wtorek, 29 września 2026

À bout de souffle / Do utraty tchu (1960) - Jean-Luc Godard

 

Pod prąd! Z jakiej by strony nie wiało, to przekornie pod wiatr! Kompletnie inna inszość, nawet jeśli patrzy się na Do utraty tchu w roku dwa dwa zero dwa sześć, jako na pierwszy w życiu (głowa pochylona, wzrok spuszczony ;)) film francuskiej Nowej Fali. Skromność i improwizacja na pełnej. Totalny brak zasad, gdyby nie jedna - he he BRAK ZASAD! ;) Kamera z ręki, kamera w wózku, a na ulicach zaciekawieni i nieświadomi przechodnie w tle, oglądający się za siebie, na to co akurat w ulicznym zgiełku na ich oczach się dzieje i co wejdzie z czasem do fundamentalnej historii europejskiego kina. Wejdzie mozaika intuicyjna, rodzaj kontrastem manipulowania - szarżowania i studiowania subtelnego, odjechanego wnikliwego intelektualnego egzystencjalizmu, przystrojonego w atrybuty „beatowej popkultury”. To jakby romantyczny (miłość traktowana jak gra) slapstickowy twór z anty bohaterami (ówczesna zwyczajność w dzisiejszej oryginalności), czarno-szaro-biały, a zarazem urzekający jakimś pastelowym czarem. Mocno szalony, bujający w obłokach, bez scenariusza, gdzie spotyka się chaotyczny, prędki montaż, maksymalnie krótkie ujęcia z przegadanymi dłuższymi scenami, a wszystko otoczone muzycznym tłami, mocno podkreślając młodzieńczy charakter kompozycji filmowej. Kryminał niby, ale bez tajemnicy, skupiony na obserwacji postaci głównej. Trafiający przy sprzyjających okolicznościach, fartem bądź wepchnięty bezczelną charyzmą reżyserską na salony i uznany przez wpływowych za przewracającą stolik, przeciwwagę dla sterylnej epickości. Amatorszczyzna celowa w opozycji do wielkich budżetowo filmowych wydarzeń, więc w praniu uchylająca duszę, akurat nowoczesną i przekorną oraz prostotę z dziwacznym wdziękiem, która urosła do rangi stylu w kinie europejskim.

P.S. Miło się o Do utraty tchu pisze i miło się oglądało, ale od razu po seansie pomiędzy oglądającymi (towarzyszyła mi Lalu), podczas spotkania wzroku zapadła konsternacja i cisza, podsumowana po kilkunastu sekundach, jednogłośnym „nie tego się spodziewałem/am”. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj