piątek, 3 kwietnia 2026

A Good Year / Dobry rok (2006) - Ridley Scott

 

Sympatycznie banalny ale i w swej przewidywalnej prostocie urokliwy romansik od (niewiarygodne) Ridley'a Scotta. Trochę się efekt zestarzał pod względem formy, bowiem nieco tu w kwestii montażu pokombinowano, a kombinacje w rodzaju tych co próby czasu dobrze nie znoszą, oczywiście w uniknięciu powyższego nie pomagają. Jednak jako niezobowiązujące kino przede wszystkim dla oka i serduszka, rodzaj próby stworzenia lekkiego melodramatycznego feel good movie w tak samo francusko-włoskim i wyspiarskim/angielskim stylu z Hugh Grantem bez Hugh Granta, jak najbardziej się nadaje i nie mówię jedynie o okolicznościach czarującej przyrody i architektury, ale o walorach obsadzonej w idealnie dla siebie charakternej rólce Marion Cottilard, jaka wygląda tutaj ZJA-WI-SKO-WO i bardziej ledwo na dwudziestolatkę energiczną niż tak jak było w rzeczywistości kobietę wówczas już trzydziestoletnią. W ogóle casting postawił na aktoreczki z wybitnie podkreślonym figlarnym biustem, co zapewne męską część widowni przez całą projekcję ów walor utrzymał przed ekranem mocniej niż intensywnie wkręcony w rolę Russell Crowe. Crowe niekoniecznie tak błyskotliwie uroczy jak się stara i jakby mógł tutaj znacznie lepiej wypaść delikatniutki, cherubinkowy Hugh. Całkiem fajna mimo to bezpretensjonalna rozrywka, nic ponad to i jeśli mogę zdradzić intymne skojarzenie, to naturalnie dla widoku tych wielkich oczu z woreczkami Marion (tak tak Lalu) przede wszystkim się zdecydowałem. Wszak sam pierdołowaty w tym nowym dla siebie bodaj gatunkowym kontekście Ridley, Russell spoko, lecz nieco w doborze do roli wątpliwy oraz w tle wielce charakterystyczny, bez potrzeby pierwszego planu zajmowania Tom Hollander nie mieliby żadnych szans mnie przed ekranem utrzymać, bez KLUCZOWEJ przyjemności łypania sobie oczkiem od samego dołu do samej góry na CZARUJĄCĄ niewiarygodnie Marion. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj