Jaki The Sword tegoroczny jest zgrabniutki, taki lekki i jakich by nie poszukiwać bardziej barwnych określeń, to taki po prostu fajniutki. Zrzucili muzycy usztywniający gorsecik z Apocryphon, porzucili w sumie dobre, lecz nieco nazbyt rozbudowane odloty z High Country i trafili Used Future idealnie w miejsce, gdzie spiny brak, arogancji czy megalomanii zero - za to jest pożądany luz, sofciarski klimat, taka cholernie przyjemna odprężająca atmosfera. Przynajmniej ja taki chill chwytam, gdy ten krążek zwiewnie w powietrzu się unosi i 44 minuty płynnie zaaranżowanego stonera przez świadomość i podświadomość się przelewają. Nie mam tylko pod wpływem tego materiału zamiaru wznosić kolejnej w tej stylistyce świątyni, pod wezwaniem następnej olśniewającej gatunkowej perły. Mam ich już sporo, a The Sword mimo iż szanuję, to jednak nigdy przed ich obliczem nie klękając, nadal paść na kolana nie mam zamiaru. Zanotowali dzięki Used Future dobry skok w odpowiednim kierunku - nie rekordowy, nie porażający i absolutnie pozbawiony zaskakujących komponentów. Amerykanie okrzepli, dojrzeli i mając zapewne trwałą bazę fanów od nich sporo komplementów usłyszą, a i zawodowi jak i totalnie amatorscy krytycy podobni mnie nie będą szczędzić dobrego słowa pod adresem nowego krążka. Trudno przecież nie ulec czarowi gitarowej linii w Sea of Green, czy Book of Thoth. Podsumowując, jestem bardzo rad iż goście z The Sword zafundowali mi taki eteryczny przelot w rzadko odczuwalnej strefie niezobowiązującego, bo neutralnego komfortu. Zaskarbili sobie moją sympatię, więc podaje im z uznaniem prawą dłoń, lewą poklepując po ramieniu, nie będąc z pewnością w tej ocenie i tym geście odosobnionym. :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Sword. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Sword. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 17 kwietnia 2018
środa, 9 września 2015
The Sword - High Country (2015)
Doskonale pamiętam jak w okresie osłuchiwania się poprzednim albumem zarzut poczyniłem, że ta droga kursem na rzemieślnicze odtwarzanie wykutego wzorca nastawiona niechybnie doprowadzi do sytuacji iż The Sword w mieliźnie sczeźnie, a retro rockowa pierwsza liga zdecydowanie ich wyprzedzi. Zakładałem schemat pesymistyczny, a tu na najnowszej produkcji dostałem z zaskoczenia scenariusz optymistyczny. Bo oto Amerykanie obudzili się z chwilowego letargu i idąc za głosem rozsądku wyraźnie przewietrzyli salę prób, pisząc materiał zdecydowanie świeższy i odważniejszy niźli na Apocryphon się znalazł. Już otwierający minimalizm i puls chwytliwy Unicorn Farm daje znak, że pomysły to się Panom muzykom nie wyczerpały i jeszcze będą mieli coś w retro niszy do powiedzenia. Potwierdzeniem tej ukutej naprędce tezy jest elektroniczna miniaturka zatytułowana Agartha, mechaniczne Seriously Mysterious i liryczne Silver Petals bliźniaczo podobne manierze Eddie'go Veddera, z tych solowych albumów. Poza tym dęciaki z Early Snow czy rozmyte i refleksyjne Turned to Dust także urozmaicają krążek. Oczywiście pośród ciekawych detali dość gęsto poupychanych oraz oryginalnych prób nie brak charakterystycznych numerów bujających heavy-stonerową rytmiką. Empty Temples, Tears Like Diamond, The Dreamthieves, Buzzards, Ghost Eye czy wałek tytułowy to przykłady jak nagrywając coś oczywistego i typowo po swojemu uciec jednocześnie od poczucia nieznośnej powtarzalności. Bo High Country jest ulepiony z ciekawych pomysłów i aranżacyjnej biegłości, daje satysfakcję zarówno przy premierowych odsłuchach jak i po wielokrotnych natrętnych zapętleniach. Tak, złapałem się na tym, że potrafiłem nawet sześciokrotnie z rzędu odtworzyć High Country zapominając, iż istnieją jeszcze inne płyty którym czas poświęcić byłem winny. Niespodziewany to dla mnie obrót spraw z najnowszym albumem The Sword - zaskoczenie spore i radość równie duża.
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
The Sword - Warp Riders (2010)
W
samym środku smakowitego retro rockowego trendu w moje łapska Warp Riders, The
Sword wpadło i od startu do siebie skutecznie przekonało. Bo oto przewidywalna do
bólu klasyczna gitarowa koncepcja, gdzie podstawą na wszelkie sposoby
przerobione klisze, pewną nową jakość otrzymała. Nią klimat szczególny, czego
dowodem tematyka fantasy jaka w tekstowej materii zawarta i tak intensywnie w
teledyskach przemycana. Ta na wpół magiczna, szamańska po trosze wizja przygód
do złudzenia z obrazami tak popularnymi w kinie w latach osiemdziesiątych mi
się kojarzy – rozumiecie, superbohater, wojownik postawny Conan, a z innej
mańki mściciel Mad Max, czy baśniowy Willow. Jest zatem podczas kontaktu z tymi
dźwiękami specyficzny odjazd w te rejony, gdzie surowy brud, brutalna przemoc w
komitywie z magią i romantycznym na swój sposób nastrojem koegzystuje. Dojrzały
ze mnie chłop, a takie infantylne, niskich lotów pop kulturalne skojarzenia mi
się nasuwają, a co gorsze w zwidach półsennych siebie widzę, jak przy tło
wypełniających numerach The Sword na rumaku szerokie pustkowia pokonuje, w
kniei się na noc zaszywam lub też swoim zdezelowanym, acz wiernym pojazdem
kosmicznym galaktyki pokonuje. Mam misje do wykonania! Z pełną pasji werwą będę
świat z mend wszelkich oczyszczał i naturalny takim dokonaniom podziw pośród
bezbronnych niewiast wzbudzał. :) Ok, rzucam to co biorę! :) ;)
wtorek, 18 czerwca 2013
The Sword - Apocryphon (2012)
Wchodzimy
do studia, podpinamy się pod piece i nagrywamy to co intuicja nam podpowie!
Ograniczamy aranże do odpowiedniego wiosłowania z pulsem perkusyjnym
intensywnym, wszystko w ramach czystego, niczym nieskrępowanego korzennego
retro rocka! Tak mam wrażenie mógł wyglądać proces przygotowania nowej
produkcji The Sword - albumu Apocryphon, który żadnych nowych terenów nie
odkrywa, jest zaprzeczeniem jakichkolwiek
tendencji poszukiwawczych. To nic innego jak jasny manifest głoszący, że
poprzedni longplay był na tyle dobry, że pozostaje nam jedynie stworzyć jego
kontynuacje. Zespół wyraźnie przyjął strategie zachowawczą, która jak historia
współczesnej muzyki nader często pokazuje nie zawsze przynosi oczekiwane
skutki. Trzymanie się wypróbowanych schematów jednak w tym przypadku zdaje się
dało bardzo solidne rezultaty. Mam jednak nadzieje, iż kolejnym krążkiem The
Sword będzie w stanie swoją tożsamość uzupełnić o intrygujące, świeże
pierwiastki wszak konkurencja w tej konwencji przypuściła ostatnio bardzo silną
ofensywę!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



