Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Todd Solondz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Todd Solondz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 sierpnia 2026

Palindromes / Palindromy (2004) - Todd Solondz

 


Gdybym nie miał pojęcia kto to tak bez "katolickiej" wrażliwości sypie przy okazji sól na intymne ofiar rany, to byłbym w szoku, trudno i długo się kończącym. Wiem jednak na co stać Solondza, choć zaledwie jego sztandarowy Happiness jedynie widziałem, lecz mi to wystarcza z okładem aby być przygotowanym na kino brutalnie cierpkie, prowokacyjne i bezkompromisowo testujące granice "dobrego smaku". Groteskowo niby straszno, a w rzeczywistości pod jedynie cienką warstwą w miarę „normalnej” obyczajowości, jest na poważnie straszno, straszno i jeszcze bardziej straszno. Jak Solondz wymyśli i ogarnie reżysersko historię, to musi być grubo, a nawet ekstremalnie grubo. Tylko grubo poprzez podkręcanie podstępne, zwracając na PROBLEM uwagę, ale tylko oszukańczo i może za bardzo psychicznie wyczerpująco - może dlatego że obrzydliwie prawdziwie. To nie jest satyra, ani nie jest to ośmieszanie. To uwypuklanie przez kanciaste ciosanie i wykorzystywanie skrajnych sytuacji, zachowań czy wręcz patologii jako materiału, do okrutno-smutnej analizy narzędziami bardzo ostrymi, obosiecznymi, patosfer zakamuflowanych. W ch** Palindromy (ukryta symetria) inteligentne, ale i równie nieprzystępne. Napieprza Solondz kontrastami, aranżuje coś niewiarygodnie nieakceptowalnego, by otwierać oczy. Niestety chyba tylko tym co mają już otwarte, więc być może to sztuka dla sztuki, para w gwizdek itp., itd. Może czuję się totalnie niekomfortowo oszołomiony w kontakcie z takim chaotycznym nieco podbródkowym, ale tą odwagę Solondza, aby w ten sposób podnieść rękę na widza SZANUJĘ.

P.S. Bardzo chciałbym w nawijce z autorem (byłoby to mocne przeżycie) poznać końcowe intencje Todda. Czy to prowokacja anty czy proaborcyjna? Przekornie zastanawiam się czy można być aż takim idiotą, by od początku tego nie wiedzieć.

wtorek, 6 maja 2025

Happiness (1998) - Todd Solondz

 


O potrzebie, mocarnej potrzebie fizjologicznej i ducha potrzebie - chemicznej reakcji organizmu. W zupełnie zaskakującej merytorycznie (dla mnie kompletny opad szczeny) formule kina bezpośredniego, nie podkoloryzowanego, lecz też kina oryginalnie podbitego ironiczną pozą i czarnym jak czerń z najczarniejszych otchłani ludzkiej duszy, brutalnym poczuciem humoru - tak mi się z początku zdawało. Todd Solondz w zasadzie nie bierze jeńców i wali kamuflowaną prawdą o ludziach żyjących życiem na pokaz albo rozczarowanych rzeczywistością - smutnych w środku, sfrustrowanych głęboko, udających realne szczęście bądź pozostających kompletnie bez wiary w taki realnie optymistyczny, choć odrobinę scenariusz. Ludzi też z wstrząsającymi, ponurymi tajemnicami, których chore namiętności realizowane w podły, krzywdzący sposób - sytuacja z rodzaju co za świat! Tutaj kilku równoległych równoprawnych bohaterów powiązanych zależnościami bądź więzami rodzinnymi i ich zawile uczucia, więc i mozaikowa, tylko w tym przypadku nieprzekombinowana forma. Poważny przekaz, wstrząsający kierunek i sposób ukazania wątków kontrowersyjnych prosto w ryj. Bez taryfy ulgowej dla tematów tabu i bez udawania oraz oburzania - do sedna aby może mechanizmy zrozumieć, bez rzecz jasna krzywdzących ich konsekwencji usprawiedliwiania. Gdyby nie ten (o jprdl) ciężki, brudny (kto widział wie) wątek! 

Drukuj