niedziela, 30 sierpnia 2026

Kontinental '25 (2025) - Radu Jude

 

Widzę w sobie duży potencjał na sporą, graniczącą z gigantyczną sympatię do twórczości Rude Jadu, jakbym nie był w tym jego świecie mało jeszcze obeznany i wciąż bezskutecznie próbował odnaleźć dostęp do wszystkiego co nakręcił, zanim powstał jego poprzedni, obfity czasowo hit dla bardzo wtajemniczonych - mowa o Nie obiecujcie sobie zbyt wiele po końcu świata. Znam na dzień dzisiejszy jedynie tytuły dwa, ale to już mi wystarcza abym czuł że sposób jego rozumienia kina społecznie zaangażowanego oraz bogactwo powiązań kontekstowych pod pozornie skromnym obliczem zewnętrznym, mega mi odpowiada i imponuje. Kręcenie półreportażowe, jak można w notkach doczytać w przypadku Kontinental '25 za pomocą osobistego iphone’a Jude Radu, mocno wkręcone w rozwijanie neorealistycznej historii mozaikowej. Kamera smartfona statyczna, ustawiona na szerszy plan, na rożnych płaskich płaszczyznach i charakterystycznie wykorzystana podczas ujęć w samochodach. Na poziomie treści właśnie społeczno-politycznej, wprost z życia, nieco dla pikanterii przerysowane dylematy, moralne deliberacje w świecie kapitalizmu niedojrzałego etycznie i moralności fasadowej, gdzie publiczne zadośćuczynienia stanowią formę uspokojenia sumienia, w systemowym wykorzystywaniu warstw niższych przez uprzywilejowane - tak tak, okazale socjologicznie to zabrzmiało i zaraz jeszcze zabrzmi. :) Kwestie nacjonalistyczne, nierówności społecznych i oceny w świecie internetowego opiniowania stereotypowego, przez które przemawiają frustracje i wylewana hektolitrami żółć. Być może lajtowa akurat hipokryzja i absurdy w formule kina formalnie po taniości zrealizowanym, lecz z mocnym przesłaniem analitycznym - politycznym, socjalnym. Ponadto kilka innych wtrętów, w tym metaforyczna i symboliczna filozofia Zen głoszona przez absolwenta mało atrakcyjnego na rynku pracy kierunku humanistycznego, zaistniała w dalszej części rozwijania inaugurującego przez tragedię wydarzenia oraz na tym samym levelu dyskusji objawiona nawijka znajomego narcystycznego Popa, a wszystko w sumie tak pokręcone aby opowiedzieć dosadnie i finezyjnie o wschodnioeuropejskiej patodeweloperce. Donoszę już wprost, iż bardzo mi leżało to kino bez ustawiania planu, z grubą przygodą nocną empatycznej i szanowanej Pani komorniczki po mocnym upojeniu. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj