Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Doug Liman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Doug Liman. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 lutego 2021

Locked Down / Skazani na siebie (2021) - Doug Liman

 

Łapiemy bieżący temat i korzystamy zamaszyście z wyobraźnią z fabularnego potencjału ”lokdałnu”. W brytyjskim wydaniu, z perspektywy jednej pary (która nota bene nie jest już oficjalnie parą) - „pary” mieszkającej w Londynie, która zmaga się z uniwersalnym dzisiaj problemami relacji partnerskiej. „Pary” zamkniętej 24/h w czterech ścianach i wszystkimi toksyczno-traumatycznymi wydarzeniami zawodowymi, które wbijają się w to nienaturalne obecnie życie za pośrednictwem łączy internetowych. Ludzie wariują pod wpływem okoliczności, przeżywają gigantyczne osobiste tąpnięcia radząc sobie słabo z wyzwaniami. Oglądam i się nieźle bawię, zadając sobie pytanie z punktu widzenia własnego doświadczenia - czy to nie jest zbytnio na poziomie scenariusza przeforsowane tudzież przerysowane? W sumie nie wiem czy to istotne, bowiem jak nadmieniłem dobrze się tą obyczajową tragikomedię ogląda, gdyż raczej przeintelektualizowanego nudziarstwa reżyser oszczędził i sama robota aktorska to wysokiej klasy warsztatowa biegłość. Jestem zatem za i nie zgłaszam większych pretensji, choć nie było to przeżycie filmowe jakichś okazale wysokich lotów. Dobre kino, żadne dzieło, ale polecam jako terapeutyczną rozrywkę lub rozrywkową terapię. 

P.S. Jak uatrakcyjnić kameralną dramę? Wstrzyknąć jej do krwiobiegu nieco zwariowany wątek sensacyjny i tym samym dodając dynamice (z początku puls był słaby) koniecznej adrenaliny, patrzeć jaki będzie efekt finalny tegoż eksperymentu. Taki miał pomysł scenarzysta, taki projekt sfinalizował reżyser. Całkiem przebiegłe z nich dranie. :)

sobota, 14 października 2017

Fair Game (2010) - Doug Liman




Nie znałem filmów Douga Limana, niemal do chwili obecnej tzn. do premiery American Made. Wrażenie po najnowszej produkcji z Tomem Cruisem było spore, zatem należało sprawdzić czy to incydentalna wysoka dyspozycja reżysera, czy wcześniej też zdarzyły mu się bardzo dobre produkcje. Fair Game to jak się okazało film bardzo polityczny, o sprzed ponad dekady wydarzeniach, o scenie która dzisiaj już trochę inaczej dzisiaj wygląda, więc nie do końca tak aktualny. To podobna jazda jak w Informatorze Michaela Manna, w Sieci kłamstw Ridley'a Scotta, bądź odpowiednio Królestwie Petera Berga i Syrianie Stephena Gaghana. Tajna służba kontra zorganizowana działalność terrorystyczna w optyce tuż po ataku na WTC. Kino bardzo sprawnie zrealizowane, z aktorstwem bez potknięć i jedynie z narracją taką jednolitą, bez większego wybuchu emocji, jakiś interwałów, które by dały efekt podgrzania atmosfery do czerwoności. Mimo to ogląda się bardzo dobrze, bo jest tajemnica, są pytania, a same wydarzenia śledzi się z napięciem poznając zakulisowe rozgrywki szpiegowski w cieniu wielkiej oszukańczej polityki i z wszelkiej maści kosztami z jakimi wiąże się zaangażowanie w taką działalność. Tylko tyle i aż tyle - w tym przypadku mnie to wystarcza.

sobota, 2 września 2017

American Made / Barry Seal: Król przemytu (2017) - Doug Liman




Natychmiast bez zbędnego wstępu napiszę, iż American Made to spore pozytywne zaskoczenie, szczególnie iż po ostatnich aktorskich wyborach śnieżnozębnego Tomeczka nie miałem nadziei na odbicie się tego dojrzałego chłopczyka od niemal dna, do którego zaczął dobijać. W roli Barry’ego Seala odnalazł się ku mojej radości znakomicie, idealnie wkręcając się w nie do końca poważną formułę, jaką zaproponował Doug Liman wraz ze scenarzystą w osobie Gary’ego Spinelli. Na dużym luzie ta jazda, ze sporym polotem i komediowym sznytem na przecież w sumie dramatycznym obliczu pokazanej historii. Może ten dystans co poniektórych razić, kierować ku przytykom w rodzaju hollywoodzka fabryka marzeń rzeczywistość przefiltrowała uzyskując zgrabną bajeczkę, która ze stanem faktycznym nie ma nic wspólnego. I racja, bo trzeba by być ślepym i naiwnym totalnie by nie dostrzec, że autentyczne wydarzenia to tylko punkt wyjścia, a dalej to już wyobraźnia i brawura króluje. Ale czy zawsze musi być do przesady na poważnie? Konkretny cyrk na ekranie zasysa, pieprzony obłęd pochłania – jak to ogarnąć, tym bardziej dać wiarę, że to wszystko wydarzyło się naprawdę? Widowiskowa formuła, pomysł na ogarnięcie i pokazanie tematu atrakcyjny. Niezwykle barwnie z dobrą stylizacją kadrów na przełom lat 70 i 80-tych, ze śmierdzącą polityką w tle i przede wszystkim dynamiczną akcją na froncie, z niezłym poczuciem humoru oraz świetnym aktorstwem, bez wyjątków. Historia dramatyczna sprzedana w konwencji niemal komediowej, ale uważaj chłopaczku czy dziewczynko (wy którzy to teraz pod wpływem powzięliście chytry plan, by jak Barry szmalu już wkrótce nie mieć gdzie upychać), że takie życie w luksusie materialnym i permanentnym ryzyku kończy się niemal zawsze sześć stóp pod ziemią. Żyć szybko, umierać młodo? Nic nie trwa podobno wiecznie, szczególnie dobra passa ma swój koniec i nie jest happy endem.

P.S. Można by napisać, szczególnie w tonie dobrej kultury, że to promocja wizerunku przestępcy, ale powiedzcie mi kto nie ma podwójnej natury, lub tym bardziej nie jest łasy na szybką kasę? Niech ten wyjątek pierwszy rzuci w postać Barry’ego kamieniem. :)

Drukuj