Brian Helgeland to nie Scorsese, Coppola czy inny De
Palma i chwała mu za to, że nie próbował mierzyć się „na poważnie” z mistrzami
kina gangsterskiego, tylko zamiast stanąć do nierównej konfrontacji sprytnie
ustawił autentyczną opowieść o braciach Kray w nieco groteskowej formule. Bo
jak inaczej nazwać przejaskrawienie do rozmiarów niemal karykaturalnych
psychola Ronniego i jak potraktować sceny rozrób, bijatyk przypominające
bardziej komiksową czy animowaną formułę okładania się po pyskach. :) Podobnie
sprawa wygląda od strony scenografii, gdzie ulice, domy, wnętrza czy nawet
pojazdy są do przesady wymuskane i bardziej przypominają swym charakterem
amerykańskie przedmieścia niż robotnicze dzielnice angielskiej stolicy.
Stylizacja wzięła górę nad autentyzmem i dotrzymała przyznaje kroku założeniom
scenariusza. Do zakładanych zamierzeń twórców idealnie dostosowali się także
aktorzy zarówno drugiego jak i pierwszego planu, a podwójna kreacja Toma
Hardy’ego stała się wisienką na tym apetycznym torcie. I jedynie dramatyczne
okoliczności działalności braci Kray i ich ofiary zakłócają ten poniekąd
sielankowy obraz gangsterskiej profesji. Tyle że patrząc przez pryzmat
brytyjskiej czarnej komedii taka nienaturalna symbioza zdaje się być
usprawiedliwiona. Bez typowej wyspiarskiej ironii pewnie nie byłaby to tak przednia rozrywka.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brian Helgeland. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brian Helgeland. Pokaż wszystkie posty
środa, 17 lutego 2016
środa, 6 listopada 2013
42 (2013) - Brian Helgeland
Absolutnie nie rozumiem zasad
oraz fenomenu baseballa! Rozumiem natomiast, a może mam tylko takie wrażenie, czym jest bezpodstawna fobia w stosunku do odmienności. I na tym aspekcie w
oczywisty sposób należałoby się skupić podczas seansu z 42, bo obraz to o
motywacji, pracy, samozaparciu, charakterze i odwadze w konfrontacji ze
sztucznymi uprzedzeniami. Ciepło opowiedziana historia bez spektakularnych
fajerwerków, jakie tu przecież zbędne. Może nie porywająca w tak intensywnym
stopniu jak się spodziewałem, jednak w satysfakcjonujący sposób dostarczająca
emocjonalnej strawy. Do kilku wniosków skłaniająca z których poniższe w przekonaniu
moim szczególnie istotne. Mianowicie, że ludzie zawsze się zmieniają, ich
postawy ewoluują choć proces to długotrwały, przez co jego często skromne
efekty mało kontrastowe. Sztuczne podziały ustępują pod naporem naturalnych
praw – takich co bezpodstawnych granic nie uznają. Szacunek zaś, status
uzyskany dzięki własnym osiągnięciom przy wsparciu życzliwości wartość
ogromną i żywotność bezgraniczną posiadają.
Trudna rola pioniera, jednak pamięć o nim legendarna.
P.S. Tak na marginesie – już
dawno nie widziałem Harrisona Forda w tak przekonującej roli.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

