Bohater wraz z rodziną uwikłany w sieć politycznych i kryminalnych, presję wywołujących sytuacji i zjawisk, staje się celem i ofiarą, w skorumpowanym, pełnym uprzywilejowanych, krwiożerczo-brutalnych i bezwzględnych rekinów systemie. Sączył się Tajny Agent (jak rozumieć w sumie trafnie tytuł, to jeszcze staram się wykombinować), hipnotyzował klimatem zmysłowego doświadczenia gorącego brazylijskiego karnawału w tle fundamentalnych wydarzeń i fabułą angażującą zasysał do swojego dopracowanego w każdym calu artystycznego wnętrza. Oferował konsekwentne podsycanie napięcia, genialne, przemyślane i wypieszczone dramatycznie sceny - szczególnie tą wyjaśniająca istotę sytuacji, genezę polowania na bohatera. Epicką teoretycznie historię zupełnie nieepicko, bo pomimo wykorzystania szerokiej palety środków stylistycznych intymnie i kameralnie oraz z makabrycznym poczuciem humoru dla kontrastu ukazaną. Kapitalnie rozbudowaną, poprowadzoną z licznymi nieliniowymi przeskokami, gdzie też rola dialogów, sposobu artykułowania fraz i wręcz dla mnie poniekąd egzotycznego brzmienia języka portugalskiego, dla istoty skupienia na szczegółach kluczowa. Więcej ciszy celem by mocne, autentyczne dialogi z odpowiednią siłą wybrzmiały, a oddziaływanie ścieżki dźwiękowej, mniemam że niejako wyłącznie do podkreślenia tego co graniczne, bo rzadko wkraczającej do narracji, jednak jeżeli już, to jako domknięcie pewnych faz, dosadnie. Muzyka pojawia się jednak w sensacyjnym wprost finale, podkreślając napięcie tej szalenie doskonałej sekwencji, która powinna nie tylko zanurzonym w estetyce miłośnikom formuły dynamicznej zapaść na zawsze w pamięć, stając się współczesnym, lecz zasadniczo opartym na klasyce jej wzorcem. Mnie filmy o takiej zarazem twardej, bo srogo męskiej i zarazem emocjonalnie katartycznej estetyce ostatnio zapadają mocno w pamięć. Stylistyka to bowiem tak sama w sobie szokowo niejako oczyszczająca i osobna, dzisiaj niecodzienna, jak perfekcyjnie odtworzona, klasyczna i interesująco magnetyczna. To kunsztowna atmosfera w obrazie - kręcenie niczym na szlachetnej taśmie z lat siedemdziesiątych, oraz z namaszczeniem traktowanie detalu i doskonale dopasowane aktorstwo, na poły idealne warsztatowo, profesjonalne i na poły tak naturalne, że trudno nie podejrzewać w nim naturszczykowatości. Te mordy bezlitosnych cwaniaków zakapiorskie i dla kontrastu skupione, ale empatyczne w głębi rysy ludzi po przejściach oraz przyjazna twarz fenomenalnego, w punkt równoważącego skrajne męskie cechy Wagnera Moury. Wielkie granie w wielkim kinie - gigantyczny MÓJ zachwyt!
czwartek, 5 marca 2026
wtorek, 18 sierpnia 2020
Bacurau (2019) - Kleber Mendonça Filho, Juliano Dornelles
Szacowne grono zawodowych krytyków tak bardzo się zachwyciło, jakby tutaj maksymalnie „nowy horyzont” w spojrzeniu na materię filmową poznało - a tak po prawdzie to już nieraz w przeszłości coś w ten deseń kręcono. :) Nie wiem czy świadomie (bowiem bardzo niewiele o kulisach powstawania Bacurau czytałem), lecz wyraźnie dostrzegam tu puszczone oczko do fanów klasycznych westernów, bo gdyby aktorom rozdać cowboy’skie kapelusze, colty, albo też poncza lub inne atrybuty kojarzone z dzikim zachodem, to wypisz wymaluj współczesny western wzdychający do archetypicznej formuły bym właśnie opisywał. Tu jednak akcja toczy się w bliżej nieznanej niedalekiej przyszłości, w Ameryce Południowej, dokładnie w zachodniej części regionu Pernambuco. Poza tym można by doszukać się w idei przewodniej (długo niezdradzanej) kwestii politycznych i znaczących nawiązań o charakterze etnograficznych, więc sprawa nie jest taka prosta, a sięganie do inspiracji aż tak banalne. Poza tym dużo w pomyśle realizacyjnym więcej pożyczonych części składowych z innych filmowych stylistyk jest myślę, a co gorsza ten miszmasz sprawia też poniekąd wrażenie bazującego na naturalnie przestylizowanym quasi slasherowym żarcie i komedii absurdu. Lecz mimo wzbudzających konsternację dziwactw i krwawej jatki stanowiącej wizualną atrakcję dla fanów kina niższego sortu, to trudno nie dostrzec powagi w głębi i wartościowego wydźwięku merytorycznego skomplikowanej fabularnej zagwozdki – powtarzam, bez względu na te kozaczące korzystanie z mniej poważnych konwencji. Stąd przewrotny wielce to dramat, tężejący z każdym kolejnym kwadransem, pobudzany niedopowiedzeniami i nawiązaniami do mistycyzmu. Rozbudowany wieloma zaskakującymi zwrotami, sięgający do tematu współczesnej agresywnej ekonomii/nierówności społecznych, konfrontacji modernizmu z tradycją i sfinalizowany dodatkowo dostarczającym mocno oddziałującego na emocje dość nietuzinkowym twistem. Rozpocząłem tekst kontrowersyjną prowokacją, zakończę go szczerą refleksją. :) Nie będąc zdeklarowanym fanem kina za wszelką cenę poszukującego, kina które proponuje częstokroć trudną w odbiorze, bo ciężkostrawną jazdę bez trzymanki i siłą rzeczy przynosi wreszcie coś nowego na bazie grzebania w worze z dodawanymi od ponad stu lat inspiracjami, to moja ocena Bacurau jest bliska maksymalnej. Nie dlatego że wszystko mi tu idealnie współgrało, ale dlatego, iż to, co zobaczyłem zwyczajnie mnie na ponad dwie godziny bez chwili dekoncentracji przykuło do telewizora.

