Kapitalna przygoda - przygoda VERY nostalgiczna. Doskonała zabawa - fajne kontrolowane lęki i poczucie humoru w doskonałych proporcjach dla mojego pokolenia szczególnie sentymentalnie związanego z okresem, gdy kategoria filmów rozrywkowych dla dorosłych i młodzieży była spójna, czyli zajebistego kina ejtisowego, więc MEGA frajda. Być może to nowa wersja klasyki pokroju Parku Jurajskiego i Powrotu do przyszłości nawet bardziej - jeśli nie uznawać krwiożerczych dinusiów za atrybut decydujący. Koncepcja brawurowo daleka w teorii od poważnego kina, a wyszło w praktyce fajnie mądrze, prawdziwie i naprawdę emocjonująco oraz zaskakująco głęboko wzruszająco - jedna scena taka że po reakcji Anne Hathaway serce miałem pokrojone. Fantastycznie technicznie wyprodukowane kino może nieco trącące myszką, ale w rzeczywistości dzięki reżyserskiej nerdowskiej pasji, świetnie przeniesione w świat technologii XXI wieku. Wiążące znakomicie uznane wzorce z finezją i umiejętnościami, gdy przykładowo widzimy inspirowane już daleką przeszłością ujęcia w pierwszym planie twarzy bohatera, a w drugim lokacji z partnerami danej interakcji - zobaczycie zrozumiecie, nie muszę wszystkiego wyjaśniać jasno. :) Relaks i ekscytacja, gdy członki odgryzane i wyrywane przez ptako-gady są ofiarom tajemniczego zjawiska przerzucania dzielnicy w czasie, ale i soczysta dawka humoru popularnego zapodanego w bardzo obrazowej formule - patrz kopulujące sierścio-włose diplodoki. Warto było skoczyć na seansik i dać wciągnąć się w kino archetypiczne, czyli w bajzel pozostawiony niczym po ataku zombiaków! Polecam gorąco, choć to klisze, ale jakie uroczo wdzięczne klisze i jaki słodziaśnie charakterny burek Starbuck!
P.S. W sumie nie miało prawa nie zagrać, kiedy za taką konwencję zabrał się David Robert Mitchell.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz