Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Serj Tankian. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Serj Tankian. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 listopada 2022

Serj Tankian - Perplex Cities (2022)

 


Trochę te posunięcia w kwestii solowej kariery Tankiana są frustrujące, bo ja czekam na longa, a dostaję drugą z rzędu epkę, a po jej odsłuchaniu i odświeżeniu Elasticity mam przekonanie,  gdyby obydwa materiały dobrze zespolić, to miałbym właśnie to na co czekam bezskutecznie. Miałbym album który spełnia moje oczekiwania i śmiało może być postawiony obok tych, które dotychczas obdarzyłem uczuciem, a tak to te kolejne kilka numerów nie będzie nazbyt często gościło w moim odtwarzaczu, bowiem nie mam przekonania do mini produkcji, które kończą się zanim na dobre się rozpoczną. Chyba że w może się przełamię i wreszcie zacznę je traktować jako pełnowartościowe produkty, a nie wypełniacze czasu pomiędzy właściwymi płytami pełnoczasowymi. To jednak mój problem, a samo Perplex Cities składa się ze znowu dobrze napisanych i jak Tankian przyzwyczaił niepodrabialnie zaśpiewanych utworów, które tym razem jednak w odróżnieniu od Elasticity mają w sobie mniej brutalnego gitarowego wsadu, a skupiają się na klimacie, stąd bliżej im do właściwego solowego dorobku artysty, niż do dokonań sygnowanych logo SOAD. Obowiązkowe aranżacje pianina, motywy wprost nawiązujące do rodzimego folkloru Tankiana, a wszystko gustownie obudowane elektronicznymi ornamentami i podniosłą atmosferą, w której liryki nie odgrywają roli drugoplanowej, bo przecież wszyscy wiemy co przede wszystkim do pisania muzyki popycha zaangażowanego społecznika.

poniedziałek, 22 marca 2021

Serj Tankian - Elasticity (2021)

 

Z zasady epki ignoruje, ale jeśli takie małe wydawnictwo ma dla danego artysty spore znaczenie, to trudno abym ja sam także nie uznał że warto premierę odnotować, chociaż poświęcając jej oprócz czasu na odsłuch także kilka linijek tekstu. Nawet jeśli Elasticity jest tylko epką solową Serji Tankiana, to „kumaci” wiedzą że te pięć kompozycji mogło się pierwotnie pojawić na powrotnym krążku wciąż wyczekiwanego przez fanów System of A Down. Żałuję zatem po pierwsze, iż to niepełny długograj solowy, ani tym bardziej wytęskniony krążek macierzystej formacji wokalisty. Bowiem numery to świetnie skrojone i czuć w nich potencjał, a dodana opcja grupowa mogłaby przynieść naprawdę zaskakująco świeży szlif końcowy, a nawet może po latach kultowy album. Niestety goście wciąż nie mogą się dogadać, coś tam razem okazjonalnie nagrają, tylko nieco poflirtują i rozejdą się pozostawiając fanów w poczuciu zawiedzenia, często rozgoryczenia. Na koniec dodam jeszcze tylko iż zawartości Elasticity bliżej do brzmienia klasycznych albumów SOAD niż do dwóch systemowo brzmiących albumów solowych artysty. W sumie zdanie w którym napisałbym że to jak pomost łączący Elect the Dead z Harakiri tak samo byłoby zgodne z rzeczywistością. Innymi słowy to właśnie to czego oczekiwałem, a przez fakt iż nie jest to ani long solowy, ani long grupowy to jestem ponad merytoryczne zadowolenie jednak nie w pełni szczęśliwy. 

sobota, 13 lutego 2021

Serj Tankian - Elect the Dead (2007)

 


Nielichy czas minął odkąd Serj Tankian dał mi wielką nadzieję, że pomimo zamilknięcie System of a Down jego niepodrabialny styl interpretacji wokalnej będę mógł systematycznie usłyszeć, tym razem w konstelacji solowej. Niestety niespokojny duch wokalisty, a przede wszystkim zaiste jego nieszablonowe zainteresowania i odnajdywanie natchnienia w obrębie sztuki poszukującej, tak jak na Elect the Dead wręcz z nawiązka moje oczekiwania zaspokoiły, to już w kolejnych odsłonach mocno cierpliwość mą na próbę wystawiły. Pokrótce Imperfect Harmonies (2010) oraz tym bardziej Orca (2013) ze swoim penetrowaniem okolic około i wręcz w pełni symfonicznych nie trafiły w preferencje osobnika o zbyt mało wysublimowanym guście, abym mógł je docenić (a dziwnie Mondo Cane Pattona łyknąłem). ;) Natomiast jedynie Harakiri (2012) to był strzał idealnie wpasowujący się w wymagania i teraz kiedy na starcie 2021 roku pisząc tekst w temacie debiutu solowego podsłuchuje co tam Serj ma wydać na nadchodzącej epce, a co pierwotnie miało zasilić track listę powrotnej płyty jego macierzystej formacji - a nie zasili bo... zapytajcie samych bohaterów tego przykrego zamieszania, ja jestem smutny tak po prostu. Rozprawiając o tej sytuacji może więcej łez wyleję kiedy zapowiadana Elasticity ujrzy światło dzienne, teraz zamiast o przyszłości będzie o przeszłości i jak dotąd najlepszym w mym przekonaniu materiale sygnowanym nazwiskiem Tankiana. Wówczas w 2007 roku Elect the Dead był fantastyczną wyprawą w niby znane rejony folkowej egzotyki ożenionej z gitarowym ogniem i całkiem też ciekawym produktem popkulturowym. Bowiem popularność Tankiana była wielka, a muzyka którą nagrał wielce ambitna, jak i kapitalnie osadzona w klimatach na jakie czekali osieroceni fani System of a Down. Tak samo jak w tekstach słychać było wciąż żywe zainteresowanie wokalisty kwestiami społeczno-politycznymi, tak dźwięki jak i otoczka wizualna aspirowały do miana sztuki wysokich lotów. Połączenie ducha i materii, zaangażowania praktycznego i intymnej refleksyjności - znakomicie zaaranżowane i pomysłowo słuchaczowi sprzedane. Nie ma tutaj ani grama oczywistości w typowym ich rozumieniu, każda kompozycja zawiera w sobie ducha specyficznej wrażliwości Tankiana, jak i jest silnie osadzona w estetyce formacji w której składzie na popularność sobie zapracował. Jednak mimo zbieżności jest to album osobny i mnie trudno sobie wyobrazić by z łatwością mógł w tej formule stanowić naturalne rozwinięcie stylu System od a Down, gdyby następczyni Mezmerize/Hypnotize miała wtedy powstać. Nie chodzi o większą ich melodyjność czy wycieczki w quasi orkiestracyjne aranże, a o charakter - niezwykle dojrzały muzycznie, bez ograniczeń formuły i ponadto rozbudowany o nawet poukrywane pierwiastki psychodeliczne, a przez to barwniejszy od propozycji SOAD. Szanowałem od początku, a teraz z perspektywy czasu darzę wielkim uczuciem.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Serj Tankian - Harakiri (2012)




Cieszę się okrutnie, że po nieudanych pseudo-symfonicznych eksperymentach na Imperfect Harmonies, Tankian do kompozycji w których od lat odnajduje się najlepiej powrócił. Harakiri bowiem to monolit, który w swoim wnętrzu zarówno "systemowe" petardy jak i pełne niekonwencjonalnych rozwiązań pulsujące struktury ukrywa. Album to zwarty, zdecydowanie o potencjale komercyjnym większym niż Elect the Dead - jednak w żadnym momencie granicy kiczu nieprzekraczającym. Muzyczna wrażliwość i kompozytorskie wyczucie Serja pozwala utworom, nawet tak blisko popularnej popowej estetyki egzystującym efektu spłycenia unikać. Nasycenie numerów wysmakowanymi detalami, wespół z melodyczno-wokalnymi orientalizmami szanse daje w tych pierwotnie prostych kompozycjach wciąż nowe wątki odnajdywać. Po wielokrotnym z albumem kontakcie jeden wniosek podsumowujący nasuwa się wyraźnie - Tankian przerostu formy nad treścią uniknął.

P.S. I ten do Occupied Tears obrazek. Miód w postaci najczystszej!

Drukuj