsji, bez oczekiwań i z góry założonej tezy, według sugestii zawodowej krytyki, to było tak po prostu bardzo przyzwoicie i jak na standardy kina akcji bez większych mielizn. Większość aktorskiej braci wykazała się profesjonalizmem i intuicją, a sama historia przyniosła podstawową porcję wiedzy o kulisach wybuchu Powstania Warszawskiego (czytaj potwornie tragicznego w skutkach zrywu wolnościowego). Bez zbytniego grzebania w niuansach, tak aby większość widzów bez  problemu zrozumiała ówczesną sytuację polityczną i jej bezpośrednie oddziaływanie na podejmowane decyzje. Mało gdybania, roztrząsania - więcej podanych w przystępnej, poniekąd nawet rozrywkowej formie podciągniętych pod patriotyczną tezę faktów. Podtrzymuje wciąż mimo wszystko, że to nie głęboki dramat, a tylko w założeniu wyrazisty film akcji, który służy zarówno popularyzowaniu postaci skromnego herosa, jak i w pierwszym rzędzie przeznaczeniem jej uświadamianie historyczne młodzieży według obecnych zaleceń ministerstwa. Nie stanowiąc tym samym wyczerpującego temat materiału o charakterze dokumentalnym, biograficznym, nie mówiąc już psychologicznym. Bardzo żałuję.

środa, 26 listopada 2014

Jack Strong (2014) - Władysław Pasikowski




Od mojego premierowego seansu z tą głośną produkcją Pasikowskiego sporo już czasu upłynęło, a ja zebrać się nie mogłem by swoje refleksje spisać. Czas zaczął zacierać wrażenia i zanim na dobre je wymazał zmotywowałem się w końcu do działania. Efekt poniżej – krótko, zwięźle i na temat, pomijając z premedytacją całą tą nonsensowną dyskusję zdrajca czy bohater. W tym miejscu o wartości przede wszystkim rozrywkowej kina sensacyjnego będzie, bez polityki o ile się uda. Pasikowski udowadnia, że w tej intensywnej niszy to on się kapitalnie porusza, chwyta nośny temat i hicior na amerykańską niemal modłę robi. On jak wino, im starszy tym lepszy, on posiada ten dar, który powoduje, że kino spod jego ręki to zawsze bardzo składnie skonstruowany potencjalny przebój. Wszystko co przed ekranem w napięciu widza utrzymać potrafi w dwóch godzinach projekcji najnowszej produkcji zawarł. Jest rzecz jasna w centrum bohater co ogólny podziw wzbudza, zaplątany w wir historii, sam przeciwko mocarstwu w akcie odwagi występujący. Heroiczny superbohater tyle, że pozbawiony nadludzkich mocy, a bardziej na sprycie czy szczęśliwym zrządzeniu losu bazujący. Tempo jest odpowiednie, znużenia oszczędza, klimat wciąga, bo PRL-owską rzeczywistość trafnie oddaje, emocje są autentyczne, a gra aktorska na wysokim poziomie. Szczególnie radzieccy towarzysze przekonująco lęk wzbudzają i w konfrontacji z ich amerykańskimi odpowiednikami wyraźne wrażenie żołnierzy imperium zła robią. Ogólnie cała paleta różnorodnych postaci wyrazista i indywidualne cechy bezpośrednio eksponująca. Bez zbędnych ceregieli, to po prostu profesjonalnie zrealizowany dramat szpiegowski, który wysoki poziom od startu osiąga i do końca utrzymuje, taki nasz odpowiednik Polowania na czerwony październik czy innych ekranizacji prozy Clancy’ego. W tym przypadku, jednak historia to nie owoc wyobraźni pisarza, a życiem spisane, autentyczne wydarzenia, fragmentarycznie tylko dla kinowego efektu podrasowane. Ich dramatyzm nie na potrzeby wrażenia literacko wykreowany, tylko realnymi historycznymi uwarunkowaniami podyktowany. Robi wrażenie, pasjonującą przygodę oferuje i udowadnia, że system nawet najbardziej represyjny paść może pod naporem działań niepokornych – żadnych tam twardzieli, tylko zwykłych ludzi z krwi i kości. Tekst okrojony mimo, że materiał do analizy obfity i wielopłaszczyznowy. Zwyczajnie nie chcę go analizować stricte dokumentalnie, bo ekspertem nie jestem i niepotrzebną irytację politykujących, wszechwiedzących bym wzbudził. Ekspertom swą niedostateczną wiedzą (przyznaje pokornie) bym powody do ewentualnych drwin dostarczył, a sam dyskomfort biczowany krytyką odczuwał. Po co mi to, szczególnie, że mimo wszystkich tych historyczno-dokumentalnych odniesień Pasikowski przede wszystkim konkretne kino sensacyjne zrobił, a nie jakiś szczególnie precyzyjny dokument. 

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Pokłosie (2012) - Władysław Pasikowski




Nie przypadkiem z zapoznaniem się z tą produkcją poczekałem aż histeria rozpętana przez pseudo-patriotyczne środowiska ostygnie. I cieszę się z tej decyzji gdyż uniknąłem dzięki temu poczucia zażenowania uczestnictwem w obłąkanej dyskusji z wszystkowiedzącymi o wydarzeniach z przeszłości w żaden sposób przez nas nie mogących być do końca zweryfikowanymi. Smutne jedynie, że głos zdrowego rozsądku i racjonalne, trzeźwe spojrzenia na skomplikowaną historię w obecnych czasach coraz cichszy, zagłuszony wściekłym ujadaniem radykałów zakładających naiwnie lub cynicznie, iż to narodowość określa czy jest się dobrym, porządnym człowiekiem! Ja na szczęście, a dokładnie moje spojrzenie na rzeczywistość, czy przeszłość nie jest przesiąknięte skrajnymi ideologiami tylko opiera się na racjonalnym, rozumnym odczytywaniu przeszłości. Tak jak chylę czoła przed każdym bez względu na pochodzenie kto w czasach niewspółmiernie trudniejszych niż obecne potrafił okazać bohatersko ludzie odruchy, tak potępiał będę tych co dla własnych korzyści bezwzględnie upokarzali innych. Zawsze jednak pamiętając, iż wybory te były często obarczone skomplikowaną etiologią! Nie wybielam ani nie skazuje – sam nie wiem do czego byłbym zdolny w poczuciu zagrożenia szczególnie wobec mojej rodziny! Cieszę się jednocześnie, że żyje w czasach względnie spokojnych w wolnym kraju, szkoda tylko, że obecnie niektórzy pluszowi bohaterowie tak bardzo pragną poczuć prawdziwy strach nie ucząc się na błędach przodków. A co do artystycznego odbioru obrazu - polskie kino od kilku lat ma się coraz lepiej, znajdując własną tożsamość. I jeszcze jedno, rzadko po zakończeniu projekcji film pozostawia mnie w takiej zadumie! Wstrząsający obraz!

Drukuj