Klasyczny motyw, przypadkowy człowiek w okolicznościach które wciągają go w poważną dramatyczną intrygę. Punkt wyjścia z którym można w kinie w różne kierunki pójść i zbudować bardzo ciekawą, angażującą historię, opowiadaną tak schematyczną, bądź oryginalną narracją. Dowolność na wyciągnięcie ręki, a De Palma mając tą świadomość decyduje się na zmieszanie w tyglu wielu cytatów z różnych reżyserskich styli (proszę sobie wpisać kogo skojarzyliście), jak i wizualnego czy związanego z pomniejszonymi ambicjami kina klasy B, z wysokiej precyzji kinem najwyższych dramatycznych lotów. To zarówno bardzo wyraziste kolorystycznie i dźwiękowo, z tego rodzaju sensacyjną stylistyką powiązane kino, jak i całkiem interesująco skomplikowany scenariusz, z wciągającym i zmuszającymi do kombinowania, rozwiązywania tajemnicy wątkami. Obyczajowo-polityczny skandal związany z okolicznościami śmierci gubernatora, w atmosferze thrillerowej dusznej presji, w oddychającej sztucznym światłem neonowej oprawie wielkiego, pełnego ruchu i zgiełku miasta. Sklejony ze sprzeczności, kiczu świadomego i warsztatowej finezji, w takiej konfiguracji i w takiej metodzie zaskakująco spójny i wart komplementowania. Klasycznie wykorzystujący poezję złożonego ruchu i dynamiki, choreografię postaci centralnych i mrowia statystów, według starej szkoły i w obrębie dostępnych w owym czasie technik oraz narzędzi operatorskich, montażowych. Patrz scena z wirującą kamerą, obracającą się wokół własnej osi, czy częsty u De Palmy rzut z perspektywy sufitu, bowiem lubi on widowiskowość i też jak widzę od zdaje się tego momentu przywiązał się do przestrzeni dworca, bo pamiętam ją przecież z Nietykalnych i Życia Carlita bodaj, więc sobie skojarzyłem, gdy rozbudowane sceny z napięciem w takiej lokacji tutaj też nakręcił.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz