Pokazywanie postów oznaczonych etykietą George Miller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą George Miller. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 lipca 2024

Furiosa: A Mad Max Saga (2024) - George Miller

 

Przypomnienie o kultowej serii poprzez jej odnowienie niemal już przed dekadą (czas niemożliwie zapier) i uwspółcześnienie jej w sensie oczywiście wykorzystania ówczesnych metod obróbki filmowego obrazu, okazało się wielce udane, mega skuteczne i zapaliło jednak do kolejnego podejścia w formacie sagi, a jak saga to pytanie ile jeszcze po Furiosie i ile z tego zdąży nadzorować stworzyciel Miller, bo metryki nie oszukasz, a kolejna dekada dla Millera tą już dziewiątą będzie, więc kto wie. Póki co jestem po seansie Furiosy, czyli mam powód by napisać, że dostałem kino maksymalnie stuningowane, ponownie efektowne i na petardzie ale już nie zaskakujące, tylko spełniające w segmencie rozrywki oczekiwania - emocje jednak (w sumie trudno by było inaczej) są szablonowe i oparte na najbliższym sercu szantażu emocjonalnym, że matka i córka i ta matka wiadomo i ta córka oczywiście musi odnaleźć ukojenie w zemście! Momentami wizualnie to wszystko wygląda nader sterylnie, jakby nie przymierzając patrzyło się na grę komputerową, ale pomimo to jest w tym wystarczająca dynamika, tak że patrząc na mniej epicki efekt od tego poprzedniego, to zapewniona jest dla ekscytacja widza. Bez przesady rzecz jasna - do Na drodze gniewu nie ma sensu przymierzać, bo co by nie kombinować i nie naciągać nie dźwiga. Bardziej nie ma co się w temacie rozpisywać. 

P.S. Czy tylko mnie najmłodsza Furiosa przypominała Marka Kondrata w Historii żółtej ciżemki?

środa, 21 grudnia 2022

Three Thousand Years of Longing / Trzy tysiące lat tęsknoty (2022) - George Miller

 

Nie ma powodu by detale ze scenariusza zdradzać i jest powód aby nazbyt nie spojlerować, mimo że wielkiej tajemnicy ta historia nie skrywa i nie kończy się skomplikowanym twistem, którego wcześniejsza znajomość kompletnie odebrałaby przyjemność poznania finału. Trzy tysiące lat tęsknoty, to tylko taki nieco odmienny metaforyczny seans terapeutyczny w anturażu baśniowym - bajka z poważnym dnem, dla wrażliwych „dużych dzieci” w tym niepejoratywnym rozumieniu określenia z cudzysłowu. Barwna rozmowa narratolożki z Dżinnem z ozdobnego flakonu, na poziomie filozoficznym i psychologicznym mega, tak samo aktorskim lipy się nie wciska (Tilda i Idris klasa), zaś na poziomie wizualnym nieco tandetnie, choć „oczojebny” prawie bollywoodzki kicz można potraktować jako usprawiedliwiony. Zastępczo podroż poprzez zakamarki ludzkiej duszy, korzystająca z historii i legend, czyli pomieszania prawdy z fikcją i nikt nie będzie wiedział gdzie granica przebiega i co jest czym. Natomiast docelowo, analiza współczesna zamknięcia się w kokonie izolacji z lęku przed niespełnieniem pragnień i życzeń, bądź można by podejrzewać (zadaję pytanie) i myślę że kompletnie się nie mylić, iż o dojrzałej kobiecie zmagającej się z Zespołem Aspergera? Na co trop wskazuje i nie wykluczam, iż tylko mnie w te rejony skojarzeniowe popycha kwestia głównej bohaterki, mówiącej o sobie co następuje - "nie umiem odczytywać uczuć, sposób w jaki działa mój mózg stanowi źródło zarówno mojej siły jak i samotności, pewnie dlatego tak lubię opowieści - dzięki nim poznaje rożne uczucia". Zatem to barwna opowieść o zmaganiu się z uciążliwościami w obrębie szeroko rozumianego spektrum autyzmu, bądź wprost, bez podpierania się współcześnie często diagnozowanym zaburzeniem, historia o wyborze życia samotniczego, ze strachu, iż będzie się kochać, a nie będzie się kochanym. Pragnieniu i życzeniu z tym ostrzeżeniem, iż każda opowieść o życzeniach zawiera przestrogę, że żadne nie kończą się szczęśliwie - a to co Drodzy Widzowie zobaczyliście, to wyjątek, bowiem happy end jest tu tak jakby połowiczny, bowiem wiele się w życiu bohaterki zmienia, jednocześnie pozostając takim samym. Chyba że odnalezienie bratniej duszy w świecie fantazji, może być równoznaczne ze spełnieniem w realnym istnieniu? Nie wiem! Niby to nie jest przekombinowane, ale jednak nieco zbyt otwarte do interpretacji, przez co niejasne, więc i ma prawo wzbudzać reakcje niejednolite - od zachwytu po sporą wstrzemięźliwość, bo akurat krytyki w stosunku do pracy Georga Millera (Mad Max/Happy Feet, jak i mniej radykalnie inaczej The Witches of Eastwick/Lorenzo's Oil ;)) nie zauważyłem, ale ja prawie w ogóle tak przed seansem, jak i po seansie opinii w temacie nie czytałem.

środa, 1 lipca 2015

Mad Max: Fury Road / Mad Max: Na drodze gniewu (2015) - George Miller




Ożesz cholera, jaką petardę dziadziuś Miller wyprodukował! Jestem pod ogromnym wrażeniem! Rzecz jasna moje nastawienie przed seansem było czysto rozrywkowe. Chciałem obejrzeć kawał efektownego kina akcji, nie oczekiwałem głębi intelektualnego spojrzenia, tylko mielone mięcho być miało i zapach wachy. Prawdziwie męska przygoda, żadnych półśrodków. Wiedział Miller czego wyznawcy kultu szalonego Maxa oczekują i spełnił ich życzenia po stokroć. W dwóch godzinach projekcji skumulował potężną dawkę czystej adrenaliny. Pod ogromnym ciśnieniem wtłaczał ją do organizmu widza zapewniając intensywne przeżycia - przynajmniej ja efektywnie odczuwałem to doładowanie. Spektakularne pościgi, potężne eksplozje, dynamiczny montaż, oszałamiające zdjęcia i podkręcająca klimat muzyka. Tempo wręcz niewiarygodne, wyczyny bohaterów również, ale to oczywiste i dla konwencji przecież naturalne. Akcja z ustawicznym zapłonem i za każdym razem potężną eksplozją, tylko incydentalnie z odrobiną refleksji by po chwili znów rozpierduchą wypełniać ekran. Jednak to co zasługuje na największą uwagę to wyobraźnia z jaką to co na ekranie spostrzegałem zostało zaaranżowane. Popuścił Miller z ekipą producencką maksymalnie wodze fantazji, przebijając to wszystko, co w poprzednich częściach kazało myśleć, że dalej i głębiej odjechać to już się nie da. Ten typ z gitarą uwieszony na ścianie głośników pozamiatał nawet  pośród konstrukcji pojazdów czy spektakularnej charakteryzacji. Zupełny odlot, wizja doprawdy imponująca, szczególnie przez pryzmat wieku reżysera. Bezdyskusyjnie kino rozrywkowe na najwyższym poziomie z furtką szeroko otwartą dla potrzeb kolejnej części. Już czekam na piątą odsłonę materializacji fantazji Millera. A bo bym zapomniał. :) Pytanie kto, Gibson czy Hardy pozostawiam bez odpowiedzi przede wszystkim z sentymentu dla Mela i szacunku dla ostatnich osiągnięć Toma. 

P.S. Sezon na odgrzewanie klasycznych pomysłów w pełni. Jest w nowej odsłonie Mad Max i Jurassic Park, będzie Terminator i wreszcie Gwiezdne Wojny. Przypomnijcie mi który aktualnie mamy rok? 

Drukuj