Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joel Schumacher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joel Schumacher. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 sierpnia 2024

St. Elmo's Fire / Ognie św. Elma (1985) - Joel Schumacher

 

Kultowe filmidło (półsłodkie powidło) dla dorastającego w latach osiemdziesiątych amerykańskiego pokolenia. U nas też dobrze znane ale bez przesady, nie do porównania chyba ze statusem za oceanem. Kino jakiego już po dziewiątej dekadzie XX wieku w zasadzie się nie kręciło, bo naturalnie lajtowo udramatyzowane obyczajówki same w sobie straciły chyba na popularności, gdyż wydaje się że nie oferowały najzwyczajniej wysokiego poziomu ekscytacji, snując historie bliskie ludzkiemu sercu i ludzkiej naturze, ale przez swoją zwyczajność i wygładzone oblicze bez totalnie drążących duszę sytuacji, a przecież w kinie to musi być jakieś poważne jeb - bo jak nie ma, to się o nim nie dyskutuje i zapomina. Ognie dzisiaj to przede wszystkim sentyment, prostota formuły i charakterystyczna nuta bardzo silnie związana z tą filmową legendą. Zapewne dla młodych pokoleń bez tego czaru, który związanych emocjonalnie zawsze będzie wzruszał i gdy w ich towarzystwie padnie hasło Ognie św. Elma, to będą się jak małolaty ożywiać, bez względu na liczbę wynikającą z metryki. Mimo iż to film bardzo uniwersalny w swoim zarówno romantyzmie jak i emocjonalnym kontekście wchodzenia w obciążoną powagą chwili i konsekwencji stricte dorosłość, jednak bardzo silnie przywiązany do epoki - do estetyki otoczenia, stylizacji, przedmiotów, zainteresowań i ducha ówczesnych, a i sentymentalny przez udział przyszłych hollywoodzkich gwiazd, które już bez wyjątków myślę wnucząt się doczekały. :) 

czwartek, 8 lutego 2024

The Client / Klient (1994) - Joel Schumacher

 

W obsadzie same znane z epoki aktorskie twarze, z pierwszego i drugiego planu sami fachowcy, wówczas u szczytu swojej sławy i od czasu do czasu bardzo miło obejrzeć dzisiejszych staruszków w wieku średnim - wciąż jeszcze z trudnością przyjmując do wiadomości, że w przypadku ówczesnych czterdziesto-kilkulatków, plus lat trzydzieści uczyniło z nich obecnie weteranów. Żelazna klasyka sądowniczych dramatów, dramatów poruszających emocjonalnie i zarazem kryminałów potraktowanych nieprzesadnie poważnie pierwsza liga. W dodatku jedno ze szczytowych osiągnięć Joela Schumachera, nakręcone w okresie, kiedy robił rzeczy wyśmienite - a zdarzyło mu się to osiągać seryjnie, choć gdyby się uprzeć to przeplatać rzeczy bardziej miałkie znacznie lepszymi, też w karierze był gotowy. Doskonała typowo hollywoodzka produkcja plus klasyczna forma i scenariusz bomba, który rozwija bardzo wciągające i angażujące wątki, lecz zachowując w subiektywnym opiniowaniu powściągliwość i uczciwość, to też scenariusz w jakim doszukanie się nieścisłości czy umowności, obiektywnie dla odmiany nie jest żadną sztuką trudną. Najzwyczajniej dobra rozrywka i odpowiednio mocna rozgrywka na ekranie, jednako bez takiego „przesadyzmu”, jakiego szeroki przekrój widowni nie przyjąłby na klatę, przez co chcę powiedzieć, iż Klient był z premedytacją skrojony pod wyniki oglądalności i unikanie ostrych kontrowersji, przez co jego oceny nie oscylują pomiędzy skrajnościami i jak już ktoś miał przyjemność obejrzeć, to co najwyżej skrytykował za drobnostki i bardzo oszczędnie. Większość publiki chwaliła i jak widzę wystawia wysoką notę do dzisiaj uznając zacną, ale nieco archaiczną formę za walor, a prozę Grishama stanowiącą fundament opowieści za książkowy przykład bestsellerowej literatury popularnej. Poza tym Klient jest taki wdzięczny, bo casting trafił na genialnego małolata, który jak rozwój jego kariery udowodnił, to tylko z dziecięcą buźką dawał radę zawojować ekrany. Nie jedyna w branży taka ściągająca dziecięce gwiazdy na ziemię sytuacja. 

wtorek, 9 maja 2023

Falling Down / Upadek (1993) - Joel Schumacher

 


"Stare" kino na tapecie, więc z racji wieku wiadomo doskonale je znałem, naturalnie pamiętałem, ale sprężyna by sobie je zarchiwizować na bloga stronach, to już sprawa pojawienia się tytułu jako polecajki w poście jednego z wielu koneserów kina. Włączam więc poniekąd zainspirowany takową „sprężyną” Upadek i przenoszę się niemal w czasie, bo nazwanie jak myślę najlepszego filmu w karierze Joela Schumachera portalem do kina jakiego już dziś w zasadzie nie uświadczamy za często, to oczywistość sama w sobie. Jak kojarzę Schumacher nigdy nie był wybitnym reżyserem, raczej zawsze porządnym rzemieślnikiem, fachowcem od kina dobrego balansu, które może miało ambicje poruszania ważnych społecznych tematów, ale więcej w nim było intencji produkowania filmów przyciągających masowo uwagę i zapełniających sale kinowe, niż tworzenia wielkich kontrowersyjnych dzieł niszowych. Tutaj też czuć hollywoodzką sztampę, korzystającą z narracyjnych i operatorskich klisz, lecz najważniejsze że Schumacher wykazał się nie lada odwagą, bądź wyczuł temat nośny, gdyż nakręcił obraz krytykujący agresywny kapitalizm w czasach radosnego jego konsumowania przez farciarzy z kasty żerującej, co mogło spowodować popadnięcie reżysera w bossów branżowych niełaskę. Film jednak osiągnął sukces kasowy, toteż pieniądze jakie wygenerował wybaczyły zapewne Schumachera arogancję, a że wątki tutaj też podkreślające toksyczną męskość z pozycji ją piętnującej, jak i sporo rozmiękczania sensu wspomnianymi charakterystycznymi dla hollywoodzkiego kina środka zabiegami, to może główny motyw jako zaangażowany manifest tracił na sile i nie był powszechnie najbardziej celnie interpretowany. Upadek niemniej jednak to film znakomity, ale nie byłby taki gdyby nie przede wszystkim właśnie doskonale przejaskrawiając temat, napisany scenariusz - temat też niezwykle do wykorzystania wdzięczny. Nie byłby też taki, gdyby nie fenomenalne aktorstwo i pojedynek Douglasa z Duvallem. Gdyby nie trafnie ukazane przez pierwszoplanowe postaci emocje, jako spirala nakręcająca się udziałem frustracji i bezradności oraz pomysł na kontrastową konfrontację dwóch skrajnych reakcji na życiowe nieszczęścia, czy najzwyczajniej życiowe wyzwania. Pęknięty bezpiecznik i z drugiej strony pokora i odporność zbudowana na poczuciu winy. Chociaż w sumie obydwóm bezpieczniki strzeliły, tylko przez okoliczności i zmienne, różne były tego procesu konsekwencje.

środa, 14 października 2020

Flatliners / Linia życia (1990) - Joel Schumacher

 

Mega obsada, same wówczas wschodzące młode gwiazdy. Kevin Bacon, Kiefer Sutherland, William Baldwin, Oliver Platt i wreszcie Julia Roberts. A jaki klimat! Fantastycznie wyeksponowana rola światła i intensywnych barw, wykorzystanie cienia i półmroku. Niby współcześnie osadzony scenariusz, ale nastrój wręcz jak z gotyckich dreszczowców. Temat sprzyjał wykorzystaniu takich efektownym środków i naprawdę sposób ich użycia robi duże wrażenie. W ogóle cała scenografia jest świetnie sfilmowana, a kadry same w sobie emanują podskórną grozą. Metafizycznej rozkminy w filozoficznym tonie nie brakuje, mimo że film podąża zasadniczo w stronę w dreszczowca, a nawet momentami horroru. To co widać od startu ciekawie rozwija się w skomplikowane konsekwencje podjętego przez bohaterów kontrowersyjnego i przede wszystkim ryzykownego działania. Koszmar zostaje sprowokowany i trzeba stawić mu czoła. Jak rzecze sławne przysłowie „Ciekawość to pierwszy stopień do piekła” - tutaj dla bohaterów niemal dosłownie.

Drukuj