Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Craig Roberts. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Craig Roberts. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 lutego 2023

Just Jim / Po prostu Jim (2015) - Craig Roberts

 

Znany (zapewne dość ograniczenie) z Mojej łodzi podwodnej Craig Roberts, wówczas zaledwie 24-letni, wbija ze swoim reżyserskim debiutem, grając jednocześnie tytułową rolę i od razu zaznacza, że jego kino będzie się wyróżniało. Nie jest to od razu kino wolty totalnej, ale na pewno kino nieco melancholijnie groteskowej formy prezentowania postaci, lecz mimo że artystycznie ironizującej, to poprzez uwypuklanie tej cechy także uduchowione i zaangażowane. Opowieść o po prostu Jimie jest też niebanalnie mroczna i na swój sposób pomimo iż w gruncie rzeczy optymistyczna, to przygnębiająca, bowiem traktuje o wyobcowaniu i nietolerancji, dorastaniu na marginesie, życiu w swoim świecie w introwertycznej izolacji i lęku przed przełamaniem, a jednocześnie o żałosnej niby próbie jakiegoś zaimponowania i przebicia się jednak ze swoją wyśmiewaną w grupie anonimowością, do pozycji dostrzegalnej przez otoczenie i konstruktywnie samoocenę podnoszącej. W nim punktem wyjścia wyśmiewanie, wyszydzanie, odtrącanie i psychiczne znęcanie, jednak Jimbo się zmienia - przestaje być ofiarą losu, robi się tajemniczy i zarazem otwarty, a przede wszystkim czaderski i finalnie przechodząc dojrzałą ewolucję pewny siebie na miarę swoich możliwości. Dzięki nowemu kumplowi, Deanowi (chyba Jamesowi Deanowi :)) - poniekąd i zarazem wbrew jemu chłopak staje się Jimem w takiej skórze w jakiej czuje się jednak najlepiej. Dobry, choć niezbyt entuzjastycznie przez krytykę i statystycznego widza przyjęty debiut, dobrze zapowiadającego się reżysera, który dzisiaj po dwóch kolejnych obrazach wciąż jest jeszcze globalnie umiarkowanie popularny, ale na pewno na tle przeciętniactwa bardzo interesujący.

czwartek, 10 listopada 2022

The Phantom of the Open (2021) - Craig Roberts

 

Z robotniczej dzielnicy na salony zawodowego golfa, czyli coś w rodzaju znikąd do sławy, w dodatku w bardzo dojrzałym wieku! Historia prawdziwa, nie do uwierzenia, ale co mam dokładnie na myśli sprawdźcie sobie Drodzy Państwo zerkając na streszczenie fabuły w jakimś bardziej poważanym niż mój blog internetowym "periodyku", który zawsze w przypadku filmowej recenzji ma w zwyczaju wypełniać wszystkie recenzenckie przykazania. Tam będzie wstęp, rozwinięcie i zakończenie, ale i akapit o fabule, akapit o technicznych właściwościach i akapit ocenny. Ja teraz skupię się na pierwszym, innym razem na drugim albo trzecim, bądź wspomnę o wszystkim po trochu, czy też o żadnym właściwie z nich, bo lubię, bo tak - bo nie mam wobec siebie żadnych wymagań i żadne teoretyczne zobowiązania mnie nie interesują. The Phantom of the Open, to według mnie wyłącznie to co poniżej - czyli odlotowa biografia skromnego odlotowca, zrealizowana z finezją i bez wciskania się w wąskie gatunkowe ramy. Ale to żadne zaskoczenie, kiedy za kamerą staną Craig Roberts, znany młodzieniec (rocznik 91) tak z ról aktorskich (Submarine), jak i ostatnio z pracy reżyserskiej. Niedawno taka fajna Eternal Beauty, a teraz równie fajne, a zarazem cudnie kolorowo liryczne, niczym baśń o Kopciuszku The Phantom of the Open. Ze wspaniałą obsadą i sympatycznymi jej rolami. Sally Hawkins i Mark Rylance jako postaci realne, lecz w oczach Robertsa i według jego koncepcji osobliwie nierzeczywiste. Milutko, bezpretensjonalne, cieplutko i bez wysoko unoszonego podbródka. Ja w tej realizacji widzę fajną scenografię, fajną charakteryzację, fajną manierę, fajnych aktorów i rzecz jasna fajną historię, fajnie opowiedzianą. :) Kompletnie niepoważnie, kompletnie jednocześnie na serio, bo mądrze i z humorem. Oryginalnie wzruszająco i relaksująco o marzeniach oraz ich realizacji. Ja bawiłem się setnie, a jak się śmiałem, to wybuchałem tym śmiechem, więc trudno bym napisał inaczej niż fajnie o fajnym. :)

poniedziałek, 7 września 2020

Eternal Beauty (2019) - Craig Roberts

 


Film skromny i arcyciekawy - bo nie korzystający z wielkiej machiny produkcyjnej, bo błyskotliwie skupiony na meritum i bez fanfaronady podnoszący w pomysłowej formule ważny temat. Obraz dość niekonwencjonalny i szlachetny, z wydźwiękiem o budującej etycznie wartości emocjonalnej. Ponadto kapitalnie zagrany i nawet jeśli ktoś się czepi, iż Sally Hawkins po raz kolejny gra dość osobliwą rolę (Maudie, The Shape of Water), to tutaj w równie przekonujący o autentyczności sposób ukazuje jej niuanse, uciekając od pozornego podobieństwa. Pomysł, klimat oraz aktorskie kreacje to jedno, ale one równorzędnie wspaniale skojarzone z operatorskim okiem, a ujęcia i zdjęcia oraz scenografia potrafią urzec nie mniej niż inne walory Eternal Beauty. W moim przekonaniu Craig Robert nakręcił obraz szczerze wzruszający, ale też intrygujący i pod względem podstawowych segmentów warsztatowej sztuki chyba kompletny. W nim bez obciążenia plecakiem ze stereotypami i uprzedzeniami wchodzi dynamicznie w świat depresji, schizofrenii, splątań i urojeń. Tworzy momentami przerażający, chwilami pobudzająco groteskowy, ale przede wszystkim ciepły dramat. Dramat poruszający demonizowaną problematykę natury psychicznej, u której podstawy w tym przypadku tkwi nie jedna trauma bohaterki, a współistniejące zaburzenia w relacjach z otoczeniem oraz ostatecznie pogrążające ją w permanentnym rozczepieniu (co myśli, robi i czuje) wieloletnie metody leczenia (z elektrowstrząsami na czele), smutnych refleksji, usprawiedliwionej złości i współczucia u widza nie szczędzą. Agresywna farmakologia i systematyczne konsekwentne izolowanie w warunkach skrajnego osamotnienia w świecie wewnętrznego koszmaru poczyniły gigantyczne w psychice spustoszenia. Nikt i nic jej już prostej równowagi nie zwróci, a wszelakie błędy i zaniechania przypieczętowały los całej rodziny. Wszyscy stali się bezpośrednimi lub pośrednim ofiarami stanu Jane. Mimo wszystko ona sama w ten koszmar wpuszcza nieco światła, dzięki czemu zachmurzone niebo potrafi się przejaśnić i odsłonić odrobinę błękitu. Poetycko pięknie i przewrotnie sobie to mnie dotychczas znany z roli u Richarda Ayoade (Submarine) Craig Roberts wymyślił. Będę tą obiecującą karierę obserwował, a Eternal Beauty jako zadanie obowiązkowe otwartym umysłom i po prostu dobrym ludziom polecam.

Drukuj