Po sprawdzeniu praktycznym, rozhulanej promocyjnie nolanowskiej Odysei, postanowić mi się zachciało, iż luknę na nowo na kilka może historycznych i quasi historycznych tytułów (jakie jeszcze tutaj nie zagościły) i tym samym będę miał też jakieś porównanie i odpowiedz między innymi na pytanie - czy w ostatnich dajmy trzydziestu, może skrajnie czterdziestu laty, robiono też super produkcje w gatunku, jakie z dzisiejszych hitem box office’u mogą pójść w szranki? Nie pod względem kultowości, bowiem co stare i głośne było, to często z czasem zdobywa dodatkowe uznanie w formie właśnie kultowości. Chodzi mi bardziej o to, czy przykładowo technicznie jest lepiej i czy takie możliwości obróbki komputerowej popsuły kwestie wizualnej wiarygodności, czy może dodały jej wartości. Na pierwszy rzut biorę Ridley'a Scotta Królestwo niebieskie, czyli klasyczne kino bitewno-przygodowe, rycerskie znaczy - ze szczękiem żelastwa i rżeniem koni w galopie. Wszelkiej pierwotnej maści oręża dominacji, więc krwi i flaków charakterystycznie szołmeńsko z zadawanych ran tryskających, nader natężenia. Może to nie ta kategoria porównawcza, bo w mitach więcej umowności i ugrzecznienia, a gdy pod lupę bierze się wydarzenia w większym stopniu realistyczne, to należy wprost pokazywać jak krzywda, nawet w przyjętych za usprawiedliwione działaniach mogła być zadawana. Batalistyczne jest w Królestwie konkretnie i potęga wojsk robi wrażenie. Epickie zacięcie wynosi widowiskowość na najwyższy z możliwych wtedy, a może i wciąż obecnie poziom, lecz wizualna technologia sterylna nie czyni Królestwa niebiańskiego odpornym na wady. Chciałoby się aby ziarno filmu jakieś istniało, bo jego kompletne spłaszczenie, czyni efekt soczystym, lecz nazbyt klinicznie myślę efektownym. To chyba w tym segmencie punkt dla Nolana, który mniej z wygładzeniami przesadza, ale przegrywa w moim przekonaniu na poziomie dynamiki, bowiem Królestwo jest znacznie intensywniej dynamiczne, spektakularne i efekciarskie, mimo że „osadzone bliżej ziemi”. Zastanawiając się po seansach (kinowym i domowym), w którym przyjemniej jako widz oczekujący wkręcającego efektu się odnalazłem, to jednak nie mam jasnego stanowiska. Dochodzę do wniosku, że trudno w sumie porównywać oba hity i każdy z nich stoi przed konkurentem w pewnych wąskich kategoriach, a całościowo trzymają równy poziom, a że ten Scotta o ponad ćwierć wieku starszy, to chylę czoła, że mimo na pełnej korzystającego z technologii, wciąż ogląda się wyśmienicie. Mówię o oddziaływaniu całej warstwy ilustracyjnej, a najmocniej kluczowego szturmu na Jerozolimę, gdzie maszyny oblężnicze i szerokie kadry robią super wrażenie. Ale na pewno pomimo włożonego wysiłku, trudno mi również Królestwo Niebieskie uznać za dzieło wybitne. Zabrakło drenującej siły psychologicznej relacji pomiędzy bohaterami i intrygi porażającej emocjonalnie. Zamiast tego nacisk położony na potęgę produkcji i dla oczu wizualna efektywności, nieco oczy zamydla. Tak jak podobnie do obecnej wciąż na ekranach Odysei, trudno mi się przyczepić do przesłania, gdyż ono celne, pozbawione jednakże odrobiny chociaż kontrowersji, dostosowane do możliwości intelektualnych szerokiego grona widzów, z tezami oczywistymi, bez większego zniuansowania. Tu i tu (zwyczajnie górą ponad istniejącą, lecz niewykorzystaną treść przygoda) - chociażby każdy bardziej wnikliwie analizujący sznyt historyczny zauważy coś ponadto, co reżyser wprost chciał dać do zrozumienia. Okej, może jak dobiorę następny typ, to będzie bardziej trafiony. Czekają między innymi Aleksander, Trzynasty wojownik i oczywiście Troja.
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz