Obawiałem się (pierwsza faza), miałem pewność (faza druga), że nowe wydawnictwo Machine Head nie wkradnie się nawet w dwóch trzecich w moje łaski tak samo silnie jak jego poprzednik. Trzecia faza jednak (ta po przerwie w odsłuchach, bo miałem dwa inne ciekawsze od razu albumy nowe do wciągania) zaskoczyła i ja zaskoczyłem poniekąd z Unatøned, bowiem z lekkiego chaosu, niezbyt współgrających ze sobą jak się zdawało aranżacyjnych pomysłów wyłonił (wykluł?) się album, który wcale a wcale nie jest tak aranżacyjnie nieskładny, tudzież banalny. Jego jednako wadą właśnie może być bardzo chwytliwy charakter, w sensie przebojowy sznyt, jaki najbardziej kojarzy mi się z fazą w historii ekipy Robba Flynna, gdy wydawał z ziomkami The Burning Red, zachowując oczywiście dystans porównawczy - chodzi o przeskok stylistyczny. Niby coś w uszach się tutaj w te mańkę z końca minionego wieku skleja, a jednocześnie Unatøned jest bardziej nadęty epicko i więcej w nim stroszenia piórek pseudo orientacyjno-balladowych gdy słucham ba finał na przykład Scorn (taki czuję tutaj wciąż pro pseudo progresywny sznyt), niż wycieczek w stronę odświeżania ekspresji nu metalowej, mimo że rytmika ma sporo z tego kierunku i zarzuty kierowane w stosunku do Amerykanów, że grają zamiast thrashowo to skocznie nie są kompletnie z palucha wyssane. Momentami Machine Head hula bowiem jak te wszystkie nowocześnie brzmiące bandy w których ostry growl współpieści się z czyściutkimi romantycznymi zaśpiewami i atakującą serduszko emocjonalną elektroniką, obok której jadą grube, czasami dość kwadratowe, ale potrafiące przeczesać z impetem grzywkę riffy - Bleeding Me Dry. W stu procentach jednak nie czuję wciąż satysfakcji z obcowania z poddawanym autopsji nowym rozdziałem, może dlatego że oczekiwałem wiele w przeciwieństwie do sytuacji gdy przypadek Of Kingdom and Crown to były niemal żadne oczekiwania, a efekt jeden z lepszych nawet w długiej, krętej estetycznie historii MH. Wówczas zostałem albumem porwany, obecnie w album systematycznie wciągany, lecz czy refreniska i inne te wszystkie z Unatøned przykleją mi się do mózgu jak wymamlana guma balonowa do szkolnej ławki, wciąż nie wiem, pomimo że po wybrzmieniu ostatniej nuty ostatniego pośród indeksów numeru, mam już ochotę ponownie wcisnąć play, bo czuję w tych kawałkach to klejące!
środa, 14 maja 2025
czwartek, 27 października 2022
Machine Head - Supercharger (2001)
środa, 31 sierpnia 2022
Machine Head - Of Kingdom and Crown (2022)
Wymarzyłem sobie nieco inny nowy MH. Wyśniłem taki który bardziej zerka w kierunku ambitniejszej formy nu metalu - taki dokładnie, jaki zaproponowali na singlu, którego ostatecznie ku mojej rozpaczy nie uświadczyłem w programie Of Kingdom and Crown. Circle the Drain to był w moim przekonaniu strzał w dziesiątkę i numer ponownie skupiający moje zainteresowanie ewentualnie na tym co w przyszłości nagrają. Dwa ostatnie longi spuściłem w sedesie i nie jest mi wstyd, że zrobiłem to może odrobinę pochopnie, gdyż totalnie żadne nie były, ale uczciwej wobec fanów koncepcji w nich się nie dopatrzyłem. Tak więc liczyłem za sprawą świeżego materiału na mocne odbicie, by wraz z rozwojem sytuacji pesymizmem zastępować entuzjazm, a jak się teraz okazuje, dostałem zestaw piosenek bardzo na tak. Materiał mimo iż nie wprost zaspokajający moje oczekiwania, to jednak taki, który to wprost wpisuje się pomimo wszystko w pomysł na progresywny melodyjny thrash, lub jak kto woli metal core, w jeszcze bardziej epickiej formule. Pierwotne kontakty z poddawanym subiektywnej analizie obiektem przynoszą skojarzenia ze szczytowymi epickimi osiągnięciami ekipy dowodzonej przez Robba Flynna, czyli krążkami od wydania Through the Ashes of Empires do Unto the Locust. Kolejne drążące temat jeszcze głębiej odsłuchy doprowadzają mnie jednak do przekonania, iż Of Kingdom and Crown idealnie wpisałby się w przestrzeń pomiędzy The Burning Red, a genialny album z 2003-ego roku. Systematyczne obcowanie tylko pogłębia to odczucie i już jestem niemal w stu procentach gotowy bronić powyższej tezy, gdyby w atmosferze oczywiście przyjaznej dysputy ktokolwiek sygnalizował ochotę podważania jej zasadności. Obecnej ekipie Robba udało się bowiem (tak myślę) skutecznie ożenić mięsisty groove z progresywnym aranżacyjnym zacięciem i te dwie cechy charakterystyczne dla wymienionych dopełnić walorem interesującego riffu i refrenowej przebojowości, czyli wspólnymi atrybutami owych. Jeśli już jestem przy ekipie to jasne że należy wspomnieć kto tam teraz rzeźbi na jednym z wioseł. Nasz człowiek na tym legendarnym pokładzie, Wacław Kiełtyka, nie byle kto w polskim death metalu czy bardziej współcześnie groove metalu. Jednak MH to inna liga niż Decapitated, do czego "nasz" człowiek sam się przyznaje. Totalna profeska nawet na tle metodycznej filozofii macierzystej formacji Kiełtyki. Gigantyczne wymagania ale i komfortowe warunki pracy - nic tylko korzystać i spieniężać ten swój osobisty niewątpliwy sukces. :) Wracając jeszcze na finał do zawartości Of Kingdom and Crown, jest bardzo różnorodnie i to mnie najbardziej przekonuje. Siarczyście, galopująco z riffami ostrymi i ciężkimi, ale i kapitalnie na efekt oddziałuje dramaturgia aranżacyjna, jakiej główna część składowa to heavy solówki i odpowiednio okraszone wyobraźnią pomysły, chwytające się emocji w melodiach, jak i w znacznie obfitszych w agresję ekstremalnych frazach. Do tego Flynn w wokalnej formie wysokiej i dzięki temu słucham teraz najlepszej płyty MH od lat i nawet jeśli nie mam tego czego oczekiwałem, to to co otrzymałem zupełnie i z każdym odsłuchem jeszcze mocniej mnie satysfakcjonuje. Zaskakując jednocześnie!
czwartek, 6 czerwca 2019
Machine Head - The More Things Change... (1997)
środa, 31 stycznia 2018
Machine Head- Catharsis (2018)
wtorek, 7 marca 2017
Machine Head - The Burning Red (1999)
piątek, 15 kwietnia 2016
Machine Head - Burn My Eyes (1994)
wtorek, 25 listopada 2014
Machine Head - Bloodstone & Diamonds (2014)
P.S. Jedna jeszcze uwaga. To jakiś wyższy stopień megalomanii Flynna by na co by nie napisać thrashowy album ponad siedemdziesiąt minut muzyki ładować - co za dużo to i świnia nie zeżre jak klasyk mawiał. :)
czwartek, 29 maja 2014
Machine Head - The Blackening (2007)
P.S. Ta plastycznie surowa oprawa krążka - dla mnie bombowa!









