niedziela, 29 marca 2026

The Smashing Pumpkins - Gish (1991)

 

Paplać w temacie Gish koneserskich, a tym samym sentymentalnie-nostalgicznych banialuków nie zamierzam, bo znajomość bardziej zażyła z efektami pracy studyjnej "dyniek" moja dopiero od niedawna i wciąż jeszcze ograniczona do czterech startowych krążków. Bez zbliżeń ze wszystkim po roku 98-ym nagranym, nie mam więc prawa do kompleksowej oceny Gish i tego co już na uszy większej dawce zarzuciłem (w kontekstach i na tle), zatem póki się nie odważę (a po rozczarowaniu Adore i biorąc pod uwagę opinię Lalu) szybko chyba to nie nastąpi - od bardziej współczesnych płyt zainteresowanych trzymać będę jeszcze w dystansie. Przyjmuję więc na dziś, iż pozostaje na dorobku poznawczym fanem tak dwójki, jak trójki w ograniczonym do tego co naj z dwu-płytowej kolumbryny, a do tej stawki dodaje bez zawahania Gish, gdyż mi po prostu JAKO przyjaźnie dla ucha melodyjnie nastrojona raz i dwa z drugiej strony dynamicznie spontanicznie grunge'owa PASUJE! Po prawdzie ta etykietka grunge'owa może być dwojako rozpoznawana i poddawana subiektywnej weryfikacji każdego kto czuje związek z nurtem, bo oto przecież jedynka TSP wbija się idealnie w czas kiedy takiemu graniu identyfikacyjnie także Alice in Chains czy Soundgarden z powodzeniem były przypisywane, a jednocześnie każdy kto głębiej drążyć wokół tematu zacznie, nie trudno będzie znaleźć na wiarygodność zasługujące, jak najsilniej powiązane z korzeniami i postaciami archetypicznymi opinie, iż żadna z wymienionych ekip nie może być i wówczas raczej nie była kojarzona ze stylistyką, jaką u zarania tworzyły zupełnie inne składy, a dopiero wraz z wybuchem popularności Nirvany pod estetykę wywodząca się wprost z brudnego, surowego garażowego grania zostały podpięte wszystkie te które największą karierę dzięki popukulturowemu fenomenowi paradoksalnie kontrukulturowego zjawiska zrobiły. Dlatego mówiąc nawet o formatywnym okresie i pierwszej fazie krzepnięcia stylistyki ekipy Corgana, trudno jednoznacznie ją określić jako grunge'ową, więc nie ma sensu przy jakimkolwiek stanowisku się upierać, a tylko uznać że temat jest nieco kontrowersyjny i postawić w tym miejscu kropeczkę. Gish natomiast jest z pewnością pobudowana na tradycji hard-rockowej, psychodelicznej i bluesowej, w klasycznym spojrzeniu w kierunku prekursorów stylu, umownie określając "woodstockowego", bo da radę usłyszeć tutaj te wszystkie zamaszyście inspirujące wpływy. Jakby napisać że to po prostu rock alternatywny w stosunku do z lat osiemdziesiątych natapirowanej klasyki, to też poniekąd prawda i trudno nie zgodzić się z przekonaniem, że w tej alternatywie jest zarazem spora dawka marzycielskiego pop-rocka oraz szczególnie na Gish słyszalna połowiczna (bo obok punkowej) inspiracja dla amerykańskiej najtisowej fali ekip spod znaku punk-rocka w stylu Green Day. Niezły przyznać należy misz masz sprężyn które ukierunkowały Gish plus dwa następne krążki i sprężyn jakie pomogły rozrosnąć się muzyce rockowej w kolejne gałęzie. Cieszę się, iż Lalu mnie na "dynieczki" namówiła. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj