Znany (zapewne dość ograniczenie) z Mojej łodzi podwodnej Craig Roberts, wówczas zaledwie 24-letni, wbija ze swoim reżyserskim debiutem, grając jednocześnie tytułową rolę i od razu zaznacza, że jego kino będzie się wyróżniało. Nie jest to od razu kino wolty totalnej, ale na pewno kino nieco melancholijnie groteskowej formy prezentowania postaci, lecz mimo że artystycznie ironizującej, to poprzez uwypuklanie tej cechy także uduchowione i zaangażowane. Opowieść o po prostu Jimie jest też niebanalnie mroczna i na swój sposób pomimo iż w gruncie rzeczy optymistyczna, to przygnębiająca, bowiem traktuje o wyobcowaniu i nietolerancji, dorastaniu na marginesie, życiu w swoim świecie w introwertycznej izolacji i lęku przed przełamaniem, a jednocześnie o żałosnej niby próbie jakiegoś zaimponowania i przebicia się jednak ze swoją wyśmiewaną w grupie anonimowością, do pozycji dostrzegalnej przez otoczenie i konstruktywnie samoocenę podnoszącej. W nim punktem wyjścia wyśmiewanie, wyszydzanie, odtrącanie i psychiczne znęcanie, jednak Jimbo się zmienia - przestaje być ofiarą losu, robi się tajemniczy i zarazem otwarty, a przede wszystkim czaderski i finalnie przechodząc dojrzałą ewolucję pewny siebie na miarę swoich możliwości. Dzięki nowemu kumplowi, Deanowi (chyba Jamesowi Deanowi :)) - poniekąd i zarazem wbrew jemu chłopak staje się Jimem w takiej skórze w jakiej czuje się jednak najlepiej. Dobry, choć niezbyt entuzjastycznie przez krytykę i statystycznego widza przyjęty debiut, dobrze zapowiadającego się reżysera, który dzisiaj po dwóch kolejnych obrazach wciąż jest jeszcze globalnie umiarkowanie popularny, ale na pewno na tle przeciętniactwa bardzo interesujący.
piątek, 3 lutego 2023
czwartek, 10 listopada 2022
The Phantom of the Open (2021) - Craig Roberts
Z robotniczej dzielnicy na salony zawodowego golfa, czyli coś w rodzaju znikąd do sławy, w dodatku w bardzo dojrzałym wieku! Historia prawdziwa, nie do uwierzenia, ale co mam dokładnie na myśli sprawdźcie sobie Drodzy Państwo zerkając na streszczenie fabuły w jakimś bardziej poważanym niż mój blog internetowym "periodyku", który zawsze w przypadku filmowej recenzji ma w zwyczaju wypełniać wszystkie recenzenckie przykazania. Tam będzie wstęp, rozwinięcie i zakończenie, ale i akapit o fabule, akapit o technicznych właściwościach i akapit ocenny. Ja teraz skupię się na pierwszym, innym razem na drugim albo trzecim, bądź wspomnę o wszystkim po trochu, czy też o żadnym właściwie z nich, bo lubię, bo tak - bo nie mam wobec siebie żadnych wymagań i żadne teoretyczne zobowiązania mnie nie interesują. The Phantom of the Open, to według mnie wyłącznie to co poniżej - czyli odlotowa biografia skromnego odlotowca, zrealizowana z finezją i bez wciskania się w wąskie gatunkowe ramy. Ale to żadne zaskoczenie, kiedy za kamerą staną Craig Roberts, znany młodzieniec (rocznik 91) tak z ról aktorskich (Submarine), jak i ostatnio z pracy reżyserskiej. Niedawno taka fajna Eternal Beauty, a teraz równie fajne, a zarazem cudnie kolorowo liryczne, niczym baśń o Kopciuszku The Phantom of the Open. Ze wspaniałą obsadą i sympatycznymi jej rolami. Sally Hawkins i Mark Rylance jako postaci realne, lecz w oczach Robertsa i według jego koncepcji osobliwie nierzeczywiste. Milutko, bezpretensjonalne, cieplutko i bez wysoko unoszonego podbródka. Ja w tej realizacji widzę fajną scenografię, fajną charakteryzację, fajną manierę, fajnych aktorów i rzecz jasna fajną historię, fajnie opowiedzianą. :) Kompletnie niepoważnie, kompletnie jednocześnie na serio, bo mądrze i z humorem. Oryginalnie wzruszająco i relaksująco o marzeniach oraz ich realizacji. Ja bawiłem się setnie, a jak się śmiałem, to wybuchałem tym śmiechem, więc trudno bym napisał inaczej niż fajnie o fajnym. :)


