Jestem mocno, bo o sześć latek spóźniony z promowaniem tej znakomitej epki, której jakość w mojej optyce tak wysoka, iż pozwalam sobie dopiero któryś raz (może palce jednej łapki, dwóch łapek) na blogaska wrzucać tekst o krótkim materiale. Tak mi leży to co Teri Gender Bender skroiła i nagrała, na tej wówczas walentynkowej płytce, gdzie jest dużo (he he) o miłości, w poetyckiej (taki Love Someone wręcz na przykład balladowy) estetyce pierwotnie garażowo-punkowej, a w rzeczywistości z istotnym udziałem nowoczesnego sznytu, czyli pływającej w tle brudnej, zadziornej, kompletnie nie miałkiej elektroniki. Teksty refleksyjne i drążące odważnie zagadnienia o naturze kobiecej - dojrzewaniu, przyjmowaniu ról, niosąc bodaj ciężar brzemienia w ciszy, czy może wokół jazgocie wywołującym wstyd. Nie wiem, gdybam sobie poniekąd, bo jakbym miał przecież trafiać z interpretacją, kiedy mojej samczej naturze daleko do empatycznej wrażliwości. Dlatego zasysam więcej z brzmień i pomysłów aranżerskich, niż z treści lirycznej i jak pozwoliłem sobie na starcie dać do zrozumienia, tą sferę Don't Bleed (tytuł mówi dużo i jeszcze więcej) uznać za przezajebistą, stąd taki azymut na przyszłości w rozwoju ekipy życzeniowo propsować. W sumie brak mi wiedzy co się w tym obozie teraz dzieje, a i mam jakieś niewielkie obawy co do dalszego kreatywnego istnienia, bowiem od ostatniego długograja stuka właśnie rok siódmy milczenia. Oby wkrótce czymś w punkt przerwanego!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Le Butcherettes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Le Butcherettes. Pokaż wszystkie posty
piątek, 24 lipca 2026
czwartek, 16 grudnia 2021
Le Butcherettes - A Raw Youth (2015)
Jeżeli mnie znaleziona notka biograficzna w błąd nie wprowadza, A Raw Youth to trzeci krążek Teri Gender Bender nagrany pod szyldem Le Butcherettes. Na artystkę trafiłem swego czasu za sprawą zapoznania i z czasem pozostania już na stałe fanem ekipy Crystal Fairy, prowadzonej przez legendarnego Buzza Osborne'a. Ta historia szerzej opowiedziana przy okazji refleksji wokół jak dotąd ostatniej płyty Le Butcherettes, jak i oczywiście debiutanckiego albumu Crystal Fairy została, więc w tym miejscu błyskawicznie szoruje w kierunku sedna nawijki, zamiast plątać się w powielanych wstępach. A Raw Youth rozpoznaję z pozycji znajomości zaledwie dwóch krążków LB i ta ograniczona wiedza pozwala mi napisać wyłącznie, że nagrany w cztery lata po tutaj omawianym materiale bi/MENTAL jawi się jako bardziej okrzepła wersja A Raw Youth, gdyż nie stroniąc od osobliwych eksperymentów brzmieniowych i wokalnych nie zawiera w swoim programie tak bardzo żywo oddziaływujących dziwów, a opiera się przede wszystkim na aranżacyjnym opanowaniu chaosu. Stąd listę indeksów poprzednika wypełnia taki o punkowej proweniencji bezpośredni strzał jak otwierający Shave the Pride, wsparty syntezatorowym jazgotem My Mallely czy Sold Less Than Gold, dalej urozmaicany rytmicznie funkowym pulsem i wokalizami przywodzącymi na myśl Kate Bush Stab My Back, sączący mrok, dramaturgię i napięcie, najlepszy na płycie Witchless C Spot, czy uroczo płynący, z "pikającym" motywem klawisza Lonely & Drunk. Ale też (i oto mi chodzi) kilka dziwactw, w tym zaśpiewany w duecie z Iggym Popem dysonansowy La Uva. Właśnie akurat mnie te kilka niepotrzebnych rodzynków w dobrze wypieczonym serniczku przeszkadza, ale ja nie jestem jeszcze lub nigdy mi nie będzie pisanym być koneserem garażowego rocka, tudzież jak w tych "krytykowanych" fragmentach pancurskiego noise'u. Mimo że mam świadomość, iż on w tej akurat postaci nie straszny tak jak noise z programowo popuszczonymi lejcami, dla mnie jednak Le Butcherettes z bardziej wypolerowanymi, bądź po prostu względnie tradycyjnie rockowymi aranżacjami jest paradoksalnie ciekawszy i aspirujący, bo dający sobie szansę na wyjście poza mocno ograniczony underground. Za to coraz bardziej lubię bi/MENTAL i cenię też wymienione w tonie poczucia satysfakcji te akurat chwytliwsze numery z omawianego krążka.
piątek, 28 sierpnia 2020
Le Butcherettes - bi/MENTAL (2019)
Odkąd w moje łapska wpadł debiut Crystal Fairy, ten stworzony pod dowództwem legendarnego Buzza Osborna materiał bardzo systematycznie powraca i słucham go z wielką przyjemnością. Muzycznie uleżał się w mojej świadomości na tyle dobrze, bym zarówno doskonale znał występujące tam chwytliwe motywy, ale też wciąż nie przestaje on dostarczać podniet o charakterze pomysłów aranżacyjnych po wielokrotnych odtworzeniach dopiero zauważalnych. To akurat słowo o dźwiękach, a tak naprawdę nawijając o nich zmierzam tym minimalistycznym wstępniakiem do osoby wokalistki, którą błyskotliwy Buzz gdzieś w mało mainstreamowej rzeczywistości odnalazł i pewnie nie tylko mnie objawił. Zafascynowała mnie ta młoda dziewczyna zarówno niezwykle plastycznym interpretacyjnie głosem, jak i tym, iż okazało się że spod ogona sroce nie wypadła, udzielając się mimo skromniutkiego wieku na scenie bardzo szeroko już od niemal dekady. Trochę jednak trwało zanim przechwyciłem A Raw Youth (2015) i znalazłem czas by zapoznać się chociaż pobieżnie z twórczością Le Butcherettes. Akurat z tych sesji nie spisałem do tej pory maksymalnie subiektywnej refleksji, nazywanej na stronach NTOTR77 na wyrost recką, ale kiedy światło dzienne ujrzało Bi/MENTAL wtedy już myślałem, że nie ma bata - recka powstanie błyskawicznie. :) Tak he he, zatem zamiast około marca roku 2019-ego wjeżdża recka czwartego krążka Le Butcherettes, he he z poślizgiem półtorarocznym. :) Powody takiej karygodnej sytuacji są dwa. Raz to nowych materiałów miałem (do czasu urodzenia w dalekiej Azji naszej obecnej przyjaciółki pandemii) zatrzęsienie, a dwa zaś stylistyczna zawartość bi/MENTAL akurat nie predestynowała go do roli łatwych w ocenie, tym bardziej w charakterystyce. Nie zna się cholera zwyczajnie we mnie NTOTR77 na takim graniu, bo "garage-punkowych" z definicji produkcji nie poznałem w swym życiu na tyle wiele, by doświadczenie dostarczało łatwych do zastosowania szablonów, a napisanie że coś mi się podoba lub nie podoba i podparcie którejś z opcji argumentacją "bo tak!", wykluczyłoby mnie ze społeczności amatorskich pismaków natychmiast. Obawy ego więc tu zawiniły, ale co tu zrobić kiedy nawet dzisiaj one prawie tak samo duże jak wtedy, gdy bi/MENTAL rozdziewiczałem? Może napisać posiłkując się wiedzą z netu coś więcej o miejscu tych dźwięków pośród rockowej stylistyki? A może sięgając do własnych emocji skupić się na surowych, ale jednak własnych odczuciach? Pierwsze jest lanserskim zachowaniem którego się jak nie przebierając w słowach skur********* brzydzę, więc zrobiłbym naturalnie to drugie - gdybym tylko potrafił teraz ubrać w słowa to co czuję, gdy w tle lecą numery z bi/MENTAL. Wysilając się ile jestem w stanie napiszę zatem tylko, że bardzo dobrze robi mi ta płytka, a szczególnie dobrze udział wokalny zajebistej Teresy Suárez Cosío aka Teri Gender Bender, rocznik 1989. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
