Trzeci film arabsko osadzony autorstwa Tarika Saleha, mieszkającego na co dzień w Szwecji pół krwi egipskiego reżysera. Nie kojarzę jego filmu żadnego poza tą, z pochodzeniem związaną tematyką, więc odnoszę się do jego twórczości, z perspektywy jedynie tychże trzech materiałów i w kontekście egipskiego ustroju oraz tamtejszej sytuacji politycznej - trylogii w pewnym sensie. Tym razem Saleh rysując obraz dyktatury mnie w stu procentach nie przekonał, gdyż zabrakło mi ostrości i wyrazistości. Historia zatem jaka z natury powinna szarpać i wywoływać dyskomfort a wręcz strach, tylko bardzo nielicznymi momentami wymienione wzbudza. Ciekawi i do porównań z reżimami europejskimi mnie zachęca, lecz też niekoniecznie spełnia wysokie wymagania warsztatowe, gdy aktorstwo jest zmanierowane, jakie bardziej pasuje do opowiadania tandetnie egzaltowanego (popularne, kiczowate kino bliskowschodnie, tureckie czy południowoamerykańskie), niż do na serio filmu politycznie osadzonego, gdzie autentyzm kluczowy. Trudno mi było znosić tą wadę i po raz pierwszy w kontekście filmów Saleha odczuwałem poważny niedosyt poprzez rozczarowanie. Pozornie wszystko ponownie grało i było kręcone co najmniej poprawnie łamane przez porządnie, lecz nie ma w tym tym razem estetycznej wrażliwości na poziomie wymaganym, a sama dramaturgia zaskakująco mało efektywna. Niestety też do głosu doszło chyba przekonanie reżysera, iż jego nadworny aktor Fares Fares, nadaje się i tym razem do roli głównej, bowiem w praniu okazuje się, iż chwilami wypada jakby zamiast niego w role bardziej na poważnie wcielił się Sacha Baron Cohen. To być może subiektywne, przesadzone odczucie, które bez względu na jego ewentualne osobiste przejaskrawienie, odbija się jak czuję na całościowym odbiorze produkcji. Fares mi nie pasuje na ten akurat pierwszy plan, co trąca pierwszy klocek domino, przez co struktura filmu się poniekąd sypie. Bez względu na temat i całkiem dobry scenariusz - pomimo to psując powagę efektu końcowego. Dziwne odczucie, kiedy byłem na starcie przekonany, że dostanę kino pewne kapitalnych właściwości, a teraz muszę punktować krytycznie warsztat, miast rozpisać się o nieetycznych wyborach bohatera, jaki być może boi się o własną pozycję i utratę wygodnego życia jeszcze bardziej niż o bezpieczeństwo rodziny. Film nie porywa, stąd i nie motywuje do głębszej analizy - a powinien do cholery! Powinien przynajmniej być o dwie klasy lepszy od kompozycji na plakacie - nomen omen zwiastującej ubolewam realny jego poziom.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz