W Katatonii poważne zmiany. Bez współ-główno-dowodzącego wraz z Jonasem Renske Anders Nyströma pseudonim swego czasu Blakkheim powstał nowy album i przyniósł z początku, po pierwszym moim odsłuchu konsternację, że oto po bardzo dobrze wchodzącym w uszy i głowę Sky Void nagrali krążek przez jaki może z trudem to nie przebrnąłem, ale dość opornie mi się kompozycje z niego w całość z osobna i razem układają, więc pisząc te słowa zaledwie kilka dni po premierze, gdy brakuje jeszcze czasu na wystarczające myślę wątków poskładanie, to mogę na jego kształt i tym samym wartość lekko nosem kręcić. Nie wykluczam bowiem, że postawienie na ciężar i mrok gotycki kosztem związku z melodyjną transową aurą, może spowodować iż poszczególne składowe utworów tak na otwarcie, jak i nawet z czasem nie stworzą spójnej formy. Stanie się wówczas to czego nieco się obawiam, a mianowicie uznam Nightmares as Extensions of the Waking State za album pozbawiony sznytu uwodzicielskiego i być może spodoba mi się jedynie jako intrygująca rzecz, która uparcie może będę zgłębiał, wierząc że to niemożliwe iżby tak doświadczeni aranżacyjnie twórcy zespołowi, stracili swoje ciemne, ale przebojowe jednak moce aranżacyjne. Czyżby tak się stało bowiem zabrakło rzeczonego Balkkheima i w sumie jako jedyny głównie odpowiedzialnym za kształt muzyki ostał się wiecznie skwaszony, choć zapewne sympatyczny przekornie Lord Seth. Na ten moment Nightmares as Extensions of the Waking State brakuje pewnego charakterystycznego dotyku finezji i subtelnych, przynoszących ukojenie momentów, takich jakie jeszcze udało mi się usłyszeć na przykład na promującym album singlu Lilac, ale w większej ilości to tylko pojawiają się one bardzo z rzadka. Nowe zapewne otwarcie jest zdecydowanie trudniejsze do zaakceptowania, gdy więcej ostatnio w Katatonii było odprężenia niż depresyjnego ciśnienia, a "Koszmary jako rozszerzenie stanu czuwania" przynoszą jedynie duży ciężar związany z bólem i cierpieniem, a ja nie pamiętam kiedy ostatnio tak mało po kilku dniach intrygujących cech w kawałkach Katatonii wyczułem. To nie jest póki co słaba płyta, bo póki co ona jeszcze w mojej głowie być może nie nabrała ostatecznego kształtu. Wierze więc słucham - licząc na olśnienie, wszak miewałem nierzadko do czynienia z płytami, które długo nie prądziły, ale jednak zatrybiły by zaprądzić. :)
piątek, 13 czerwca 2025
niedziela, 26 listopada 2023
Katatonia - Brave Murder Day (1996)
Katatonia z czasu Brave Murder Day i jeszcze ze dwóch trzech albumów po nim, to nie My Dying Bride z dla odmiany każdego okresu prócz rzecz jasna 34.788%... Complete, więc kiedy czytałem iż to nuta o ekstremalnie depresyjnym charakterze, to zawsze w świadomości mojej na intensywności zyskiwało takie oto przekonanie, że jak można mówić o kompletnym dole, wiedząc jak dosłownie tego doła wywołują ich kumple z "wysp". Smutek jaki wtłoczony w Brave Murder Day na pewno jest przytłaczający, ale on nie charakteryzuje się tym płaczliwym tonem, jakie przykładowo skrzypce na ikonicznych krążkach brytyjskich smutasów rządziły, tylko ucieka w kierunku specyficznej hipnozy jaką z kolei wywołuje bardzo transowe oblicze sześciu kompozycji stanowiących program płyty. Pół tuzina numerów zamkniętych w 41 minutach, to niewiele ale myślę iż w sam raz, bowiem nie mam do czynienia z muzyką nazbyt złożoną i obficie nabitą wielością wątków, bowiem styl Katatonii z tego okresu rządzi się własnymi prawami, w których rozwijanie jednego, bądź góra dwóch nadrzędnych wątków potrafi zdominować utwór, a brak jakichś spektakularnych wybiegów ze zmianami tempa czy klimatu, powoduje że uparte wydobywanie z instrumentów lekko modyfikowanego dźwięku może nieco przynudzić i tu następuje pętla w mojej analizie i wracam do startowej tezy, iż Katatonia nie dobija, a tylko swoim hipnotyczno-transowym magnetyzmem powoduje zawieszenie słuchacza. To nuta bezdyskusyjnie pozbawiona nadziei i zimna, chłodem wieje tak z dźwięków jak i teksty jeszcze silniej wywołują uczucie szaleństwa na granicy rozpaczy, ale nie tylko przez udział w sesji Mikaela Åkerfeldta bliżej jej do najstarszych dzieł wspomnianego, pod szyldem Opeth wydanych. Zamiast doom metalowych inklinacji, znacznie wyraźniej zwrócona w stronę progresywnej w metalu niszy, choć nazywanie dość ubogiej w pomysły aranżacyjne nuty progresją może być zasadnie odebrane jako wciskanie niejako na siłę w przebogate gatunkowe ramy, kiedy w rzeczywistości szwedzka ekipa karmi się ograniczonym potencjałem zagrywek. Progresywny tak, lecz w nieco innym rozumieniu tegoż określenia, gdyż rozwój motywów sprowadza się do powtarzalności urozmaicanej siłą jej natężenia i rozwijanego (powtarzam) jednego głównego tematu, czasem mniej, a czasem bardziej modyfikowanego. Zatem kiedy myślę o Katatonii z Brave Murder Day i znam też Katatonie z dalszej kariery, to jednak doceniam że ewoluowali - podobnie ma się sprawa moje stosunku do "opethowych" Orchid czy Morningrise i poniekąd jeszcze My Arms, Your Hearse. Lubię, a najbardziej szanuję, lecz żebym tracił dla nich obecnie wciąż głowę, to nie bardzo.
środa, 25 stycznia 2023
Katatonia - Sky Void of Stars (2023)
piątek, 30 kwietnia 2021
Katatonia - Discouraged Ones (1998)
czwartek, 17 września 2020
Katatonia - Last Fair Deal Gone Down (2001)
niedziela, 10 maja 2020
Katatonia - City Burials (2020)
wtorek, 21 kwietnia 2020
Katatonia - Tonight's Decision (1999)
Nim już za moment zatopię się w nadchodzącym City Burials, postanowiłem "przeprosić się" z krążkiem, który wówczas, a było to już dwadzieścia jeden oczek temu intensywnie mną poszarpał. Poszarpał stając się na ówczesną chwilę proroctwem oraz spełnioną obietnicą (zaraz przecież wparowały Last Fair Deal Gone Down i kluczowa Viva Emptiness) sporego w przyszłości rozwoju Katatonii, jako grupy która w miejscu z pewnością stać nie będzie zamierzała. Po błyskawicznym upływie trzech pięciolatek, w konfrontacji z bieżącą twórczością Szwedów Tonight's Decision mocno jednak w moim przekonaniu wyblakło i przyznaję, że od dłuższego czasu niebieska płyta nie gościła w moim odtwarzaczu. Dzisiaj kiedy po dwóch dekadach od powstania na powrót się kręci słyszę bardzo wyraźnie, że to była naturalna ewolucja, żadna jednakowoż rewolucja w dojrzewającym stylu. Kontynuacja płynna Discouraged Ones w immanentnym hipnotyzująco-transowym klimacie, z wolna rozwijanych długich tematów, nieco tylko bardziej niż to było na wspomnianej poprzedniczce, we fragmentach rytmiką nieszablonową połamanych. Siłą jednak w najczystszej postaci zniewalającą w przypadku Tonight's Decision nie jest jednak jej ultra techniczny, czy aranżersko-wizjonerski charakter, a właśnie atmosfera dołująca, która mimo dość w zasadzie jak na smutną nutę żywego tempa, do szpiku przenika gdy muzyka płynie. To muzyczna strawa idealna dla melancholików i introwertyków, którzy przy akompaniamencie sączących się dźwięków podróżować będą w głąb siebie, analizując z maniakalnym zaangażowaniem osobiste emocjonalne przeżycia - rozbijając je na najdrobniejsze atomy. :) Im nie będzie naturalnie przeszkadzać programowa monotonia czwartego albumu Katatonii, ani tym bardziej posępnie dołująca aura. Przyznaję że wielbiąc bezgranicznie dzieła Katatonii z późniejszego okresu, to teraz na nowo poczułem dlaczego u niemal zarania się tym wyjątkowym bandem zainteresowałem.










