Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryûsuke Hamaguchi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryûsuke Hamaguchi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 marca 2025

Aku wa Sonzai Shinai / Zła nie ma (2023) - Ryûsuke Hamaguchi

 

Japończycy potrafią w dobro i potrafią w pokorę. W postawie nakierowanej ku naturze, ale i wobec ludzi mogą stanowić wzorzec do naśladowania, więc sportretowane przez Ryûsuke Hamaguchi okoliczności miejsca oraz relacji z przyrodą i interakcji z człowiekiem są wyborem modelowym, także znaczącym z punktu widzenia czasu, w jakim dochodzi do największych przemian we wspomnianym szerszym kontekście czy obrębie. Reżyser głośnego Drive My Car w niemalże baśniowym klimacie ukazuje kontrast między światem tradycji w związku z naturą i nowoczesności prącej do przodu, jaka tą kulturową i emocjonalno-egzystencjalną rzeczywistość narusza - ryzykując zniszczenie tejże kruchej przecież harmonii. Proekologiczne postawy i kino z prawdziwej troski opanowują ekran - zachowania nie wynikające z ideologicznego nakręcenia, stąd jego wymowa i przesłanie wybrzmiewa autentycznie i mocno, bo płynie z serca, nie z trendowych emocji czy zimnego rozsądku, bez względu jakby rozsądku zdrowego. Dlatego też obserwacja urabiania miejscowej społeczności przez dysponujących kapitałem przedstawicielami korpo ofensywy od początku zdaje się skazana w fabule na porażkę i nie zaskakuje iż jedyne co się udaje, to paradoksalnie, poniekąd przejąć i poczuć intruzom co człowiekowi daje zanurzony w prostocie i równowadze styl życia. Filozofii świadomej, uważnej, w zgodzie ze sobą i najbliższym środowiskiem, a w wymiarze opowieści popartej obrazem piękny, stonowany film o harmonii, w lokalnym uniwersum, w którym naprawdę zło nie istnieje. Poruszają ponadto dla znakomitego efektu wyobraźnie i estetycznie pieszczą tutaj muzyczne pejzaże, urocze slow-flow zdjęcia, ujęcia, obłędne kolorystycznie lokacje przyrodnicze kontrastujące z mechanicznym ruchem tokijskiej metropolii, a jako klamra działa sugestywnie jedna z bardziej niezwykłych symbolicznie scen finałowych. Scena nie najprostsza do interpretacji, ale scena czysta poezja, w najczystszej postaci piękna, choć naznaczona tragedią.

środa, 17 sierpnia 2022

Drive My Car (2021) - Ryûsuke Hamaguchi

 

Przede wszystkim dialogi - do bólu kulturalne, przejęte, z eksponowanymi uczuciami, ale paradoksalnie bez emocji. Nie całkowicie puste (absolutnie nie), ale zdystansowane. Bliskość fizyczna, dużo wzajemnego dotyku, intymności i szacunku. Natomiast od strony treści zdrada oraz nagła śmierć - i wszystko to zaledwie w prologu. Zaskakujący seans, zamknięty w stu osiemdziesięciu minutach deklamacji całkowicie niemalże oderwanej od europejskich, a tym bardziej amerykańskich standardów filmowych. Mechanicznych, a jednocześnie tkliwych rozmów i przepracowywania traum osobistych w relacjach z innymi. Ładnie to wygląda, nosi znamiona czegoś egzotycznie intrygującego, ale też nuży, bo tej konwencji za blisko do rozgrzebywania pod pozorem artystycznie intelektualnego psychologizowania. Żeby było jasne, to niezwykle wartościowy obraz, momentami wręcz natchniony pod względem przekazywanej mądrości, ale pomimo też wizualnie urokliwego charakteru za długi i przegadany. Niemniej jednak podkreślam że zaskakujący i dla arcyuważnego widza niezwykły. Innymi słowy niecodzienne doświadczenie, inspiracja do ultra wymagającej psychologicznej analizy na mega świadomym i wrażliwym poziomie. Nie rozbiorę go na czynniki pierwsze, bowiem wymagałoby to opasłej, być może często trudnej do interpretacji rozprawy. Nie chcę jednocześnie psuć dobrej intelektualnie zabawy, jeśli jakimś cudem widz „kumaty” jeszcze nie poznał. Jeśli natomiast ty koleżanko czy ty kolego widzu mniej ambitny się zdecydujecie, nie wińcie, nie zarzucajcie. Nie daję gwarancji że w połowie zwyczajnie nie zaśniecie. :)

Drukuj