Szalony naukowiec i jego pokiereszowani synowie, obciążeni porządnie genetycznie, czyli do sportretowania z maksymalnym dystansem i poddania potęgowaniu patoli w manierze quasi tarantinowskiej, totalnie pojechany “gang Olsena” na dziedziczonym śmietnisku wychowywany. Wpierdzielają tony tych tytułowych kurczaków (sceny posiłków są akurat wyśmienicie nieapetyczne) i w sumie większego ani tym bardziej głębszego sensu w tej warsztatowej wprawce reżyserskiej (mogli sobie pozwolić na rozwinięcie skrzydeł kolorowych, też ucharakteryzowani przekomicznie aktorzy), raczej trudno się doszukać. On (gdyby nie dało się z kontekstu wychwycić, chodzi o sens :)) jakiś naturalnie jest, nie odbieram przecież prawa makabrycznej grotesce do kamuflowania pod właściwą odpychającą stylistyką przesłania czy czegoś w tę mańkę. Tylko jakby mnie nie łaskotało abstrakcyjne poczucie humoru, to na większość makabresek jestem przed hura heheszkowaniem uodporniony. Takie duńskie poczucie humoru, nie jest nawet wyzwaniem, bowiem nie chodzi tutaj o dojrzewanie do jego skumania, lecz o z natury chyba jego ekstremy kminieniu. Były momenty że jakieś oko mnie obserwujące podczas seansu wychwyciłoby grymas wyduszonego uśmiechu. Bez względu jednak na to ile by było takich incydentów zarejestrowanych, ani raz bodaj zdrowo nie parsknąłem, a częściej robiłem wielkie oczy - konsternacji smak w rozdziawionej gębie czując. Nie wiem dokładnie co obejrzałem, mimo że jakby mnie zapytano o jakieś szczegóły, to jest duże prawdopodobieństwo iż je zapamiętałem. Konkretnie szczególna jest to produkcja - wyraziście upstrzona czarna komedia, jaka zostanie we łbie, ale powtarzam, za cholerę więcej z niej ponad przekraczanie granic dobrego smaku poprzez darcie łacha z wynaturzeń ja nie doświadczyłem. Najgorsze, iż mając apetyt na Madsa w fazie, Mads tu jak jakby pierwowzór, powtórzenia z ostatniej dotąd jego roli u Jensena.
P.S. Dopiszę (bo przy Skandynawach to obowiązek), iż gdyby Lalu znalazła chwilę by mi więcej streszczenio-refleksji pod ryjek podstawić, to pewnie zakrzyknęła by z zachwytem, że kolejna perełka od zakręconego Jensena! Z obsadą z półki najwyższej, wymiatającą, że aż pióra lecą - dosłownie. To i sporo więcej by mi do słuchu dała, Lalu „skandynawowa”. :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz