Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Årabrot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Årabrot. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 września 2025

Årabrot - Rite of Dionysus (2025)

 

Zmiękł nam Årabrot, ale nie zmarniał. Karin i Kjetli nagrali album raczej oparty o kompozycje sunące, lecz w większoścnie na twardo i bez napędu - pozbawione gitarowej charakterystyki. To ogół, a szczegół sprowadza się do faktu, iż 9 kawałków zamkniętych w zaledwie 40 minutach, to w większości skierowane ku atmosferze numery, a tylko bodaj 3 quasi żywsze. Tam gdzie jednak brzmienia wioseł są dla fundamentu mocarnego istotne, to w żadnym przypadku kierunek energetyczny, tylko rodzaj hymnów, tak z bitewnym rytmem i bardzo horrorowym, gwiżdżącym klawiszem w przypadku The Satantango, przenoszącym za sprawą chórków i uderzeń perkusji bujania, bardzo ciekawie podbity wokalnymi zaśpiewam, w formule podobnej nieco ejtisowym przebojom, tekstem intrygujący dopełniony (jak w zasadzie wszystko) A Different Form i The Devil's Hunt - znowu kojarzący się z zaoceaniczną czarną niewolniczą amerykańską ziemią obiecaną,. One bardziej gitarowe niż klawiszowe, lecz też i kompletnie bez tempa żywszego. Przede wszystkim klimat - zdaje się dawać do zrozumienia Årabrot. Na klimat stawiają i jeśli nawet dość krótki metraż może podobnie jak ścieżka stylistyczna odrobine niedosyt powodować, to nikt myślę nie powie/napisze, iż nagrali słaby long. On jest zupełnie inny (być może bardziej przystępny najbardziej) od przełomowego A Norwegian Gothic i jest też w tym swoim obecnie gotyckim electro oryginalnie (na swój sposób) interpretowanym od bezpośredniego poprzednika różny. Poprzednika jaki mam wrażenie (sugestia okładkowa) jest bliźniaczo graficznie podobny przecież do Rite of Dionysus. Muzycznie natomiast to poszerzająca skojarzenia gatunkowe opcja, bardzo wciągająca, ale czy bardziej niż Of Darkness and Light - się zastanawiałem tylko przez chwilę. Rite of Dionysus to zaskakująco stonowany obraz Årabrot, jaki nie ma już kompletnie nic wspólnego, nawet ze szczątkowymi odjazdami. Jest doskonale przemyślany, świetnie pod względem aranżacyjnej dojrzałości napisany, jednak też nieco po kilku odsłuchach nużący. Bez kopa jaki był dotąd do Norwegów przypisany, taka formuła (nawet jeśli pobudzona przez  ostatni numer - łącznik, napędzający skojarzenia) jest najzwyczajniej zbyt ostudzona, a ja po startowym entuzjazmie, już tak hura optymistycznie go nie oceniam.

piątek, 20 października 2023

Årabrot - Of Darkness and Light (2023)

 

Of Darkness and Light jest w stu procentach po kilkunastu podejściach tym, czym była dla mnie, kiedy pierwsza pętla odsłuchowa początek płyty z jej końcem związała. Innymi słowy mam wrażenie, iż jej kształt z miejsca można odkryć niemal w całości i nie zdarzy się z biegiem czasu nic, coby miało to pierwotne wrażenie zmienić - tym bardziej jego wysoką ocenę podważyć. Po tygodniu z najnowszym krążkiem Årabrot obcowania, czuję się tak samo jak w dniu sprzed dni siedmiu i w sumie nie warto było czekać ten tydzień na spisanie refleksji, bowiem jej sedno sprowadza się do powstałego od razu przekonania, iż Of Darkness and Light stanowi bardzo oczywistą konsekwencję ewolucji jaką można dostrzec wpierw na Who Do You Love, a ostatnio Norwegian Gothic. Oczywiście nie miałem wówczas tej pewności, którą to zyskałem teraz, ale czy to zmienia coś w merytorycznym jej wydźwięku - zakładam że nie. Czym jest obecnie na scenie duet Szwedki i Norwega oraz czym czym był, a czym jest w ogólności stylistycznie Årabrot, nie będę tutaj pisał, bo o informacje dotyczące historii muzycznego dziecka Kjetila Nernesa  w sieci łatwo dostępne, więc skupiam się zamiast ględzenia około-muzycznego na istocie Of Darkness and Light i subiektywnym odczuciu jakie we mnie wywołuje.  to emocje wielce przyjemne, choć estetyka nie jest aż tak łatwo przyswajalna dla szerokiej populacji słuchaczy, mimo iż w porównaniu do poprzedniego albumu (to wiedzą fani) bieżący krążek jeszcze mocniej wbija w przebojową piosenkowość, której siłą tutaj tak melodyka i wokalne harmonie, jak specyficzna surowość, z którą zostały bardzo sprawie aranżacyjnie ożenione. Mniej albo wcale nie słyszę już noise'owych wibracji, które całkowicie (tak mi się wydaje) zostały zastąpione immanentnym dla stylu Årabrot mrocznym rock'n'rollem. Pozbawiony on tym samym został poniekąd pozornie szerokiej amplitudy gatunkowej, związując się ze średnimi tempami, a rezygnując z korzystania z ciszy w kontrze do hałasu - co najmocniej akurat było słychać na wydanym przed pięcioma laty Who Do You Love, a czego jeszcze dalekie echa wykorzystywała Norwegian Gothic. Ten wspomniany rock'n'roll to rzecz jasna nie te akcje podobne do retro z czasów zeppelinowych, tylko zimnofalowa tudzież nowowofalowa inaczej ekspresja. Postpunkowa scheda wtłoczona w ramy oryginalnej formuły duetu, którą to oryginalność od trzech płyt sukcesywnie rozwijają i uważam,  robią to w imponujący sposób, bo jak nie być pod wrażeniem tych mnóstwa smaczków jakimi przyozdabiają aranże. Poczynając od skandowanego w Swan Killer Hallelujah przy akompaniamencie rozedrganej solówki i wysmakowanych klawiszowych plam, po syntezatorowy bit, stanowiący rytmiczny szkielet takiego klimatycznego numeru jak Madness. Zapewne znajdą się tacy, którzy zwrócą uwagę, iż w sumie ten charakter Årabrot to nic w zasadzie nowego, bo przecież nie spostrzegając zbyt daleko czuć tutaj wibracje Killing Joke przykładowo. Jednak ja się uprę, że w specyfice nuty Kjetila i Karin jest coś oryginalnego, a na pewno wielce współcześnie inspirującego, bodaj dlatego że tak jak darzę ogromną sympatią obecne ich oblicze, tak oblicza KJ jak do tej pory za imponujące nie jestem w stanie uznać. Stąd być może usprawiedliwione jest moje stawianie wyżej pozornych tylko epigonów od odpowiedzialnych za powstanie zrębów gatunkowych ram, gdyż jednych nutę rozumiem, a drugich nie bardzo.

P.S. Bardzo proszę szczególną uwagę też zwrócić na indeks zatytułowany Cathedral Light i zadać sobie pytanie, jak bardzo twarde trzeba mieć przyrodzenie, aby w czasach poprawności pozwolić smarkaczom na użycie takiego a fe słowa - wielokrotnie. :)

sobota, 3 grudnia 2022

Årabrot - The Gospel (2016)

 


Niewątpliwie wraz z wydaniem Norwegian Gothic Årabrot otworzył nową kartę w swojej historii, wchodząc na wyższy poziom przede wszystkim rozpoznawalności i nie ukrywam/nie ukrywałem, że dzięki temu znalazł się w obszarze mojego zainteresowania. Jest jednak dla mnie wiadome, że Kjetil Nernes zanim przeszedł swoiste nowe narodzenie osobiste w wymiarze prywatnym i to odrodzenie właściwe dla artystycznej świadomości wymiarze muzycznym, nie od wczoraj krążki nagrywał i ja teraz wkraczając w ten mało znany świat rozpoznany względnie niedawno i wciąż nie dość zgłębiony, dziś w archiwizacyjnym tonie, dorzucam refleksję dotyczącą The Gospel. The Gospel to jeden wielki dźwiękowy eksperymentalny ferment i zbiór kompozycji o dość awangardowym charakterze oraz szerokiej amplitudzie inspiracji, bowiem od punkowej surowości do złożonego jazzowania, atonalnego z definicji noise rocka, po drodze przez ambientowe i zminofalowe terytoria na swoje, własne, bardzo marszowe, myślę że doskonale przemyślane pomysły powyższe przekładając. Całość zaś nie jest zdominowana - ale jednak znaczenie "anty śpiewu" Kjetila dla wrażenia odsłuchowego nie jest jakoby obojętne, w znaczeniu neutralne, a właśnie wręcz przeciwnie, rzekłbym nawet pryncypialne - przez co wychodzące jednak ponad instrumentalną oś. Różnorakie zachrypnięte, skrzekliwe, warczące czy w miarę subtelne, zawsze jednak czyste i czytelne melodeklamacyjne wokalizy skupiają uwagę i przejmują rolę melodii, której w tradycyjnym rozumieniu The Gospel jest w znacznym stopniu pozbawiony i jeśli mowa o jakichkolwiek harmoniach, to są one wynikiem bardzo specyficznie rozumianego uwypuklania rytmiki współbrzmiącej z motorem w postaci głosu, napędzającym utwory melodyką linii wokalnych. Całość brzmi ciężko i przytłaczająco, więc i pierwszego lepszego słuchacza nie przyciągnie, a jeśli już kogoś zwabi i ten ktoś podda się obróbce dźwiękiem, to był (daje wiarę) już wcześniej na porcję "anty muzyki" z The Gospel przygotowany. Ja nie ukrywam że doświadczenia pt. The Gospel nie odbieram  tak emocjonalnie ciepło jak to z Norwegian Gothic ma miejsce, ale też nie potrafię sobie od czasu do czasu odmówić z nim sesji. Znaczy to że wpadam w tą otchłań - zapadam się konsekwentnie.

sobota, 5 czerwca 2021

Årabrot - Who Do You Love (2018)

 


Okazało się że już po spisaniu refleksji w temacie tegorocznej płyty Årabrot nastąpiło we mnie to właściwe przesilenie, które na potrzeby tego tekstu wprost nazwę totalnym pierdolnięciem. Dostałem ja kompletnego zajoba na punkcie Norwegian Gothic, bo teraz dopiero wszystko spięło się w jedno i całość kapitalną stworzyło. Dzięki czemu to pierwsze wrażenie sporego potencjału ewoluującego systematycznie wraz z ilością odsłuchów do poziomu absolutnego zrozumienia, stało się w mojej świadomości myślę już w pełni faktem dokonanym. Tak sobie zatem teraz kombinuję (na ile możliwości intelektualne mi pozwalają) co jest w tej nucie takiego wyjątkowego, że ona sącząc się w formule na pierwszy "rzut ucha" szorstkiej, ewoluuje do tak przyjemnie przyswajalnej. Pomaga mi w tej rozkmnie obecnie Who Do You Love z roku 2018-ego - porównuję zwyczajnie proces jej zatrybiania i ten jaki w przypadku Norwegian Gothic przejść musiałem. Wiem już na pewno, że z powyższym krążkiem łatwiej będzie, choć to materiał tak obiektywnie wcale nie bardziej przyjazny. Fakt jednak że kontakt inicjujący z nutą duetu już pozytywnie przeszedłem, to pewne odstraszające zmienne (męskie wokalizy przykładowo) nie są dla mnie już naturalnie barierą. Who Do You Love akurat, to rytmika dość prosta, z pewnością bezpośrednia, a nawet dosadna. Jakieś pancurskie inklinacje, marszowe rytmy, hałaśliwe użycie klasycznie rockowego instrumentarium (przestery, dysonanse) i aranże surowe, które jakimś cudem posiadają magnetyczne właściwości. Dźwięki to w ogólności o przebojowości znikomej, gitary w użyciu najczęściej brzmieniowo brudne, wokalne popisy Kjetila żarliwe, często wręcz nawiedzone i cholera na granicy irytacji oraz (no właśnie!) - kiedy do gry wchodzi Karin (Pygmalion), to wszystko niemal w tej muzyce się wywraca. Z szorstkiego rockowego brzmienia przechodzą (jednak płynnie i za to szczególne brawa) w niezwykle emocjonalny, podparte klawiszowymi brzmieniami akustyczne zadumanie. To już wtedy zupełnie inna formuła, ale ona za sprawą wielkiej wrażliwości muzycznej idealnie wypełnia przestrzeń, zagospodarowując ją eklektycznym rozmachem, w przecież ograniczonej do wykorzystania ascetycznego instrumentarium formie. Bowiem w przypadku Årabrot liczy się nie siła technicznych możliwości, a siła artystycznej wrażliwości i inteligentnie uduchowionej mentalności. Piszą o nich, że właśnie za sprawą ostatnich trzech albumów wymyślili się całkowicie na nowo i trudno się z takim przekonaniem po nawet mizernym kontakcie z ich pierwotną twórczością nie zgodzić, dodając że zrobili to z wielką aranżerską biegłością, stając się duetem zaklinającym w swojej muzyce wciąż rosnące napięcie i niebanalną dramaturgię. Zawsze szanowałem, często wręcz wielbiłem grupy rozpościerające swoje albumy/kompozycje pomiędzy ciszą i hałasem, ale akurat nigdy nie trafiłem na artystów robiących to w tak intrygująco nieoczywistej formule. Wstrząsająca i poruszająca - FENOMENALNA w każdym najmniejszym detalu muzyka. 

sobota, 29 maja 2021

Årabrot - Norwegian Gothic (2021)

 


Ten krążek to w kategorii "robią swoje i po swojemu", pomimo dość piosenkowego oblicza całkiem spore wyzwanie. Bowiem raz, to materiał wcale nie ograniczony stylistycznie (wychodzi od noise rocka/post punka i poniekąd zimnej fali, ale barier nie poważa), dwa wokalna estetyka męskiej części duetu, to materia w którą należy odsłuchami licznymi zwyczajnie wsiąknąć - tak jak wgryźć się jak nadmieniłem w jego eklektyczną dźwiękową istotę. Kiedy jednak czas i tym samym szansę Norwegian Gothic otrzyma, potrafi się swoją jakością odwdzięczyć. Nuta jest tak szorstka, by z miejsca nie wciskać się w świadomość słuchacza, ale też tak całościowo intrygująca, że w podświadomości może odkładać systematycznie i konsekwentnie swój wpływ i oddziaływać uzależniająco. Niepozbawiona przy tym waloru przebojowości (choć to powtarzam chwytliwość specyficzna), skomponowana z pomysłem i z elegancją wykonana, jest tak samo przy pierwszym odsłuchu (wokal Kjetila) odrobinę odpychająca, jak skutecznie uciekając od banału zuchwale atrakcyjna. Nuta to awangardowo rozedrgana, w której intrygujące zawijasy, ale też bezpośrednie uderzenia współegzystują z plamami dźwięków i wyraźną rytmiką, pretendując do bycia wymagającym dziełem sztuki, które pod fasadą elitarności kryje programową formułę zwrotka-refren. Innymi słowy chcę powiedzieć, że małżeński duet Karin i Kjetila tworzy dźwięki, a nie tylko je wydobywa. 

P.S. Årabrot ma już bogata historię - ja tej historii nie znam, to pierwszy mój kontakt z tworem Kjetila Nernesa, obecnie współtworzonego z Karin Park. Lider i nazwa z dokonaniami, lecz dopiero teraz scena bardziej przychylnym okiem spogląda na jego dokonania, a tym samym ją promuje. Stąd do mnie trafiła, inaczej nie miałbym szansy na poznanie Norwegian Gothic i może w przyszłości chociaż części tego co przed nim było. 

Drukuj