Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rémi Bezançon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rémi Bezançon. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 sierpnia 2020

Le mystère Henri Pick / Tajemnica Henriego Picka (2019) - Rémi Bezançon



Sama w sobie w szerokim kontekście filmów znakomitych, to ta produkcja zasadniczo może nie ekscytuje, bowiem jest książkowo wstrzemięźliwa, ale w kategorii intrygującej obyczajówki na niedzielne leniwe popołudnie i z całkiem zgrabnie oryginalną tajemnicą przemyconą w fabule mieści się w kategorii historii w chwili lenistwa na kanapie wartych uwagi. Co najbardziej prócz pomysłu zawartego w scenariuszu może się podobać, to proste aczkolwiek subtelne prowadzenie narracji, ciepła formuła opowiadania, malownicze plenery z czarująca architekturą (szczególnie ta bretońska) i wreszcie sama artystyczna maniera z bibliofilskim szlifem. Najwięcej jednak w sensie sympatycznego odbioru w moim odczuciu zależy tutaj od tła. Tła  muzycznego, które fantastycznie łączy znane klasyczne w formie motywy z lekkiego intelektualnego kina komediowego z udanymi fragmentarycznymi próbami włączenia do ścieżki pomysłów mniej banalnych - zaskakująco nietuzinkowych dźwięków właściwie przykuwających uwagę i podkręcających atmosferę rozbudowywanej konsekwentnie tajemnicy. Ponadto nawet jeśli nie ma w nim jako w produkcji poniekąd familijnej ambicji zostania przebojem kin czy platform udostępniających kino, to zasługuje na co najmniej średnio entuzjastyczną ocenę, co powyżej użytymi znakami tworzącymi słowa i w miarę sensowne zdania (he he), chyba dałem do zrozumienia?

niedziela, 8 lutego 2015

Le premier jour du reste de ta vie / Dzień, który odmienił twoje życie (2008) - Rémi Bezançon




Czas zapieprza, lata lecą odmierzane zrywanymi kartkami z kalendarza. Dzieci dorastają i naturalnie opuszczają rodzinne gniazdo, by czasami zaskakująco powrócić, a innym razem na lata się w pełni odizolować. Pozostają poszarpane emocjami wspomnienia, starymi zdjęciami przywoływane nostalgiczne podróże w przeszłość. Czas nieco może zwalnia i myśli natrętne do głowy wtłacza - jakbym swój czas przeżył, gdybym jeszcze raz szanse otrzymał, by nie popełniać błędów, aby dostrzegać to, co dopiero z wieloletniej perspektywy jest zauważalne. Nie przegapił tych przełomowych momentów, tych chwil, które decydująco kształtują osobowość i pozostawiają trwały ślad w psychice. Każdy członek rodziny, to osobny mikrokosmos dyspozycji psychicznych, bagażu przeżyć i doświadczeń, a sytuacja dodatkowo komplikowana perspektywą wieku i słabościami z kolejnymi jego okresami związanymi. Ten kalejdoskop zwykłych wydarzeń, w niezwykły sposób odbijających się na psychice bohaterów i złożonej relacji wewnątrzrodzinnej jak w soczewce skupił Rémi Bezançon. Z przymrużeniem oka, odrobiną poczucia humoru, a kiedy to konieczne z pełną powagą nakreślił system emocjonalnych zależności, naszkicował sieć powiązań w rodzinie trójpokoleniowej. Zrobił to merytorycznie z powodzeniem, unikając taniego moralizatorstwa, jednak zabrakło większego rozmachu w kwestii formy i zamiast obrazu, który w pełni zachwyca, jedynie coś na kształt ograniczonego budżetowo teatru telewizji powstało. Obejrzałem go jednako z zaangażowaniem, nieco oko przymykając na te, może dla wielu marginalne niedoskonałości. Oceniam też w miarę wysoko, ale mojego życia dzień w którym niemal dwie godziny z rodziną Duval spędziłem z pewnością nie odmieni, może jedynie chwilowo da impuls do refleksji.

Drukuj