środa, 30 września 2026

Tove Lo - Estrus (2026)



Album electro-dance-popowy, a okładka taka z innego uniwersum. Jakbym mógł bardziej się spodziewać nuty z rejonów w jakich natchnienia poszukują czy Chelsea Wolfe czy A.A. Williams przykładowo. Mimo rozdźwięku (być może pozornego) pomiędzy brzmieniami, a opakowaniem, to ja znając już niekonwencjonalna stylówę Tove Lo, nie jestem nadmiernie zaskoczony, a wręcz tak konwencja sprzeczności wpisuje się w format artystyczny, w jaki Ebba Tove Elsa Nilsson celuje. Nie przypadkowo teraz o RUI piszę, bowiem jak można sprawdzić już przy poprzednim krążku miałem panienkę na oku i bardzo, bez względu na raczej rzadko mi przyjazna stylistykę, dobrze jej twórczość subiektywnie oceniałem. Wyróżnia się Szwedka (ta nacja od z każdy popik doskonale potrafi) wyrazistością, bezkompromisowością wizualną i fajnym sięganiem do ejtisowych inspiracji syntezatorowych, przełożonych na współczesny język producencki w klimatach około elektronicznych. Estrus prądzi świetnie, nie tylko kapitalnie bioderka do pląsów zachęcając, pozwalając by też melodie mocno w główce się zagnieździły i wybrzmiewały jako zapewne otoczenie irytujące nucenie, ale mają te numery w sobie zawsze coś więcej niż tylko typowy rozrywkowy charakter. Tove ma coś do powiedzenia i nie powstrzymuje się z wyrażaniem siebie w kontrowersyjny sposób, wiążąc poczucie humoru i ostre kąsanie, ale i potrafi ta dziewczyna odsłonić bardziej subtelne części własnej osobowości - nie tylko zmysłowo :). Muzycznie Estrus składa się ze spójnej palety elektronicznych brzmień, ale i (zakładam że bas to instrument sam w sobie - chociaż jak zobaczę to będę pewny) obfitych uderzeń, pulsowania w doskonałych, bujających rytmach. Tanecznie spełnia swoją funkcję rewelacyjnie, bowiem jak już zaznaczyłem napędza nawet już raczej mało gibką fizyczność kogoś takiego jak ja. Mam tylko jedną uwagę, jaka być może jest w stanie z czasem stać się walorem jakim jeszcze nie jest, gdyż osłuchanie w Estrus moje jeszcze wstępne i nie czuję tych kawałków w kategoriach mega hitów dla nie zawsze wciskających nos w densy typiar i typów. Mam na myśli uczucie, że Dirt Femme nie przelatywało jak jeden indeks za drugim i dawało się łatwiej w tym segmencie ocennym podzielić. Estrus ma świetny flow, ale prócz Roomie jaki brzmi jakby Tove chciała pokazać, iż mega szanuje, dzisiaj środkową, a jeszcze dosłownie mgnienie oka temu późną Madonnę i składa jej hołd, to na razie, bez względu że Ruja nie jest jakąś jednolita papką, ja tych kontrastów, które promocja w mediach pewnie zarysuje, jeszcze teraz nie wychytuje. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj