Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Morten Tyldum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Morten Tyldum. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Passengers / Pasażerowie (2016) - Morten Tyldum




Śmiały, lecz przyjazny dla oka futurystyczny charakter scenografii każe oklaskami obdarować wyobraźnię tego, który za ten efekt odpowiedzialny. Czyste formy, miękkie kształty, idealnie sterylne powierzchnie, dużo neonowego światła, pogrywanie połyskiem i mrokiem dobrze wygląda ale i jest nienaturalnie higieniczne, bowiem ogromna ingerencja grafiki komputerowej sprowadza efekt do oglądania jakby animacji permanentnej. No tak, ale to szczegół, gdy merytoryczna strona obrazu jest zaskakująco ciekawa. Ten pomysł z uwięzieniem na ulegającym awariom statku kosmicznym, który rodzajem wyspy w czasoprzestrzeni - inspirowany klasycznymi opowieściami o rozbitkach. Klaustrofobiczna atmosfera zamknięcia w pałacu ze złota z wszelkimi wygodami ale bez wolności, możliwości decydowania i przede wszystkim braku perspektywy wyrwania się z tego potrzasku. Ten filozoficzno-moralistyczny pierwiastek w egoistycznym sposobie walki z samotnością, skazaniem innej osoby na podobny los by zaspokoić własne potrzeby. Te wyrzuty sumienia związane z podjętymi działaniami, trwanie w kłamstwie, gdy rodzi się uczucie w konwencji wzruszającego love story ale także w końcowej części, co spostrzegam jako wadę, akcji dość typowej dla scenariuszy w klimacie science fiction i wreszcie finalnej taniej ckliwości. Jednakże pomimo obranego kierunku na rozrywkę, to film z zaskakująco sporym potencjałem intelektualnym i co najistotniejsze w zdecydowanym stopniu wykorzystanym. 

środa, 11 lutego 2015

The Imitation Game / Gra tajemnic (2014) - Morten Tyldum




Konwencjonalna i banalnie mdła opowieść o wyjątkowym człowieku. Modelowo po brytyjsku pretensjonalna, że skupię się jedynie na artystycznym wrażeniu, marginalizując historyczne przemilczenia. Zbyt asekuracyjna, bez intensywnych emocji z nielicznymi walorami, jakimi precyzyjnie dopracowana scenografia, świetne zdjęcia i klasyczna w formie muzyka. Rozumiem, że w założeniach miał to być poruszający obraz człowieka, który z dumy narodu stał się jej największym wstydem. Zakładam, iż Morten Tyldum próbował ten dramat Alana Turinga ukazać, jednako skupiając się w nadmiarze na kwestiach zasług w obliczu zagrożenia ze strony nazistów, naświetlając dylematy decyzyjne i odpowiedzialność za nie na dalszy plan zepchnął samego człowieka, żyjącego w zakłamaniu narzuconym przez konserwatywne społeczeństwo oraz bezwzględność samego państwa wobec jego postaci. Żałuje ogromnie, bo to zmarnowany potencjał, w tej łopatologicznej formie niezrozumiale doceniony przez Amerykańską Akademię Filmową. 

Drukuj