Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Sword. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Sword. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 kwietnia 2018

The Sword - Used Future (2018)




Jaki The Sword tegoroczny jest zgrabniutki, taki lekki i jakich by nie poszukiwać bardziej barwnych określeń, to taki po prostu fajniutki. Zrzucili muzycy usztywniający gorsecik z Apocryphon, porzucili w sumie dobre, lecz nieco nazbyt rozbudowane odloty z High Country i trafili Used Future idealnie w miejsce, gdzie spiny brak, arogancji czy megalomanii zero - za to jest pożądany luz, sofciarski klimat, taka cholernie przyjemna odprężająca atmosfera. Przynajmniej ja taki chill chwytam, gdy ten krążek zwiewnie w powietrzu się unosi i 44 minuty płynnie zaaranżowanego stonera przez świadomość i podświadomość się przelewają. Nie mam tylko pod wpływem tego materiału zamiaru wznosić kolejnej w tej stylistyce świątyni, pod wezwaniem następnej olśniewającej gatunkowej perły. Mam ich już sporo, a The Sword mimo iż szanuję, to jednak nigdy przed ich obliczem nie klękając, nadal paść na kolana nie mam zamiaru. Zanotowali dzięki Used Future dobry skok w odpowiednim kierunku - nie rekordowy, nie porażający i absolutnie pozbawiony zaskakujących komponentów. Amerykanie okrzepli, dojrzeli i mając zapewne trwałą bazę fanów od nich sporo komplementów usłyszą, a i zawodowi jak i totalnie amatorscy krytycy podobni mnie nie będą szczędzić dobrego słowa pod adresem nowego krążka. Trudno przecież nie ulec czarowi gitarowej  linii w Sea of Green, czy Book of Thoth. Podsumowując, jestem bardzo rad iż goście z The Sword zafundowali mi taki eteryczny przelot w rzadko odczuwalnej strefie niezobowiązującego, bo neutralnego komfortu. Zaskarbili sobie moją sympatię, więc podaje im z uznaniem prawą dłoń, lewą poklepując po ramieniu, nie będąc z pewnością w tej ocenie i tym geście odosobnionym. :)

środa, 9 września 2015

The Sword - High Country (2015)




Doskonale pamiętam jak w okresie osłuchiwania się poprzednim albumem zarzut poczyniłem, że ta droga kursem na rzemieślnicze odtwarzanie wykutego wzorca nastawiona niechybnie doprowadzi do sytuacji iż The Sword w mieliźnie sczeźnie, a retro rockowa pierwsza liga zdecydowanie ich wyprzedzi. Zakładałem schemat pesymistyczny, a tu na najnowszej produkcji dostałem z zaskoczenia scenariusz optymistyczny. Bo oto Amerykanie obudzili się z chwilowego letargu i idąc za głosem rozsądku wyraźnie przewietrzyli salę prób, pisząc materiał zdecydowanie świeższy i odważniejszy niźli na Apocryphon się znalazł. Już otwierający minimalizm i puls chwytliwy Unicorn Farm daje znak, że pomysły to się Panom muzykom nie wyczerpały i jeszcze będą mieli coś w retro niszy do powiedzenia. Potwierdzeniem tej ukutej naprędce tezy jest elektroniczna miniaturka zatytułowana Agartha, mechaniczne Seriously Mysterious i liryczne Silver Petals bliźniaczo podobne manierze Eddie'go Veddera, z tych solowych albumów. Poza tym dęciaki z Early Snow czy rozmyte i refleksyjne Turned to Dust także urozmaicają krążek. Oczywiście pośród ciekawych detali dość gęsto poupychanych oraz oryginalnych prób nie brak charakterystycznych numerów bujających heavy-stonerową rytmiką. Empty Temples, Tears Like Diamond, The Dreamthieves, Buzzards, Ghost Eye czy wałek tytułowy to przykłady jak nagrywając coś oczywistego i typowo po swojemu uciec jednocześnie od poczucia nieznośnej powtarzalności. Bo High Country jest ulepiony z ciekawych pomysłów i aranżacyjnej biegłości, daje satysfakcję zarówno przy premierowych odsłuchach jak i po wielokrotnych natrętnych zapętleniach. Tak, złapałem się na tym, że potrafiłem nawet sześciokrotnie z rzędu odtworzyć High Country zapominając, iż istnieją jeszcze inne płyty którym czas poświęcić byłem winny. Niespodziewany to dla mnie obrót spraw z najnowszym albumem The Sword - zaskoczenie spore i radość równie duża.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

The Sword - Warp Riders (2010)




W samym środku smakowitego retro rockowego trendu w moje łapska Warp Riders, The Sword wpadło i od startu do siebie skutecznie przekonało. Bo oto przewidywalna do bólu klasyczna gitarowa koncepcja, gdzie podstawą na wszelkie sposoby przerobione klisze, pewną nową jakość otrzymała. Nią klimat szczególny, czego dowodem tematyka fantasy jaka w tekstowej materii zawarta i tak intensywnie w teledyskach przemycana. Ta na wpół magiczna, szamańska po trosze wizja przygód do złudzenia z obrazami tak popularnymi w kinie w latach osiemdziesiątych mi się kojarzy – rozumiecie, superbohater, wojownik postawny Conan, a z innej mańki mściciel Mad Max, czy baśniowy Willow. Jest zatem podczas kontaktu z tymi dźwiękami specyficzny odjazd w te rejony, gdzie surowy brud, brutalna przemoc w komitywie z magią i romantycznym na swój sposób nastrojem koegzystuje. Dojrzały ze mnie chłop, a takie infantylne, niskich lotów pop kulturalne skojarzenia mi się nasuwają, a co gorsze w zwidach półsennych siebie widzę, jak przy tło wypełniających numerach The Sword na rumaku szerokie pustkowia pokonuje, w kniei się na noc zaszywam lub też swoim zdezelowanym, acz wiernym pojazdem kosmicznym galaktyki pokonuje. Mam misje do wykonania! Z pełną pasji werwą będę świat z mend wszelkich oczyszczał i naturalny takim dokonaniom podziw pośród bezbronnych niewiast wzbudzał. :) Ok, rzucam to co biorę! :) ;)                                                                                        

wtorek, 18 czerwca 2013

The Sword - Apocryphon (2012)




Wchodzimy do studia, podpinamy się pod piece i nagrywamy to co intuicja nam podpowie! Ograniczamy aranże do odpowiedniego wiosłowania z pulsem perkusyjnym intensywnym, wszystko w ramach czystego, niczym nieskrępowanego korzennego retro rocka! Tak mam wrażenie mógł wyglądać proces przygotowania nowej produkcji The Sword - albumu Apocryphon, który żadnych nowych terenów nie odkrywa, jest zaprzeczeniem jakichkolwiek tendencji poszukiwawczych. To nic innego jak jasny manifest głoszący, że poprzedni longplay był na tyle dobry, że pozostaje nam jedynie stworzyć jego kontynuacje. Zespół wyraźnie przyjął strategie zachowawczą, która jak historia współczesnej muzyki nader często pokazuje nie zawsze przynosi oczekiwane skutki. Trzymanie się wypróbowanych schematów jednak w tym przypadku zdaje się dało bardzo solidne rezultaty. Mam jednak nadzieje, iż kolejnym krążkiem The Sword będzie w stanie swoją tożsamość uzupełnić o intrygujące, świeże pierwiastki wszak konkurencja w tej konwencji przypuściła ostatnio bardzo silną ofensywę!

Drukuj