środa, 16 września 2026

The Afghan Whigs - Soft Control (2026)

 

Śledzę i wręcz pasjonuje się The Afghan Whigs odkąd powrócili, choć prawda jest też taka, że przegapiłem pierwszy z albumów najnowszych i dopiero gdy reckę In Spades w Noise Magazine wyczaiłem (album numeru) i natychmiast odpaliłem album w sieci, poczułem że muszę luknąć poprzednika. Co wówczas poczułem w archiwach blogaska do sprawdzenia, a dzisiaj z kilkutygodniowym zapasem kontaktów z bieżącą świeżynką, przeżywam kolejny raz euforyczne uniesienia, co daje już na wstępie obraz jak bardzo mi się Soft Control podoba. Nie pokuszę się o porównywania poziomu entuzjazmu jakich doznawałem przy trzech pozostałych krążkach z tym obecnym, bowiem nie chodzi tutaj o mierzenie, które konteksty czy okoliczności wypaczają. Skupię się wyłącznie na odczuć wzbudzonych teraźniejszych na wirtualne karty przelania. Od początku, jak tylko startowe single systematycznie ekipa Grega Dulliego wrzucała wiedziałem, że nie ma opcji aby czwórka (liczenie oczywiście dorobku z nowej ery) mnie zawiodła - wszystko mi leżało i nie miałem pytań. Jednak naprawdę wyśmienicie każda z kompozycji zabrzmiała, gdy stała się częścią albumu i w tych wybranej przez autorów kolejności za każdym razem w moich uszach niezwykle powabnie wybrzmiewa. Powabnie gdyż posiada ta muzyka gigantyczny zmysłowy charakter (epickość to tylko iluzja) i nawet gdy mocniej w struny uderzą, mieszając ich własne indie z białym bluesem, to nawet wówczas w dźwiękach przepływa prąd przyjemnie duszę bujający. Groove to w tym kontekście jedno, a drugie to używanie instrumentarium które okrywa główne wątki aksamitną powłoką i marzycielską poświatą. Uważam też że Dulliego specyfika wokalna, jaka czasem potrafi wejść w rejestry graniczące z lekkim fałszem, idealnie w swojej tak miękkiej, chrypliwej, jak i właśnie zaciąganej zbyt dla niego wysoko, bądź za długo ciągnącej wybrzmienia współgra z estetyką wielogłosów w rocku, o proweniencji z muzycznej ciszy. Charakterem miękkiego, jakby z tła dobywającego się dopieszczania smaczkami, mimo wielopoziomowych aranżacji, bez obawy że wciśniecie do nich tak quasi orkiestracji, saksofonu, trąbki, harmonijki ustnej syntezatorów imitujących pianino, czy wręcz gitar i elektroniki szorstkiej doprowadzi do przeładowania. Soft Control jest niezwykle bogate w detale, dociera do mnie za każdym razem odsłaniając kolejne warstwy i tworząc z nich doskonały, dojrzały kalejdoskop pastelowych barw oraz wyrazistych, często niewiele mających wspólnego z klasyczną melodyjnością, gitarowych motywów. W moim odczuciu Soft Control genialnie łączy główne tematy z mnóstwem pomiędzy wierszami, a struktury ponadto spajają w sobie wysuniętą pozornie oczywistą balladową chwytliwość z rodzajem osnuwania pierwszego planu mgiełką tajemnicy. Ta tajemnica to cały szereg aranżacyjnych ściegów, jakie sprawiają że nuta powierzchownie uproszczona, okazuje się utkana mistrzowsko misternie. Piękny krążek - coraz myślę piękniejszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj