W kategorii heavy/power metal jedna z tych nielicznych pozycji do których kosztowania bez poczucia zażenowania powracam. Nie wyłącznie dlatego, iż wokalne popisy Jorna Lande to absolutne najwyższe szczyty hardrockowej maniery wokalnej i wisienka na tym konkretnie masterplanowym torcie. Nawet jeśli numery autorstwa niegdysiejszych podpór niemieckiej legend power metalowej estetyki, same w sobie stanowią czyste stylistyczne złoto - wokalnie to jednak majstersztyk i basta! Rzecz przecież w tym, że ta koegzystencja na poziomie fantastycznej harmonii prądzi tak doskonale i tak skutecznie chwytliwie, z jednoczesnym uniknięciem banalności zagnieżdża się w świadomości. Mięsiste brzmienie, produkcja wyrazista plus rytmiczne wiosłowanie i wiosłowanie solowe z nabijająca tempo perkusyjną kanonadą. Raz gwałtowne, kiedy numery pędzą w charakterystycznych "patatjkach", dwa kiedy zwalniają uwypuklając epicki charakter rozbudowanych kompozycji - zawsze zachęcając słuchacza do odpowiednio skoordynowanego machania banią. :) Ponadto te właśnie, chwytające za serducho zaśpiewy Jorna i linie melodyczne którym nie sposób nie ulec. Mam tak od lat, że zarówno jedynka jak i dwójka Masterplan trafia mnie w to miejsce które generuje emocje i wzruszenia nie oszczędza, a samo Aeronautics różni się od s/t wyłącznie na poziomie korzystania z bardziej miękkich melodii - mniej bombastycznych aranżacji, którym chyba jeszcze bliżej do amerykańskiego hard rocka czy nawet sceny AOR. Może nie ma w niej zapędów wysoce ambicjonalnych, żadnej niemal odkrywczości, ale za to jest kapitalny warsztat, szczera pasja i maksymalna finezja w na maksa wykorzystaniu względnie ciasnej przestrzeni gatunkowej.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Masterplan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Masterplan. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 10 października 2021
piątek, 21 maja 2021
Masterplan - Masterplan (2003)
Jest rok 2003, po rozpadzie legendarnego Helloween na dwa obozy, Panowie Uli Kusch i Roland Grapow łączą siły z wchodzącym wówczas na heavy salony objawieniem wokalnym w osobie Norwega Jorna Lande. Taki rozwój okoliczności prowadzi w moim mikro muzycznym świecie do zainteresowania projektem nazwanym z pompą Masterplan. Dźwięki w jakich wspomniana trójka rzeźbić się decyduje, to ogólnie według wszelkich prawideł skonstruowany teutoński heavy/power metal. Innymi słowy zapowiedziana z rozgłosem gonitwa riffów, galopada perkusji i lawa klawiszy. :) Jednak Masterplan jak się już w chwilę po pierwszym odsłuchu przekonałem, robi wrażenie znacznie większe niż nie będąc wielkim fanem tejże estetyki zakładałem. Gdyż nie pozwala sobie na utknięcie w często bezlitośnie spranej ejtisowej formule, dodając do hymnicznego zadęcia bardzo dużo dobrego z rocka progresywnego i mając poza tym ogromny atut dodatkowy w osobie właśnie wokalisty. Jorn Lande bowiem przede wszystkim sprowokował moją ciekawość, a synergia jego głosu i kompozytorskich umiejętności niemieckich powermetalowych ikon sprawiły, iż te dźwięki z wielką wówczas mocą do mnie przemówiły. Epickie leady, rozbudowane solówki, uzależniające melodie i właśnie fantastyczne linie melodyczne partii "nowego" Coverdale'a. Mimo iż Masterplan to nie jeden do jednego Whitesnake z okresu swojej największej popularności, to jest tej chwytliwej konwencji naprawdę blisko. Toteż wzbudzając we mnie sympatię do siebie, powoduje jednocześnie wtedy dopiero znaczący przyrost zainteresowania klasycznym obliczem wspomnianej (kolejnej) legendy w postaci brytyjskiego Whitesnake. Tak to się odbyło - z ręką na sercu przyrzekam że to najprawdziwsza prawda jest. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

