poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Crime 101 (2026) - Bart Layton

 

Najwyższego levelu klasyki kina akcji to to nie sięga. Nie dorównuje poziomowi FAJOWEGO klimatu sensacji sprzed trzech czy najlepiej czterech dekad, bo nie może, gdyż obecna rzeczywistość dotarła do wrót futurystyki i z urzekającą analogowością sprzed lat nie ma już naturalnie nic wspólnego. Być może, a może na pewno problem z gatunkiem dla mnie dzisiaj polega na tym, że mój pesel powoduje występowanie zjawiska sentymentu i potrzeby doznawania nostalgicznych emocji, gdy na kino owe patrzę. W sumie najszczerzej, to po kilkudziesięciu minutach lukania tak jak powyżej jedynie miałem krótko naskrobać, a że po jakimś czasie mocniej zażarło, więc i zaskakująco intensywnie podekscytowało, bo w sumie pomimo to to i tamto, nie mam się co dziwić, gdyż zawsze uwielbiałem opowieści o zmęczonych życiem ale w ch inteligentnych gliniarzach w starciu z przestępcami (czasami też na zakrętach życia, niezadowolonych z tego w jaką stronę dali się pociągnąć), to i zdanie w trakcie zmieniłem. Nie jest tak słabo z Crime 101 jakbym sobie wyobrażał, bo to porządnie ogarnięte kino, zbudowane na szlachetnych wciąż schematach, więc przewidywalne i szablonowo, ale i bez sprowadzania do żenady aspektów psychologicznych postaci traktujące, więc też bez dziwactw, większych przegięć, co stanowi jakiś plus w obliczu na przykład możliwości wszczepienia w fakturę totalnej nierealistyczności. Pomaga świetna obsada, gdzie mam ejtisowych weteranów (Nick Nolte), niedawnych aktorskich idoli, a tych najwięcej, bo Halle Berry wraz z pojawiającą się na chwilę Jennifer Jason Leigh pośród kobiet i Mark Ruffalo, czy Tate Donovana wśród facetów i tych którzy obecnie w nim dominują - patrzcie z uwagą na kompletnie dwa różne typy w osobach Chrisa Hemswortha i Barry’ego Keoghana. Mając takich skrajnych "amantów" podzielili więc scenarzyści przestępców na tych z zasadami, o wyższym poziomie mentalnym i tych brutalnie głupich, którzy mają w sobie więcej agresji niż rozumu, co także dodało pikantnego posmaku, w tym najczęściej gdy coś sobie doczytałem porównywanego do Gorączki Manna, całkiem sprawnego realizacyjnie ogarniętego i happy endem ekstremalnym sfinalizowanego mianstreamowego mimo zalet produkcyjniaka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj