czwartek, 26 marca 2026

Tatarak (2009) - Andrzej Wajda

 

Smutne granie i smutne kręcenie. Kręcenie na podstawie prozy Iwaszkiewicza - quasi filmowe kręcenie. Wygląda bowiem bardziej na ograniczone finansowo, dość ubogie stylistycznie klimaty telewizyjnego plenerowego teatru telewizji, niż kino wielkiego formatu, zrobione przez legendę polskiej kinematografii. Dziwnie, nieudanie twierdzę, eksperymentalnie zaprojektowany, z para dokumentalnym/reportażowym częściowo wnętrzem (film w filmie), z wplątanymi osobistymi monologami Jandy w monodramatycznym tonie. Niespójny przez taki zabieg - robiący wrażenie formalnego nieporozumienia i emocjonalnej wydmuszki, bez właściwego poruszającego do głębi wypełnienia, bo bez rzeczywistej, przekonującej charyzmy, bezpłciowo przekombinowany. Kwestia jeszcze równolegle przekonania do tak zmanierowanego oblicza aktorskiego i wiarygodności tak zainscenizowanej samej historii. Janda się stara, odkrywa trudną intymność, odsłania się lub ją sprzedaje (kwestia dyskusyjna), jednak nie potrafi się wznieść ponad irytująca histeryczną (ten jej śmiech) i egzaltowana dramatyczność, którą trudno znieść i tym samym ciężko wybaczyć Wajdzie, że w takie z sercem ale bez emocjonalnej autentyczności granie bezkrytycznie wszedł - jako wytrawny reżyser tegoż nie powstrzymał. Dużo się dyskutowało, nadal gdy ktoś pozna to się zamyśla nad jakością, czy uzasadnieniem tak motywowanego konceptu Tataraku i te zdania są mocno podzielone. W moim przekonaniu sprawdziłby się i oddziaływał, gdyby był sprowadzony jedynie do osobistego życiowego dramatu Jandy, lub sam w sobie stanowił wytrawniejszą pod względem artyzmu adaptację fundamentu. Ponadto mnie sterylność tego wypolerowanego obrazu przeraża, odwracając uwagę i nie pozwala na skupienie się na treści. Odpycha bez artystycznego sznytu wizualnego maniera, wiedząc że dla Wajdy mniej ważna była od niego treść, w której ważne psychologicznie rozważania o śmierci i przemijaniu, pustce i jej wypełnianiu pozostawia widzowi do analizy. Przytaczając słowa samej legendy - "stary reżyser próbuje szukać jakiegoś spotkania tradycyjnie opowiedzianej fabuły z sytuacją, w której film powstaje". Próbuje, ale niestety z mizernym efektem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj