Od razu rzuca się w uszy taka narracja, jakby taki czy inny stereotypowy detektyw Marlowe o swojej robocie w myślach nawijał i w dodatku wizualna oprawa sugeruje gatunkowe powiązania z kinem noir, a przecież bohaterem podrzędny fryzjer, który dał się ku swojej zgubie wciągnąć w marzenia o sieci pralni chemicznych, jaka to sieć spore zyski przynieść może. Ed Crane mówi w myślach do siebie, bo zdominowany przez najbliższe otoczenie funkcjonuje niemal jak niewidzialny, wycofany, pokorny, niemal bez życia, w trzech czwartych co najmniej mechanicznie - człowiek duch, człowiek przezroczysty. Żaden zapewne oczekiwany prywatny detektyw czy gangster tym bardziej moją uwagę skutecznie zaskarbił, tylko poczciwy, uczciwy przeciętniak, niezdolny według obrony do wymyślenia tak skomplikowanej intrygi jakiej padł ofiarą. Sprzedano mu ideę, która okaże się ostatnim gwoździem do życiowej trumny, w jakiej i tak od lat bez tlenu zamknięty, a pomysł na zdobycie kasy na inwestycję powzięty, nieco zbyt ryzykowny i pomiędzy startem, a finiszem implikujący kolejne jak to u Coenów fatalistyczno-satyryczne wydarzenia. Dzieje się zamieszanie, spirala kolejnych konsekwencji się nakręca, a inicjuje ją sam Ed i ona w Edzie otwiera zaskakujące pokłady odwagi, siły i niespełnionej mglistej nadziei. Trochę lirycznie, odrobinę przesadnie groteskowo, obłędnie wizualnie z bodajże Oscarem nagrodzonymi zdjęciami fenomenalnego Rogera Deakinsa i z muzycznym podkładem ascetycznym ale wyraziście swoje istnienie zaznaczającym. Z doskonałą obsadą, z kapitalnym w roli głównej Billym Bobem Thorntonem mimicznie precyzyjnym i wsparciem innych istotnych postaci znaczących, bo jak gra się u Coena lub tym bardziej Coenów, to nie ma lipy i nie możliwości by którykolwiek z braciszków przepuścił aktorską tandetę, czy szarżę zbyteczną, choć wymuszenia lekkiego przestylizowania w kwestii kreacji sobie odmówić nie potrafią. Wyszło może nie aż tak szałowo aby Człowiek, którego nie było zaznaczył się najwyraźniej w filmografii spółki coenowej, lecz pierwsze wrażenie było przednie, a każde następne przynoszące tak potwierdzenie pierwotnego, ale i coś, co do głębi treści pozwala się dokopywać. Kurtyna opada, a finał to gorycz, smutek i ironia, która ma się zawsze najlepiej w filmach Coenów.
poniedziałek, 20 stycznia 2025
sobota, 28 grudnia 2024
Miller's Crossing / Ścieżka strachu (1990) - Ethan Coen, Joel Coen
Wiadomo że Coenowie za jaki gatunek się nie zabiorą, to dodają jemu konkretnemu i skrupulatnie wybranemu, szczególny sznyt własny - zawsze zachowując jednakowoż tegoż gatunku wydestylowany idealnie płynny stylistyczny rdzeń i nie inaczej jest w przypadku Ścieżki strachu. Gangsterka tradycyjna tutaj poszła pod groteskowy filtr coenowy - kapitalny przekornie kolorowy noir, nabrał cech nieco innych niż za czasów, gdy takież gatunkowe kino święciło największe triumfy. Mafia włoska i irlandzka w policyjno-politycznej siatce układów i indywidualnych kiwek. Co kto komu zawinił i jakie w związku nastąpią ruchy na zdradzieckimi posunięciami opanowanej szachownicy, gdzie gra się niekoniecznie oczywiście czysto o wpływy, finansowe korzyści oraz namiętności. Oczywiście też o katalogu prostych gangsterskich zasad, lojalności w zasadzie w świecie teoretycznie zasad pozbawionym. O miłości ślepej, zaborczej w praktyce i w kontrze teoretycznie prawdziwie odwzajemnionej, tak jak i o zdradzie, w którą wkomponowują się te wszystkie powyższe. Wszystko podkreślone, najwyraźniej jak możliwe dookreślone poprzez przesadę, jaka nie wynika wyłącznie z groteskowego oblicza coenowskiego kina, ale jest częścią gatunkowej tradycji i ogrywania powszechnie dostępnych klisz gatunkowych. Tak więc pojazdy dziurawione są z rozmachem, trup się ścieli gęsto, pada pod gradem pocisków wystrzeliwanych z legendarnego pistoletu maszynowego marki Thompson. Jedno charakter stylu, drugie dbałość o sceniczne szczegóły, znaczy że na tej scenie gdzie wystawiany jest spektakl filmowy zwraca się mocno uwagę na scenografii detale, a trzecie umiejętność wpływania na jakość gry zatrudnionej obsady, a ona to poziom hiper i mega wyrazisty. Poetyka kreowania obrazu w Ścieżce jest obłędna, organizacja sceny ale i dla niej tła zasługująca na wszelkie entuzjastyczne uznanie, tak samo jak wyczesane kreacje hollywoodzkiej ówczesnej aktorskiej śmietanki - w tym ulubieńców braciszków. Zgadzam się że Ścieżka to kwintesencja czarnego gangsterskiego kryminału i dodaje, iż też dobrej kinowej (rozrywkowej) zabawy synonim. Bo to Coenowie przecież!
wtorek, 4 października 2022
Raising Arizona / Arizona Junior (1987) - Ethan Coen, Joel Coen
P.S. Jak chcecie rozbijać dzieło Joela i Ethana na atomy, roztrząsać kogo te więzienne sceny i wizyta szwagra tfu majstra z roboty z dzieciakami zainspirowały jak i doszukiwać się czym się inspiruje i do czego nawiązuje i zamiast skoncentrować na tym co kluczowe, dokonywać filmoznawczych analiz w atmosferze intelektualnej deliberacji, to idźcie stąd na przykład tam, albo tam, bowiem jest mnóstwo miejsc zdatnych bardziej do rozkminiania i jeszcze więcej przemądrzałych dupków, którzy zamiast się uczyć pragną pouczać, popisując się swoją żałośnie ślepą elokwencją. Skończyłem! :)
piątek, 27 maja 2022
The Hudsucker Proxy (1994) - Ethan Coen, Joel Coen
Kąśliwa satyra na korporacyjną rzeczywistość. Bliska orwellowskim wzorcom, ale wprost nawiązująca do klasycznego hollywoodzkiego kina Franka Capry. Malowniczo zainscenizowana, tak że dla oczu przyjemności nie szczędząc, fantastycznie w ten bogato dekorowany świat wciąga. Tak nie tylko po coenowsku wszystko architektonicznie i charakterologicznie zaaranżowane, bo czuć inspiracje burtonowskie, także oczywiste skojarzenia z fantazjami gilliamowskimi - jakby forma miała dominować nad treścią pozornie, a przekornie treść tu równie istotna, bo to przecież film zacnych i szczwanych intelektualistów. Postaci intensywnie jaskrawą kreską szkicowane, więc i mocno groteskowo przerysowane, aż po skrajnie wręcz karykaturalna pozę, aby wyraziście wyciągnąć z nich ich immanentną absurdalność i poddać dosadnie prześmiewczej interpretacji. To nie jest jednak to co Kosy najbardziej u Coenów lubią, bo lepiej kiedy mniej symbolicznego szaleństwa komedyjkowego, a więcej surowego realizmu. To jest bezdyskusyjnie gites i w punkt, ale aby nie poczuć w trakcie seansu znużenia i nie doświadczyć poczucia niezrozumienia, trzeba się zawsze na taką formułę przestawić i odpowiednio do niej i od niej zdystansować. Wtedy jest fajnie i można się doskonale wyluzować wciągając w daleką od banalności satyrę oraz rozkoszować genialnym mimicznie aktorstwem.
czwartek, 27 stycznia 2022
The Tragedy of Macbeth / Tragedia Makbeta (2021) - Joel Coen
Każdy aktor pragnie w swojej karierze zagrać rolę klasyczną. Każdy też szanowany reżyser czuje wewnętrzną potrzebę nakręcić klasyka i nie dziwi mnie, że starszy z braci Coen nie jest tutaj wyjątkiem. Wybaczam mu zatem tą ambicjonalną megalomanię, bo akurat on należąc do najbardziej oryginalnych twórców kinowych, na taką szansę zasłużył i trudno było zakładać, iż z niej korzystając nie wykorzysta swojego ogromnego potencjału i niezwykle głębokiego potencjału szekspirowskiej sztuki. Językiem archaicznym dramat Shakespeare'a naturalnie napisany, ale bez względu na werbalną staroświeckość, to wciąż aktualna tragedia o pokusie i żądzy. W ujęciu Joela Coena to też wytrawna teatralna inscenizacja, z którą zapoznanie, z pewnością Sir Williamowi by ogromną satysfakcję sprawiło. I może jedynie czarnoskóry bohater tytułowy, nie przez wzgląd na tą cechę akurat w użytej czarno-białej konwencji ledwie dostrzegalną, a ze względu na dość płaski dramatyczny szlif odrobinę efektowi finalnemu wartości odbiera. Mam ja bowiem po projekcji poczucie, że wybór opatrzonego Washingtona nie jego walorami warsztatowymi, a chyba możliwościami jakie za jego pozycją w środowisku hollywoodzkim stoją, był podyktowany. Poza tym ascetycznej teatralnej scenografii wykreowanej w studiu i poddanej wizualnej obróbce przez fachowców od grafiki komputerowej, nie można nic ponad pewną umowność nie do końca spójnej formy zarzucić. Miast jednak to główny bohater zdeprawowany przez pożądanie władzy i w postępującym psychicznym obłędzie pogrążony na sobie gro uwagi koncentrować, to aktorskie osobowości z tła show kradną, a prym tu wiedzie w roli wiedźm i starca zjawiskowa Kathryn Hunter. Jej głos, mimika, pantomimiczny ruch, wszystkie te najbardziej intensywne sceny akurat z jej udziałem, wisienką na tym wystarczająco by chwalić, nie ganić wyrafinowanie prezentującym się torcie.
P.S. Dodam tylko, że ostatnio Justin Kurzel rąbnął Makbeta z podobnym, choć znacząco bardziej dzikim estetycznym wdziękiem, ale akurat w kolorze, używając od groma brunatno-krwistej czerwieni w finale. Ta szarawa, o srebrzystym połysku, zatopiona we mgle i mroku wersja Coena, dzięki temu wygląda na jego tle oryginalnie i swoją drogą w bezpośrednim pojedynku się broni. Nie wygrywa jednak z adaptacją Kurzela, choć jedna warta drugiej - w znaczeniu że jeden i drugi reżyser wart by go ozłocić, lecz temu znacznie młodszemu oprócz bogactw także wyższy tytuł szlachecki nadać. Denzelowi Washingtonowi i Michelowi Fassbenderowi bić też brawa, ale w zdecydowanej jednak na korzyść tego drugiego przewadze. Tak to widzę, bo tak to myślę wygląda.
czwartek, 27 grudnia 2018
Barton Fink (1991) - Ethan Coen, Joel Coen
poniedziałek, 3 grudnia 2018
The Ballad of Buster Scruggs / Ballada o Busterze Scruggsie (2018) - Ethan Coen, Joel Coen
poniedziałek, 29 maja 2017
O Brother, Where Art Thou? / Bracie, gdzie jesteś? (2000) - Joel Coen
P.S. Mimo wszystko warto, nawet jeśli wyłącznie dla dwóch odsłon Man of Constant Sorrow.












