Na Netfliksie śmiga serial dokumentalny o filmach z dzieciństwa mojego, już zaawansowanego pokolenia i jest tam też odcinek o Carpentera debiutancie, więc gdy wystukuje kilka bez zbędnego filozofowania zdań, to jako super źródło informacyjne polecam! Halloween wyprodukowany został z mikrym budżetem, a i tak był sporym ryzykiem dla tych którzy w niego zainwestowali. Nakręcony z zaangażowaniem ekipy niedoświadczonej, ale za to z pasją i pomysłami podchodzącą do na maxa improwizowanej pracy. Z obsadą specyficznie dobraną i finalnie nagrodzony tak kasowym sukcesem jak i otoczony statusem kultu. Nową erę w gatunku horroru zapoczątkowujący, korzystając u podstaw pełną gębą z suspensu, tutaj uproszczonego, turbo rozrywkowego, ale i wprowadzający gatunek w nowoczesne ówcześnie realia. Dla jednych klasyk w całej historii kina, a dla innych tylko kina gorszego, klasy B. Są też tacy którzy uznali, bądź uznają go (choć młode chyba pokolenie lubi takie kinowe archaizmy) za kiczowatą rozrywkę. W sumie to z prawdziwą, fundamentalną magią kina można mieć do czynienia, gdy kręci się z ciężarem determinacji niemal amatorskiej i robi się coś świeżego, bez względu jak to się później produkt na rynku starzeje. Tak czy siak, dziewięćdziesiąt minut które zapewniły totalnie niespodziewane przychody, uratowały twórcom zastawione w banku dupy i otoczyły się myślę że wciąż głęboko oddychającym kultem. Nich nam żyją!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz