niedziela, 3 maja 2026

The Drama / Drama (2026) - Kristoffer Borgli



Fenomenalna zadziorna ekranowa chemia, wyborna drama - rozedrgana, drżąca, przekorna, wzruszająca i bardzo sexy! Kipiący wulkan niedomówień, paraliżujących emocji, ukrytych pragnień, lękowych reakcji, uzasadnionych obaw. Wulkan pełen gorącej miłosnej lawy, namiętnego uczucia, ale tego mądrego, myślącego, otulonego empatycznym kocem, patrzącego w przyszłość. Drama jest dramatyczna, melodramatyczna, komediodramatyczna. Sieje niepokój i dyskomfort, ale i porusza serducho poprzez swoją autentyczność, zamykającą się w emocjach, rozmowach i nie pozostawia swym przekornym, ironicznym i przede wszystkim błyskotliwie zaaranżowanym krytycyzmem jednak suchej nitki, włazi pod skórę i pulsuje. Drama jest takim swoistym nieobliczalnym słodko-gorzkim teatrem, a widz zaciekawionym z wybałuszonymi oczami podglądaczem zza kurtyny. Myślę iż aby w pełni przeżyć ten seans, korzystając z okazji bycia zaskoczonym, należałoby wprowadzić restrykcje podobne tym jakie narzucał Hitchcock w przypadku swojej kultowej Psychozy. Odebrać prawo do zdradzania czegokolwiek, gdziekolwiek – w obecnej rzeczywistości internetowej pod karą wyklęcia, społecznego pręgierza totalnej dezaprobaty dla za długiego w necie jęzora. :) Absolutnie to nietypowa komedia romantyczna i tego należało się spodziewać, nie dać się nabrać na pozory sprzedawane w trailerze, bo to przecież film Kristoffera Borgli, człowieka odpowiedzialnego za takie precyzyjne intelektualne filetowanie rzeczywistości w Chorej na siebie i Dream Scenario. Oddziałuje w Dramie silnie totalna zaskoczka, konsternacja chwilowa, by później umysł zaczął składać fakty, analizując konteksty i osobiste doświadczenia telewizyjnych relacji przypomniane oraz element społeczny, który wydaje mi się, że dla nas Europejczyków, akurat uderza w większym stopniu wciąż w Amerykanów. Działa niby banał, coś z pozoru niskiej wagi, co można by potraktować z zimnym humorem, jako słabość młodzieńczej nadwrażliwości, ale co sprężyną dla rozwoju wydarzeń, wysokooktanowym paliwem dla farsy, pobudzanej gigantycznym niepokojem i co najważniejsze dla rozkręconej tytułowej DRAMY, o potencjalnie tragicznym, w wymiarze wyobrażanych konsekwencji. Stąd w tej pozornej irracjonalności reakcji, jest też napędzona lękiem uzasadnionym racjonalność - coś co nie da się jednoznacznie ocenić w kategoriach słuszności indywidualnego rezonansu. Borgli rewelacyjnie łączy tu czarny humor z wrażliwym sznytem oraz idealnie obsadza wszystkie role - każdy z bohaterów pozostawia ślad i wnosi świeżość do przedstawionej historii. Znakomity balansujący na granicy obłędu Pattinson (podobna rola do tej z Giń kochanie, gdzie jednak nie mógł się wykazać talentem komediowym), w duecie z naburmuszoną zagubioną Zendayą - cieszą oko i wyzwalają poczucie troski, aż chce się zaciskać pięści, żeby im się udało. W drugim rzędzie postaci też nie brakuje znakomitych kreacji, a obok fantastycznie beztrosko dwulicowej postaci granej przez Hailey Gates (oportunistyczna suka, a da się lubić :)), jednak tron przejmuje Alana Haim, sprzedając tutaj tak autentycznie bezbłędnie i przykuwając za każdym razem sto procent uwagi, zbiór postaw środowiskowych, że to wręcz niebywałe, jak postać z planu drugiego może tak mocno zostać widzowi w pamięci. To jest kapitalne kino, które w tym momencie staje na pudle tego co w tym roku obejrzałem. Może dlatego, iż zamieszało w głowie mi i Lalu jednocześnie, wbijając prócz odczucia złości i sympatii na i do bohaterów oraz poczucia prowokującego, intrygującego dyskomfortu, mega satysfakcjonującego, gigantycznego banana na ryjek. Najmocniej to myślę po finałowej, a wcześniej próbnej sesji zdjęciowej scenie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj