Wykonałem właśnie drobną zaległą robotę, sprawdzając skąd się wziął ten Christian Tafdrup - przypominam iż ten reżyser od w zeszłym roku mocno wychwalanych Gości. Czy on przypadkiem może sroczce spod ogonka nie wypadł, gdy zerknąłem w ubiegłoroczne podsumowania się zastanawiałem i przeglądając informacje na temat wcześniejszych jego pełnometrażowych tytułów (razem dwóch) zauważyłem pośród nich Straszną kobietę, którą ktoś kiedyś mi polecał, a że wiadomo doba nie z gumy i zawsze pierwszeństwo dla znanych przed debiutantami, to o polecajce zapomniałem - ale jak widać finalnie sobie teraz przypomniałem i cieszę się bardzo, bo drugi długi format Duńczyka zasłużenie przez krytykę i jak zauważam wyżej widza wymagającego dostrzeżony. Fajnie się rozwija, opowiadając historie “docierania” (he he) młodej pochłoniętej sobą na starcie relacji pary. Wiadomo na czym się skupiają, co najwięcej im czasu zajmuje, ale pomiędzy czynnościami zwanym zbliżeniami fizycznymi pojawiają się pewne sygnały, jakie jeszcze nie stają się z początku zgrzytami, ale ich potencjał o konfrontacyjnym charakterze jest znaczący, a wkrótce okazuje się że wręcz gigantyczny. Przemeblowywanie dotychczasowego wygodnie bezkompromisowego kawalerskiego życia ma miejsce, a to obciążenie stresogenne przemiany przecież dla "chłopca w męskim ciele" implikujące. Skojarzyłem w tym kontekście pewien mem i teraz wypadałoby by tekst którym opisany przytoczyć, że „te małe różnice które tak Was kiedyś kręciły i bawiły, teraz nazywają się motywami”. :) On uległy to on zły - dominujący jeszcze gorzej! Tak źle i tak niedobrze! Biedy facet trafił na “straszną kobietę”, bowiem prze-sprytną manipulantkę i tylko żal bidulka. Faceci obecnie według nakazów kategorycznych związanych z oczekiwaniami, to jednak jak się okazuje ta słabsza płeć w rzeczywistości. Te wszystkie “straszne kobiety”, to albo ulepiają z mężczyzny błazna albo frustrata, a coraz rzadziej chyba płeć męska ma powody by być w związku z siebie dumną. Finalizując przemyślenia - na ekranie bardzo interesująca wiwisekcja współczesnej roli mężczyzny w nowoczesnych społeczeństwach spętanych radykalnie lewackimi ideami. Może lekko komiczna, na stówę kontrowersyjna - choć chyba jednak mniej niż ta moja żałośnie mazgajska puenta. Jako męża i ojca żyjącego w trzeciej dekadzie XXI wieku tylko na taką mnie jedynie stać. :)
sobota, 3 lutego 2024
środa, 11 stycznia 2023
Speak No Evil / Goście (2022) - Christian Tafdrup
Przyjaźń między duńskim i holenderskim narodem, pomiędzy bratnimi mentalnie (jak to bohaterowie sugerują) europejskimi duszami. Bo dwie (tychże nacji) rodzinki podczas włoskich wakacji się poznały i po wakacjach do siebie zaprosiły. Tak się zaczyna najmocniejszy horror sezonu! Niewiarygodne? Bombowy (bo jest eksplozja w finale) i smolisty (bo gęsty przez cały czas potwornie) horror w psychologicznym tonie, który (zgadzam się) mógłby nakręcić swego czasu młody Polański. Horror/ dreszczowiec w zasadzie, w którym napięcie budowane jest konsekwentnie z takich małych niekompatybilności związanych z rożnym spojrzeniem na rzeczywistość w praktycznym ujęciu, a widz dzięki temu otrzymuje z pozoru mało groźny, z lekka groteskowy psychologiczny wpierw thrillerek, który zdradza oczywiście symptomy, iż zdarzy się coś nieobliczalnie potwornego. I przepoczwarza się on w potwora, a muzyka towarzysząca tej przemianie nawet w ujęciach pomiędzy scenami dialogowymi krew żyłach może zmrozić. Nie ma zaskoczenia że pośród postaci z czasem coraz mniej chemii, bo konsternacja i rodzi się lęk z niekomfortowej niepewności. To tak jak nadmieniłem jednak tylko preludium, a dwa kwadranse po czterech wprowadzających, to jest taki koszmar, że (jak gdzieś ktoś zauważył) odebrany Wam zostanie sen spokojny, jeśli dotychczas taki mieliście. I to koszmar który programowo przeraża, ale ma też drugie dno, dno analityczne (które odpowiada na pytania na jakie nie odpowiada wprost niejasna motywacja bohaterów), bo jak się próbuje domyślić odnosi się do alegorycznego przedstawienia procesów zachodzących we współczesnym Świecie i przede wszystkim powszechnego przyzwolenia praktyczną biernością i niemocą na to, by dosłownie zło rosło w siłę. I wtedy zgadzam się, że zaczyna mieć to sens, bowiem finałowe pytanie i na nie odpowiedź „Dlaczego to robisz? Bo mi na to pozwalasz!” brzmi niczym tej rzeczywistości spuentowanie. Nie ignoruj więc zła, bo zło jak się już obudzi to zrobi wszystko by Cię zjeść, a Ty będziesz się tak przyglądał, obwąchiwał, zasłaniał wymówkami, aż wreszcie krzyk nie będzie miał już jakiegokolwiek znaczenia? Mlask mlask!

