Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ang Lee. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ang Lee. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Life of Pi / Życie Pi (2012) - Ang Lee




Pierwszy plan to koncertowa robota operatora, urokliwe lokacje, barwne kadry i dynamiczne ujęcia. Wizualny przepych dominuje, a wtórują mu sztuczki spod ręki speca od efektów specjalnych. Daje to spektakularny efekt wynikający z natężenia bodźców wzrokowych i plastycznie jest dla widza niezwykle atrakcyjne. Ale to tylko fasada, takie „szoł” dla oka, które skrywa pod tym malowniczym anturażem drugi plan. Ten właściwy, czyli głęboko filozoficzną przypowieść. Jej jądrem człowiek i jego potrzeba poszukiwania transcendencji. Bytów pod postaciami bóstw i tej odwiecznej konfrontacji racjonalizmu z religijnością, starcia „ja wierzę” z „ja nie wierzę”. Dwie historie zaproponowane – ta podkolorowana i ta bez kosmetyki. Pytanie którą wybierasz zadane i odpowiedź uzyskana, która sugestywnie fenomen wiary wyjaśnia. Możesz dla potrzeby ducha uwierzyć w niezrozumiałe lub po gruncie twardo stąpając pogodzić się z prozaicznością życia. To ty decydujesz co dostrzeżesz i co przed tobą pozostanie ukryte. Nie udowodnisz istnienia Boga, bo wiara to przeświadczenie bez niepodważalnych dowodów. Tyle, że łatwiej się chyba żyje gdy wyobraźnia hiperaktywna. Podobno – chyba? :)  

P.S. I to wszystko co powyżej napisane to prawda, cała prawda i tylko najprawdziwsza prawda. Byłby zachwyt bezgraniczny gdyby nie ten moralizatorski ton i zbyt neonowe sztuczki wizualne. Rozumiem, taka koncepcja twórców.

niedziela, 27 kwietnia 2014

Brokeback Mountain / Tajemnica Brokeback Mountain (2005) - Ang Lee




Sporo ostatnio nowych produkcji obejrzałem, szczególnie tuż przed galą oscarową zatrzęsienie ich w krótkim okresie czasu było. Naturalnie po tak intensywnym przypływie pewna posucha nadeszła. Oczekując, więc na kolejną falę kapitalnych nowości do sprawdzonych już tytułów powróciłem, takich co mocno w pamięć się wryły status kultowy zdobywając. Tą drogą Tajemnica Brockeback Mountain na tapecie i kilka zdań grubo ciosanej refleksji wokół tego obrazu. Pewnie kontrowersyjny temat otwartą przestrzeń dla demonstracji prywatnych poglądów daje, jednako ja zamiast ideologiczno-politycznego bełkotu sedna bardziej uniwersalnego w produkcji Anga Lee bym się dopatrywał. W moim przekonaniu to opowieść o zwyczajnym życiu, podejmowanych decyzjach i odpowiedzialności za nie – takich racjonalnych i emocjonalnych wyborach, działaniach przemyślanych i instynktownych. Poszukiwaniu niezdefiniowanego szczęścia, spełnienia w poczuciu satysfakcji jak i porzuceniu własnych potrzeb na rzecz wyższych celów. Burzliwych relacjach międzyludzkich z najbliższym otoczeniem jak i szerokiego ich oddziaływania na wszelkie aspekty codziennej egzystencji. Może to moja instynktowna próba zmarginalizowania homoseksualizmu bohaterów, gdyż nie rozumiejąc specyfiki spostrzegania sfery erotycznej z takiej perspektywy trudno opiniować, czy bardziej empatią ich działania ogarniać. Łatwiej mi szerzej stanowiska nie zajmować, niżby bez najmniejszych podstaw elaboraty w temacie wypisywać. :) Kij w mrowisko niewątpliwie został wetknięty, co oczywiście nie podlega dyskusji, gdyż umieszczenie w środowisku konserwatywnej prowincji gejowskich „odszczepieńców” innego celu mieć nie mogło. Podkurwić tych radykałów, co z ciężkimi buciorami do intymnej strefy „kochających inaczej” się wpieprzają, tych ultrakonserwatywnych, bogobojnych (bo taka tradycja) fanatyzmu miłośników. Udało się to z nawiązką, gdyż szeroka reklama oburzonych produkcje w wielu środowiskach wypromowała, a świetna realizacja warsztatowa zainteresowanie i poklask u koneserów kina wzbudziła. Ja odpowiedzialnie tylko napiszę, że wzruszający i poruszająco dojrzały to obraz, doskonale zrealizowany we wszelkich aspektach rzemiosła filmowego – zrobił wrażenie i w pamięci się zakotwiczył, w moim przypadku bez względu na podjęty temat z tabu związany.

P.S. A może tu tylko o czysty popęd niezaspokojony z winy okoliczności chodziło, a cała reszta to nadinterpretacja? Robię teraz bardzo mądrą minę i jak to czyni cesarz internetu (znacie typa?) kilkukrotnie by efekt intelektualny uzyskać słowo „może” powtarzam! :)

Drukuj