Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alejandro Amenábar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alejandro Amenábar. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 marca 2021

Mientras dure la guerra / Póki trwa wojna (2019) - Alejandro Amenábar

 

Amenábar zasłużenie posiada już nazwisko zapisane w historii nie tylko europejskiej kinematografii. Wystarczy przypomnieć Abre los ojos, Mar adentro czy też nawet The Others i nie ma już wątpliwości, nie ma myślę pytań. Ostatnio jednak filmy jego nazwiskiem podpisane (z tego co zdążyłem zauważyć) nie wzbudzają aż tak ogromnego zainteresowania i przez krytykę nie są podawane jako przykłady produkcji wyjątkowo udanych, tym bardziej zasługujących na najwyższe filmowe laury. Stąd miałem obawy czy tym razem będzie ekscytował czy tylko poprawnym rzemieślniczym warsztatem wzbudzi względne tylko uznanie. Szczególniej że temat około biograficzno-historyczny, to działka dość podatna na reżyserską wstrzemięźliwość, ograniczającą formułę do klasycznych szablonów. Ponadto jeśli rozgrzebuje się dzisiaj historię, to trzeba liczyć się z tym że przedstawiciele dwóch skrajnych interpretacji minionych wydarzeń (tym bardziej kiedy wyraźnie okopani są na własnych pozycjach), będą emocjonalnie reagowali krytyką niekoniecznie merytoryczną. Historia Półwyspu Iberyjskiego jest skomplikowana, tak samo ta zamierzchła jak i w miarę jeszcze współczesna. Tym samym ważne postaci z jej kart stają się kontrowersyjne, bowiem w wirze splątanych wydarzeń, stając w teorii po właściwej stronie (a jak się okazuje w tym przypadku) po czasie w praktyce ich wybory czynią ich niezamierzenie zwolennikami dyktatur. Świadomi zawiłej sytuacji mędrcy popełniają błędy i jak w tych okolicznościach dziwić się zwykłym, częstokroć zwyczajnie ograniczonym intelektualnie ludziom, którzy często bezwiednie naiwnie ale bez złych intencji pozwalają się zmanipulować cynicznym, bądź wprost nawiedzonym politykom. Amenábar muszę przyznać wyraźnie i przystępnie zarysowuje te niuanse, jednak jako film jego obraz nieco kuleje, gdyż emocje są nie dość sugestywne, a wręcz fragmentarycznie poprzez paradoksalnie w górnolotności uwikłanie wręcz płaskie, a wydarzenia o ogromnym potencjale tragicznym bez koniecznej żywej dramaturgii ukazane. Trudno mi więc o pozbawiony „ale” entuzjazm, kiedy po seansie należy swoje odczucia wyartykułować. Przykro mi że doskonały onegdaj reżyser, którego większość filmów posiadało walor artystycznej ambicji, teraz tylko rzemieślniczo, czyli akademicko odtwórczo kwestie ważkich dylematów na język kina adaptuje. Poprawnie to w tym przypadku zbyt mało. Portret osobistej tragedii wielkiego chrześcijańskiego myśliciela z epoki, na tle przełomowych i dramatycznych w skutki dla historii Hiszpanii wydarzeń zasługuje myślę na więcej.

P.S. Wszędzie polityka, wszystko jest polityką. Byliśmy wielokrotnie przez nią zgubieni, wciąż jesteśmy i niestety nie widzę szans byśmy w przyszłości przez nią zgubieni nie byli. Żadna konstruktywna nauka z przeszłości do ludzkości w wymiarze stadnym się nie przebije.

niedziela, 15 listopada 2020

Mar adentro / W stronę morza (2004) - Alejandro Amenábar

 


Pierwszy raz W stronę morza obejrzałem, w tym krótkim przedziale czasowym, pomiędzy nawrotem (po wielu latach niemal zupełnego zaniedbania) osobistej filmowej pasji, a startem z przypadku kronikarskiego archiwizowania przeżyć jakie ona na powrót zaczęła mi dostarczać. Teraz po niemal dekadzie drugi seans utwierdził mnie tylko w przekonaniu, że dzieło to z półki wybitnych, choć nakręcone prostymi metodami, bez jakiejkolwiek pomocy bardziej spektakularnych, czy nawet li tylko artystycznie finezyjnych środków. Obraz skromny, a jednocześnie głęboko emocjonalny, tak wzruszająco pięknie opowiadający o wielkiej osobistej tragedii bohatera, na ile tylko dramatyzm opartej na autentycznych wydarzeniach sytuacji pozwalał. Obraz powściągliwy, lecz jednocześnie nadzwyczaj wymowny, bez silenia się na posiłkowanie z miejsca rozpoznawalnym szantażem emocjonalnym. Dostarczający newralgicznych dla formuły naturalnych fal z morza poruszeń, rozbijających się z łoskotem o skały rzeczywistej tragedii. Liryczna opowieść, w której nostalgiczny charakter przenika się z prowadzonym subtelnie filozoficznym wątkiem przyspieszonej śmierci na życzenie. Bez aroganckiej egoistycznej przepychanki na argumenty, tylko z człowiekiem z krwi i kości w centrum zainteresowania - ponad ideologicznymi czy religijnymi przekonaniami. Z którymi owszem wchodzi w polemikę, lecz z poziomu serca, a nie interesów jednostki czy społeczeństwa. Jeden z tych zaangażowanych obrazów wyjątkowo mocno odciskających się w pamięci i dla świadomości życia w realiach nieprzewidzianych skutków naszych codziennych działań, do wyobraźni z gigantyczną siłą przemawiający. Jak najbardziej zasłużenie doceniony na wielu festiwalach, w tym ze zdobytym Oscarem za najlepszy film nieanglojęzyczny z roku 2005 i pamiętną rolą Javiera Bardema, tak daleką od jego głównego filmowego portfolio.

wtorek, 7 stycznia 2020

The Others / Inni (2001) - Alejandro Amenábar




Inni w telewizyjnym programie, Inni na ekranie i postanawiam powiedzieć sprawdzam! Może nie aż po dziewiętnastu latach, bowiem zdarzyło mi się jeszcze może dwukrotnie od premiery wejść w ten pięknie wykreowany przez Alejandro Amenábara świat klasycznego horroru. Decyduję się na odświeżenie, gdyż chciałbym się dowiedzieć, czy wrażenie jakie ówcześnie zrobił będzie chociaż w części podobne jak lata temu. Oczywiście nie ma mowy, by znając finałowy twist w ten sam sposób tą ówcześnie zjawiskowo przewrotną historię poznawać, ale dzięki znajomości przebiegłej formuły móc drobiazgowo doszukiwać się mniejszych lub większych logicznych wpadek. Ale tego jednak nie zrobię, bo detale scenariuszowe są ważne i o spójności tajemnicy decydujące, lecz najważniejszym walorem The Others jest niesamowity klimat nawiązujący do atmosfery wiktoriańsko-edwardiańskiej Anglii, osadzony jednako w okolicach finału II wojny światowej na opustoszałej wówczas wyspie Jersey. I teraz kiedy zarówno już wszystko wiem z perspektywy lat które minęły oraz tej dzisiejszej równie ważnej, to myślę, że cała zabawa w tego rodzaju kino posiada wciąż kapitalny walor wizualny, przez ząb czasu bez najmniejszego zaskoczenia nienadgryziony. W rolach głównych bowiem malownicza groza, a w niej tak samo banalny, jak zawsze sugestywny półmrok i mgła, stary nawiedzony dom oraz orkiestracje, kiedy jeszcze wyraźniej należy podkreślić odczucie lęku. Zdjęcia dopieszczone i istotna waga w nich użycia waloru światła właśnie, ponadto rodzaj mistycyzmu i filozoficznej refleksji, ale też kluczowe dla poruszającej wymowy odniesienie do stresu wywołanego obawą o życie i tęsknotą za najbliższymi. Niby kolejny, przecież niczym większym się nie wyróżniający, mocno artystyczny film grozy, a jednak coś w dobie krwistego kiczem straszenia, mimo iż nie wyjątkowo świeżego, to z pewnością nadal „innego”.

Drukuj