wtorek, 11 sierpnia 2026

Cynic - Focus (1993)

 

W powszechnym rozumieniu (jeżeli komukolwiek nie związanemu chce się na definicją zastanawiać) death metal jest czymś w rodzaju stylu w ciężkiej muzyce, charakteryzującym się nieczytelną aranżacją, jazgotliwie-zgrzytliwymi gitarami oraz na poziomie tekstów gloryfikacją wszystkiego co odpychające na tym naszym padole i do tego bełkotliwego, wrzeszczącego paszczą ich interpretowania. Ogólnie najstraszniejsza obok black metalu i co ciekawe improwizowanego jazzu oraz nowoczesnej symfonicznej ekspresji anty muzyka. Piszę wstęp takowy z premedytacją i kąśliwie dodam, iż akurat taki death jaki zaproponowała czwórka wybitnych instrumentalistów ze stylem związanych, akurat w roku 1993 wiąże w jedna eksperymentalną, a zarazem spójną formę dwa kierunki wyżej wymieniane. Focus jest bowiem zarazem death metalowy, jak i jazzowy - wówczas kompletnie na scenie nowy. Wyrasta i rozkwita jednak z fundamentu jaki Chuck Schuldiner wraz z rozwojem swojej macierzystej grupy konsekwentnie promował, lecz wówczas jeszcze nie czuł powodu aby tak daleko z własnymi wizjami oryginalnego jazz-death'u zabrnąć. Miał gość chyba naturalnego czuja, gdy spojrzeć na fakt, iż Cynic rozbił wszystkie możliwe mury, przeszedł na kompletnie niezagospodarowane tereny i znikł, gdyż zapewne nie miał pomysłu na dalszą ewolucję. Nie dało rady dalej i bardziej "kosmicznie", a  gdy to określenie się pojawia, to od razu przypominam sobie, że zanim Chuck odkrył w sobie żyłkę eksploratora, to w estetyce swoją istotną rolę zaznaczył Nocturnus i może nawet bardziej niż Spiritual Healing i dalej Human, ekipa zmarłego właśnie Mike Browninga na The Key wystrzeliła w inne galaktyki death metalowej podróży ku nieznanemu. To zwięzły rys historyczny, a gdy wrócić myślami do Focusa, słucham go teraz zdecydowanie inaczej, niż gdy album liczył dopiero dni, tygodnie czy miesiące. Wtedy odpadłem, totalnie nie byłem gotowy na coś tak jazgotliwie połamanego, a później gdy już zacząłem dojrzewać do matematyki w metalu, czas już był zupełnie inny i miast doceniać prekursora, zafiksowałem się na nowej perełce jaką bezdyskusyjnie The Dillinger Escape Plan się okazali. Toteż w sumie nigdy Focus u mnie nie miał szans by urosnąć do rangi praktycznego kultu, mimo że zdarzały mi się z nim kontakty sporadyczne, ale dopiero teraz, kiedy lat w ch i jeszcze sporo więcej od premiery minęło, napisze od serca, łącząc się w sympatii z opiniami sprzed już laty, że rozumiem jakim objawieniem mogła być to płyta dla słuchacza drzewiej już na szok konstruktywny przygotowanego, a spotkanie wspomniany czterech wyjątkowych osobowości nadzieją na totalne przekonstruowanie death metalowej formuły, bądź jej intrygującego rozszczepienia. Wizjonerstwo i odwaga niebywała wypływa z każdego dźwięku, a zaawansowanie techniczne nakazuje bić najgłębsze pokłony przed instrumentalistami. Na całego zmiana spojrzenia na death metal, odrzucenie prymitywizmu czy brutalnie srogiej, zdołowanej koncepcji na rzecz połamanych struktur, lecz takiego rodzaju kombinacji, iż ciężar jest dodatkiem, a nie celem samym sobie. Pulsujące podziały jazzowe, rozbudowane przestrzenne frazy, sąsiadujące z gęstymi atakami, rozedrganiem, a do tego odjechane wokalizy, plus klimat quasi futurystyczny, a całość idealnie zbalansowana, by uniknąć dłużyzn czy z innej beczki, nie uczynić stuffu przerażająco odpychającym, przez konglomerat gęstych, skomplikowanych rozwiązań. Nie znaczy to podkreślam, iż Focus jest zarazem łatwy i trudny - on kiedyś był trudniejszy, dziś jest łatwiejszy, bowiem mnóstwo w międzyczasie w ekstremie się wydarzyło. W roku 1993 był znośnym jedynie dla maksymalnie wyrobionego i bez klapek na oczach metalowego szalikowca i nie odnosiło się to "wyrobienie" do znoszenia kilkutonowych walców czy prędkości nadświetlnych, tylko co z praktyki czasu najśmieszniejsze, na złagodzeniu klimatu i paradoksalnie skompresowaniu poprzez przewietrzenie jednocześnie faktury, by w perspektywie czasu powstała jeszcze inna - scena mega progresywnego instrumentalnego metalu. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj