Nie mam przekonania o znamionach jednoznacznej pewności, że chciałbym się przychylić do ogólnej oceny profesjonalnej krytyki, iż Anna Jadowska nakręciła dzieło wyrastające w ostatnich latach ponad inne, ale to przeświadczenie iż Dorota Pomykała stworzyła niezwykle odważnie i zarazem opierając ją na subtelnościach wielką kreację aktorską, podzielam bez uwag. Niewątpliwie dzięki roli Pomykały film aktorsko wypada znakomicie, ale jest też sam jako konstrukt obrazem nakręconym z zamysłem wartym głębszej analizy. Zrobionym z dużą wrażliwością artystyczną, popartym myślę głębokim przygotowaniem merytorycznym, więc nie ma powodów aby czepiać się dziur logicznych i naciąganych teorii (jak to bywało u konkurencji), bowiem ich tu po prostu nie ma. Obraz to myślę bardzo bliski autentyzmowi, ale jego charakter gorliwie specyfiką miejsca (chyba Polska B) przesiąknięty, więc może jednak budzić odczucie nadwrażliwego spojrzenia przedstawiciela wielkomiejskich środowisk artystycznych na okoliczności miejsca i życia jakiego z autopsji może nie rozpoznawać czy nie rozumieć. Ponadto człowiek i jego problemy natury psychicznej, to temat bardzo subiektywny i nie łatwo przecież przenieść cudze, wewnętrzne uczucia na ekran, bez względu jak bardzo empatycznie podchodzi się do tematu. Historia to oswojonej przez bezradność frustracji prowadzącej do depresji i kierowana tak troską jak i automatyzmami pozbawiona wzajemności służebność wobec bliskich, ale też historia bardzo zwyczajnej tajemnicy stojącej za czynem bohaterki, która to jest odsłaniana bardzo powoli, a prawda wychodzi na jaw zaskakując widza, który nie spodziewał się że motywy za czynami stojące są zarazem dużo bardziej skomplikowane i prozaiczne. Historia opowiadana cicho, ale opowiadana bardzo silnymi emocjami, bo świat bohaterki jest cichy, a jej niemy krzyk nawet dla najbliższych ignorowany lub przez przyzwyczajenie niesłyszalny. Ukazuje także zapewne prawdę niejednej podobnej sytuacji życiowej, kiedy człowiek ze względu na wiek trafia (nawet tego nie dostrzegając) na margines, stając się dla otoczenia przezroczystym. Anna Jadowska zrobiła film ważny, bezdyskusyjnie udany - film bardzo sugestywny i wizualnie nietypowy, bo z użyciem filtra rozjaśniającego, a barwy w nim uzyskane świadomie wyblakłe, jak życie o jakim reżyserka i scenarzystka posiłkując się formą intrygującą opowiada - splatając wstęp i zakończenie w jeden domysł poparty poszlakami, ale bez jednak stuprocentowej pewności tragicznego finału.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Jadowska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Jadowska. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 14 lutego 2023
poniedziałek, 8 stycznia 2018
Dzikie róże (2017) - Anna Jadowska
Jakbym
tuż po seansie został zapytany, o czym jest film Anny Jadowskiej,
odpowiedziałbym bez wahania i teraz też to przekonanie podtrzymał, że o cenie
jaką płaci tysiące rodzin za wdrukowaną już chyba na prowincji, w prostą
psychikę ojców rodzin, konieczność emigracji zarobkowej. W tym kontekście
Dzikie róże odbieram jako obraz doskonale korespondujący z ostatnio głośną
Cichą nocą. Oczywiście tych indywidualnych familijnych historii jest multum i
spojrzeń na nie jeszcze więcej. Tutaj akurat z perspektywy przeżyć, nie tylko
bohaterki, ale i zaangażowanej ekipy produkcyjnej to percepcja wyłącznie
kobieca. Stąd może emocje subtelniejsze i wyraźnie powściągliwie wewnątrz
niemal przez cały czas utrzymywane, a intencje reżyserki bez wulgarnej potrzeby
szokowania? Na chłodno oczami twórczyń patrzymy, bez jednoznacznego
wartościowania postaw postaci, ale i pochopnie piętnującego oceniania jej
samej, jak i otaczającej jej społeczności wiejskiej. To film którego ogromną
zaletą bogactwo rozsianych niuansów, czasem może wpadający przez niekoniecznie
dobre wybory scenariuszowe i dialogowe, w koleiny prowadzące do zaskakująco
niespójnych, czy wręcz drażniących melodramatycznością wyborów, takich brrrr…
wprost z oper mydlanych. Z pewnością jednak przez pryzmat emocji, tych szczególnie
w twarzach drugiego i trzeciego planu, na bardzo wysokim poziomie realizmu.
Bezdyskusyjnie również przez pierwszy plan zagrany z oczekiwanym przez
reżyserkę zaangażowaniem i wyczuciem merytorycznym specyficznej mentalnej
materii. Z początku, co jego wadą obawy podsycającą, zbytnio ograbiony z
jakiejkolwiek dynamiki, powiedziałbym nawet że irytująco smętny. Taki, w
którym postacie cierpią dla samego cierpienia, dla (tak sobie wykombinowałem)
widza otumanienia. :) Szczęśliwie narracja łapie pożądany żywszy rytm,
wciągając w historię nie tylko męczeńsko masochistyczną miną głównej bohaterki,
ale angażując metodami pobudzającymi napięcie i ciekawość. To jest faktycznie
problem rodzimych produkcji, tych surowych dramatów egzystencjonalnych, że ta prawda
płynąca z ekranu próbuje być prawdziwsza od prawdy z życia. Przez tą
nieumiarkowanie wtłoczoną przesadę, autentyzm staje się stylizacją realizmu,
idąc o jeden krok za daleko. Bałem się po pierwszych scenach, że tak będzie w
przypadku filmu już przecież doświadczonej Jadowskiej, jednako szczęśliwie
kobitka się uratowała, unikając wdepnięcia w tą podstępną pułapkę
nadgorliwości. Sam film zwięźle podsumowując, okazał się dojrzałą i wnikliwie
interesującą opowieścią o prawdziwym życiu, ludziach i ich trudnych wyborach oraz przede wszystkim o samotności i potrzebie miłości. W nim sporo prawd
uniwersalnych, może nie odkrywczych, ale mających częstokroć krytyczny wpływ na
ludzkie losy (patrz: dom, który wiecznie będzie w budowie i nie doczeka się
ciepła rodzinnego, czy pełne treści zdanie o ludziach, którzy to robią gorsze
rzeczy, a mimo to się śmieją i chodzą do Kościoła). Prawd, które kolą w oczy, a mimo to są konsekwentnie ignorowane.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

