środa, 12 sierpnia 2026

Atheis - Elements (1993)

 

Podczas odsłuchów Cynic, badanie słów kluczowych, czy inne ustrojstwo dobierające podobne treści wbiły mi w oczy tą charakterystyczną okładkę trójki Atheist i olśniło mnie, pamięć cucąc, że zanim może o Nocturnusa najmocniejszych dokonaniach, to obok ekipy z Paulem Masvidalem na czele, powinna chociażby właśnie Elements Atheis się pojawić. Równie mocny album w sensie łączenia gatunkowych proweniencji, gdzie jednako obok fundamentalnego death'u, muzycy ochoczo korzystają z inspiracji tak jazzu, jak jeszcze bardziej egzotycznego flamenco i doskonale zrytmizowanego, mrocznego, surowego bluesa. Osobiście Elements trafia do mnie z większym impetem niż Focus, a i samo jest krążkiem przystępniejszym, z bardziej wyeksponowaną melodyjnością. Ponadto typ wokalnej ekspozycji jakiej używał Kelly Shaefer kręcił mnie mocniej, niż Masvidala gardłowe popisy, ale najmocniej to zapadł mi w pamięć basu furkot Tony'ego Choy'a, a taki Air mogę śmiało uznawać za fenomen kreatywnego podejścia do basu figur wykorzystywania. To nie jedyne rzecz jasna walory kompozycji z Elements, bowiem sama w sobie konstrukcja materiału robi doskonałą robotę, gdy pomiędzy właściwe numery znakomite miniaturki instrumentalne zostają wplecione. Cynic i Atheist z roku 1993 jawią się jako główne motory napędowe rozwoju deathowej stylistyki, a dzięki nim scena nie patrzy już w stronę szybciej czy brutalniej, ale poszukuje bocznych furtek, których otwarcie wypuści zaduch i nabierze głębokiego oddechu. Atheist z tego okresu odmiennie od Cynic nie myśli wyłącznie o włączaniu elementów skrajnie teoretycznie niepasujących w ramy klasycznego, a często już zdominowanego death metalu, ale pozwala sobie by eklektyzm stanowił jeden z fundamentalnych walorów materiału, stąd obok siebie i bez poczucia niespójności (to jest gigantyczny plus na rzecz ekipy z Shaeferem) współegzystuje stricte death z feelingiem niemal pop rockowym. Uwielbiam przykładowo pomysł i koncepcję dynamiki wałka tytułowego, jak i tą jaka stoi za Mineral - tak samo z sympatią odbierając to co w tym utworze dzieje się w drażliwej rytmice, jak i w wątkach uspokajających ten żywioł. Można by śmiało donieść, iż trójeczka to eklektyzm formalny powiązany z miażdżącymi riffami i wpuszczonym w ten misz masz uporządkowujący fusion, ze szczególnym udziałem emocjonalnych pasaży. Krążek żyje osobliwym życiem wewnętrznego rozdygotania, a w tym nerwie jest jednak kontrolowany i dawkowany odprężający spokój. To nuta zdecydowanie milsza dla ucha i zdatna nawet do przełknięcia dla kogoś z rozregulowanym układem nerwowych - czego o Focus Cynica nie mogłem wcześniej napisać i teraz też nie wspomnę w formie oznajmującej. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj