Jestem zaskoczony że tak szybko po powrocie The Hellacopters wyskakują z kolejnym dużym studyjnym materiałem, a wręcz w szoku pozostaje po jego odsłuchach, bowiem w najśmielszych marzeniach nie spodziewałem się że dwójka po przerwie będzie płytą tak doskonałą. Kupuję ją w całości bez jakichkolwiek uwag, zauważając że jest idealnie jak na energetyczna stylistykę czasowo skonstruowana - ani nie czuje się niedosytu, ani przesytu. Wszystko w punkt wbite tak w kwestii dopasowania do moich formalnych wymogów (po prostu jak się kończy, to instynktownie się ją włącza od nowa), jak i muzycznie pękająca wręcz w szwach od doskonałej kompozytorskiej roboty, gdzie prym wiedzie styl do jakiego ekipa Nicke oczywiście przyzwyczaiła, lecz tym razem dosmaczony większą różnorodnością aranżerską, stąd Na Overdriver słychać czystego rock'n'rolla tak bliskiego najbardziej archetypicznym wzorcom sprzed ponad pół wieku, ale z jeszcze większą swobodą korzystającego z innych niż wyłącznie dość prostych rytmicznych rozwiązań, albowiem z domieszką może nie typowo bluesowego, tylko a'la współczesnego retro rockowego pulsu. Bardzo blisko (jak mi na myśl przychodzi teraz na przykład porównanie) milczącego od lat, być może rozwiązanego Gentleman's Pistols. Kto kojarzy to z miejsca zajarzy do czego piję i gdzie leży ten sugerowany szkopuł, że Overdriver dla mnie jest krążkiem najbardziej atrakcyjnym w dorobku The Hellacopters być może od momentu gdy się nim zainteresowałem. Na czoło wysuwa się Soldiers On z podbijanym brzdąknięciami pianina skocznym drive'm i kapitalnymi gitarami, rzeźbiącymi całkiem jak na bezpośredniego rock'n'rolla niebanalne motywy, jednako nie jest jedyny w stawce który pomimo klasycznej formuły daje się poznać również od strony lekkiego zaskoczenia - uwierzcie że ja tu słyszę mnóstwo drobiazgów które powodują, iż Overdriver się spośród innych albumów grupy jednak wyróżnia. Jest poza tym przede wszystkim naładowany kapitalnymi melodiami, znakomitymi liniami wokalnymi, czy nawet świetnymi klawiszami i przede wszystkim solówkami atrakcyjnymi jak cholera dla mojego ucha oraz jego brzmienie to mistrzostwo świata w naśladowaniu najlepszych wzorców - niby pastelowe, jak gdzieś doczytałem trafne spostrzeżenie KREMOWE, a zarazem odpowiednio garażowe, choć o szorstkości typowej nie ma co mówić, bowiem jest ono przede wszystkim bardzo przyjemne. To nie jest przecież odpychający nieosłuchanych, punkowy poniekąd garaż, tylko bardzo korzenne beatlesowskie, tudzież mniej znane ale nie gorsze z tego okresu granie, gdzie piosenki mają wspomniany rock'n'rollowy drive, ale także popową aparycję i mnie się taki układ o takiej manierze ogromnie podoba. Uznaję zatem że SZOK - The Hellacopters osiągnął tutaj szczyt. Pytanie czy okaże się iż szczyt szczytów.
poniedziałek, 3 lutego 2025
sobota, 4 lutego 2023
The Hellacopters - Head Off (2008)
Taka oto zaprawdę nietuzinkowa sytuacja - album z coverami brzmiący w stu procentach jakby napisany i nagrany został przez zespół coverujący, to chyba zaiste atrakcja. :) Kiedy w 2008 roku Head Off wychodziło, odizolowany na tyle skutecznie od notek promocyjnych jeszcze przez długi czas po premierze nie miałem pojęcia, że te wszystkie kapitalne rockery, to nie pomysły Nicke Anderssona i kompanów tylko numery "zapożyczone". To był szok, kiedy w końcu do mnie dotarło że płytę z przeróbkami traktowałem jako najlepszy materiał The Hellacopters, przez co nieświadomie podważyłem wartość dotychczasowej pracy Nicke jako głównego kompozytora. No bo w sumie jak nie chwalić Head Off kiedy intensywnym strumieniem wylewają się z niej same tylko hiciory, skonstruowane z kapitalnej chwytliwości klasycznie rock'n'rollowej, w której gitarowe motywy odgrywają kluczową rolę i skrzą się od fajerwerków, a dynamika perkusyjna pięknie napędza przebojowe riffy i solówki, dodatkowo często temperamentnie uatrakcyjniane fantastycznie brzmiącymi klasycznymi klawiszami. Na swoją obronę (że dałem się tak nabrać) mam jeden argument i myślę że on wystarczy, a sprowadza on cała dyskusję do jednego faktu, że moja wiara i możliwości The Hellacopters absolutnie nie wykluczały, iż mogliby oni sami takie cudeńka skomponować. Natomiast względem oryginalnych ich autorów, to ja tylko mogę wyartykułować swoje zdziwienie, iż twórcy tych cudeniek tak naprawdę swoją rozpoznawalność ograniczyli lokalnie i jak to do cholery jest możliwe, że ich numery i kariery za mało powabne aby przebić się z nimi może nie od razu do mainstreamu, ale chociaż zasłużyć na miano klasyków stylistyki. Z ciekawości oczywiście zrobiłem sobie swego czasu taki trip "juTjubowy" po tych oryginałach i donoszę, że jednak mimo iż większość z nich zbyt wiele nie odbiegała od tego co finalnie uzyskali The Hellacopters, to jednak swój wpływ sposób aranżowania (szczególnie w tych bardziej punkowych akcjach, np. Electrocute) Anderssona i spółki na nie jest wyczuwalny, więc i nawet przez ten fakt miałem prawo dać się zwieść i nie jest mi wstyd, że zwieść się dałem. Tak czy siak Andersson w temacie imponująco biegły, a Head Off to petarda co się zowie - słuchać, powietrzną gitarę bez zahamowań eksploatować! :)
niedziela, 3 kwietnia 2022
The Hellacopters - Eyes Of Oblivion (2022)
czwartek, 28 listopada 2019
The Hellacopters - Rock & Roll Is Dead (2005)
poniedziałek, 3 października 2016
The Hellacopters - High Visibility (2000)
P.S. Jedno jeszcze tu zaznaczyć muszę, że obrazek do Toys And Flavors, który wówczas album promował, w malowniczy sposób oddawał temperament The Hellacopters - mniam, paluszki lizać.




