Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Richard Attenborough. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Richard Attenborough. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 maja 2026

Magic / Magia (1978) - Richard Attenborough

 

Świetna, wręcz fenomenalna, niewystarczająco znana jak mi się zdaje rola Hopkinsa. Doskonała warsztatowo, łącząca kapitalną synchronizację i koncentrację (aby być jednocześnie komikiem brzuchomówcą i magikiem-iluzjonistą) z komediową żyłką, w jak się okaże (ku memu zaskoczeniu) dramatycznej i zupełnie inaczej gatunkowo ewoluującej historii. Majstersztyk jak tra la la i ja się cholera dziwię że dopiero Lalu mi uświadomiła, takie coś znakomite jest do obejrzenia (o czym kontekstowo w post scriptum oryginalnie przeklejone) - sama dowiadując się kilka tygodni wcześniej bodaj, gdy szczerą do bólu autobiografię Hopkinsa przede mną przeczytać zdążyła. Kupił sir Anthony mnie na marginesie swoją podsumowującą życie, niepozbawioną goryczy i autoironii, a jednak w sumie ciepłą i oczywiście dojrzale intelektualną wypowiedzią literacką i przekonał podobnie w „starym kinie” sznytem stylistycznym, w punkt obsadą i scenariuszem na podstawie intrygującej, nabitej klasycznie grozą historią też sir Richard. Wciągający i sugestywnie jak cholera przejmująco-wstrząsający bowiem skrypt tenże, jaki nawet nie jest tu największym walorem, bo najjaśniej świeci jak od startu donoszę fascynując i przerażając zarazem, zaburzona postać Hopkinsa, która dodaje niesamowitego klimatu, zaliczając porażającą przemianę – może nieco inną merytorycznie, ale porównywalną jakościowo do tej Normana Bates’a, wiadomo że z Psychozy. Psychiczne zaburzenia zostały absorbująco zagrane na poziomie wiarygodności niezwykle wysokiej. Schizofrenia, rozczepienie osobowości, czy osobowość wielokrotnie sprytnie kamuflowana. Trochę nie wierzę, ale jest faktem dla mnie w tym momencie niezbitym, iż Attenborough jako aranżer sceny lepszy tutaj od samego Hitchcocka.

P.S. Magię napędza fenomenalny Hopkins, brawurowo odegraną rolą zaburzonego psychicznie magika brzuchomówcy. Niezwykle przekonujący, raczkujący jeszcze, ale jakże dojrzale, dr Hannibal Lecter, z nerwem, potem napięciem i wściekłym okiem. Niebezpiecznie poddany umysłowo swojej scenicznej lalce Fatsy, tworzy z nią pełen sprzeczności duet dwóch popaprańców, zamkniętych w ciele i psychice jednego. Klimatyczną atmosferę podkręca muzyka J. Goldsmitha, poruszając i odurzając drażliwymi i nadpobudliwymi dźwiękami.

środa, 12 lutego 2025

Chaplin / Charlie (1992) - Richard Attenborough

 

Raczej standardowy, bardzo porządny biopic technicznie, a poza względem treści a jakże także, bo każda historia sławy niby inna, upstrzona odmiennymi detalami, choć też często jej istotne momenty zaskakująco zbieżne. Bieda hartująca, artystyczny talent za cenę nadwrażliwości i determinacja nadzwyczajna by gdzieś w okolicy Olimpu lub na nim zacząć spadać i skończyć na dnie bądź się jeszcze po otrząśnięciu może odbić - jak Feniks odrodzić. Chaplin/Charlie to cześć z tego schematu na pewno - to bieda i talent, to determinacja ale na szczęście bez pikowania w dół typowego, bo Charlie to jednak tak klasa artystyczna jak i człowiek o wysokiej jakości przyzwoitości. Wizualnie podkreślę bez fuszerki i bez zaskoczeń. Narracyjnie w sposób poprawnie uporządkowany. Dramaturgicznie tak by wzruszyć i poruszyć, chociaż w sposób być może nader schematyczny. Prawda o człowieku jaką sam podobno spisał, więc wyłącznie przez niego ocenzurowana - bez wiary (mimo że przyzwoitości w Charliem więcej niż słabości) bezgranicznej co do idealistycznej spowiedzi w sensie rozdrapywania strupów obiektywnego, dogryzania się do kości, grzebania w bebechach. Chronologiczne narracyjne skoki i powroty, zmontowane bez zarzutów, jednak to co najbardziej smakowite, to te scenki improwizowane i kręcone. One najczystszej wody majstersztykami i jest w nich ten najważniejszy slapstickowy czar, a w kolorze to już doświadczenie nowe i na nowy sposób urocze. Zasługa Robercika - aktorskie mistrzostwo świata, szczególnie kiedy wziąć pod uwagę, że to rola tak charakterystyczna, iż jej przeforsowanie nie trudne do wyobrażenia. Nie znoszę w poważnych biografiach przerysowywania, więc doceniam tym bardziej.

P.S. Niewiarygodne, że w lutym 2025 oglądałem po raz pierwszy!

Drukuj