poniedziałek, 14 września 2026

Salvador / Salwador (1986) - Oliver Stone

 

Powstał w tym samym roku co słynny Pluton, lecz nie przebił się równie mocno do świadomości widza i krytyki, mimo że obiektywnie jego dramatyzm nie ustępuje temu, uznanemu za jedno z największych dzieł sztuki filmowej ever. Trudno bezspornie orzec dlaczego i można by domniemywać przyczyny natury politycznej, jeśli by uznać iż Pluton to był akurat obraz mało krytyczny wobec amerykańskiego establishmentu - co jest oczywiście kompletnie pozbawione sensu. Zatem powody leżą gdzie indziej, a możliwe że problem tkwi jednak w sposobie wpływania na emocje widza, gdy porównać silny nacisk charakterystycznej muzyki, uwalniający poruszenie i empatię w Plutonie, a znacznie mniej jej istotne oddziaływanie w Salwadorze. Po drugie postacie w obrazie o wojnie w Wietnamie, zostały zdecydowanie mocniej zarysowane, a ich cechy głębiej oddziaływały psychologicznie na widza, gdy natomiast w omawianym, trafiamy na zachowującego się/grającego, chyba z lekka upośledzoną intelektualnie postać Jima Belushiego i na pierwszym planie tropionego przez kamerę, nieźle stukniętego i nonszalanckiego degenerata jako bohatera głównego - kreowanego uważam świetnie przez Jamesa Woodsa. Człowieka nie jednowymiarowego, postaci nie fikcyjnej (na faktach bowiem ta historia), w którego przypadku pozory bardzo mylą i z czasem odsłaniają prawdziwy, kryty pod maską obraz jego wrażliwości. Z jednej strony ryzykanta motywowanego zarobkiem, sprzedaniem siebie i materiałów za dobrą kasę, a z drugiej człowieka fundamentalnie trzymającego się zasad współczucia, który nie waha się by stanąć po stronie najbiedniejszy i najsłabszych, bez ideologicznych i przeciw ideologicznym przesłankom. Mocno parszywej roboty dziennikarskiej przedstawiciela, w mocno politycznym obrazie, ukazującym prócz doświadczeń codziennego terroru, kulisy wsparcia Amerykańskiego dla ówcześnie trzymającego w Salwadorze władze prawicowego reżimu. Jest też w tym filmie jakiś chaos scenariuszowy, który być może trafnie oddaje chaos politycznym w miejscu akcji. Wstrząsające doświadczenie brutalnej walki o wpływy i widok tychże walk niewinnych ofiar. Potworności ukazane i okoliczności wyłuszczone - dosadnie i z zachowaniem przyzwoitości. Ze scenami jakim może brakuje oszlifowania hollywoodzkiego na poziomie nagradzanego Plutonu, ale w swej surowości równie wstrząsające. Góry trupów na jakie trafiają reporterzy, cykający zarówno dla sławy jak i by ukazać prawdę, makabryczne fotki, to zarówno materiał o którym trudno zapomnieć, jak i zaproszenie do głębszego zrozumienia istoty tak sprzed zakończenia Zimnej Wojny, jak i uniwersalnie współczesnych, kontrolowanych przez mocarstwa konfliktów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj